Opolszczyzna

Magdalena Warakomska: Odrodzona w Opolu

Magdalena Warakomska wystartuje w Pjongczangu na trzech dystansach.
Politechnika Opolska, Sławoj Dubiel
Nie tylko mieszkańcy regionu będą w lutym podczas igrzysk trzymać kciuki za Magdalenę Warakomską.

20-letnia Magdalena Warakomska z AZS Politechniki Opolskiej jako pierwsza w krótkiej historii polskiego short-tracku wystartuje na igrzyskach olimpijskich na trzech dystansach.

Początek sezonu był fatalny. Nie tylko dla Magdy, ale dla całej reprezentacji. W pierwszych zawodach Pucharu Świata w Budapeszcie Polacy z jednym wyjątkiem przepadli w kwalifikacjach.

– Przeraziliśmy się. Zobaczyliśmy, jak wysoki jest poziom innych drużyn. Przez chwilę myśleliśmy nawet, że za wysoki dla nas, ale nikt się nie załamał. Walczyliśmy dalej – opowiada „Rzeczpospolitej" Warakomska.

Rekord w Holandii

Ale Puchar Świata w Budapeszcie to była tylko jedna z trzech kwalifikacji olimpijskich. Trzeba było wszystko postawić na jedną kartę i próbować dalej. Pozostałe zawody odbywały się w Dordrechcie, Szanghaju i Seulu.

Już w Holandii nastąpiło odrodzenie. Bardzo dobrze wypadła Warakomska, w biegu na 1000 m do ostatniej chwili walczyła o awans do finału. Zajęła trzecie miejsce, ustanowiła rekord Polski.

Nie gorzej było w Szanghaju i Seulu. W Chinach Warakomska przeszła kwalifikacje na 500 i na 1000 m, przegrała jednak bój o półfinał.

Dobre wyniki dały olimpijski awans trójce Polaków. Oprócz Warakomskiej w lutym w Pjongczangu wystąpią Natalia Maliszewska i Bartosz Konopko. Nominacje są dla kraju i oficjalnie zostaną zatwierdzone przez Międzynarodową Federację Łyżwiarską 27 grudnia.

– Ale nasz wewnętrzny regulamin przewiduje, że ci zawodnicy, którzy je zdobyli, pojadą na igrzyska – tłumaczy trenerka kadry Anna Łukanowa-Jakubowska.

W Korei w short-tracku wystartuje więc troje zawodników z dwóch największych polskich klubów w tej dyscyplinie – z Juvenii Białystok (Maliszewska i Konopko) i AZS Politechnika Opolska (Warakomska), choć wszyscy pochodzą z Podlasia.

Jak transfer z Lecha do Legii

Magda Warakomska do Opola przeprowadziła się trzy lata temu. W rodzinnym Białymstoku nie dogadywała się z trenerem, pokłócili się, w końcu uznali, że lepiej będzie, jak przestaną ze sobą pracować. – Nie odnajdywałam się już w tym otoczeniu, uznałam, że zmiana jest konieczna – opowiada łyżwiarka.

W nowym miejscu nie potrzebowała aklimatyzacji. Opolską halę Toropol znała dobrze. Przyjeżdżała tutaj na zgrupowania kadry narodowej, znała się z trenerką Anną Łukanową-Jakubowską, która pod koniec 2014 roku została szkoleniowcem reprezentacji Polski.

– W Opolu od razu poczułam się dobrze, nawet gdy jeszcze nie byłam w klubie, potraktowano mnie sympatycznie i gościnnie, nie musiałam się o nic martwić – mówi.

Trenując już w Opolu przez jakiś czas wciąż reprezentowała Juvenię, ale wszystkim w AZS zależało, żeby mieć tej klasy łyżwiarkę u siebie. Zawodniczką AZS Politechnika Opolska została dopiero po roku. Doszło do transferu, trochę w polskim short-tracku niespodziewanego, bo oba ośrodki mocno ze sobą rywalizują, niczym Legia i Lech w piłce nożnej.

– Nie kierowałam się żadnym sentymentem, nie zwracałam uwagi na klubową rywalizację. Patrzyłam na swoje dobro i dziś wiem, że się nie myliłam. Mam świetne warunki do treningu, właściwą trenerkę i co najważniejsze, wyniki – tłumaczy łyżwiarka.

Dodatkową zaletą przeprowadzki jest możliwość połączenia nauki ze sportem. Magda studiuje w Opolu wychowanie fizyczne. Uczelnia wspiera ją w karierze, jest dumna z kwalifikacji olimpijskiej swej studentki.

Ta adrenalina

Wszystko zaczęło się jednak w Białymstoku. Tam poszła do szkoły podstawowej o profilu sportowym, w której na zajęciach z wychowania fizycznego uczą jazdy na łyżwach. Ci, którzy się wyróżniają, z czasem przechodzą do sekcji short-tracku Juvenii. Styl jazdy Magdy i jej rezultaty rzucały się w oczy.

Ona sama od razu polubiła jazdę na łyżwach. Nie miała też wątpliwości, że short-track jest dyscypliną dla niej. Inna rzecz, że w Białymstoku nie było toru długiego. Ale mówi, że wybrała ściganie się na torze krótkim w pełni świadomie. Po pierwsze dlatego, że od początku wszystko jej dobrze szło. Wygrywała zawody za zawodami. Czuła wsparcie rodziny, trenerów, klubu. Ale jest też inny powód.

– Short-track wciąga, staje się namiętnością, bez której trudno się obejść, jeśli już raz się spróbuje. Jest adrenalina, emocje, nieprzewidywalność. Tak dużo może się wydarzyć podczas wyścigu, do końca rywalizacja trzyma w napięciu. Często trudno wskazać faworyta – opowiada Warakomska.

Ale na niektóre z tych zalet można spojrzeć z drugiej strony i wtedy nie jest już tak różowo. Emocje i nieprzewidywalność związane są z m.in. z niebezpieczeństwami jazdy na torze krótkim. Zawodnicy przepychają się, często padają, jeśli jeden znajdzie się na lodzie, zgarnia ze sobą kolejnego. Sędziowie mają dużo roboty, a łyżwiarze muszą uodpornić się na kraksy.

– Mamy mało miejsca, musimy się przepychać, walczyć o pozycje. To bardzo taktyczna dyscyplina, zmuszająca do myślenia, zupełnie inna niż łyżwiarstwo na torze długim, bo tam jeździ się bez styczności z rywalem i liczy się przede wszystkim dobra wydolność – opowiada zawodniczka AZS Opole.

Dla własnego bezpieczeństwa zawodnicy w short-tracku w przeciwieństwie do panczenistów startują w kaskach. Obowiązkowo zakładają rękawice, nagolenniki, które albo umieszcza się pod kostiumem, albo wprasowuje w strój.

Niezbędnym elementem wyposażenia jest też napierśnik chroniący gardło przed ewentualnym uderzeniem łyżwą.

Może dlatego, że short-track jest tak niebezpieczny i jednak mniej popularny, zawodnicy przechodzą do łyżwiarstwa szybkiego. Warakomska o tym absolutnie nie myśli. Teraz skupia się na igrzyskach.

O błysk łyżwy

O kwalifikacji imiennej do Pjongczangu nie chce mówić, choć młodsze zawodniczki są od niej znaczne gorsze, zarówno w zawodach krajowych, jak i międzynarodowych. Na 1000 i 15000 m nie ma w Polsce godnych rywalek, na 500 m rywalizuje z Natalią Maliszewską, ale pokonała ją na ostatnich mistrzostwach Polski rozegranych w lutym w Opolu.

Po powrocie z zawodów Pucharu Świata w Azji Magdalena Warakomska miała kilka dni odpoczynku, a potem, od początku grudnia, wzięła ją w obroty Anna Łukanowska-Jakubowska. Przyszedł czas na główne przedolimpijskie zgrupowanie. Trenuje na lodzie, ale także w siłowni, w sali gimnastycznej. Latem były jeszcze jazda na rowerze i na rolkach.

W styczniu odbędą się w Dreźnie mistrzostwa Europy, ostatni sprawdzian przed wyjazdem do Pjongczangu. Na co liczy w Korei łyżwiarka z Opola? – Ogromnym sukcesem dla tak młodej zawodniczki byłby awans do półfinału. Musi się jednak na to złożyć wiele czynników – mówi trenerka Magdy.

Na przykład dobre losowanie. Warakomska z żalem wspomina poprzedni sezon, w którym co chwila trafiała do grupy kwalifikacyjnej z najsilniejszymi rywalkami i nie była w stanie awansować dalej. W tym roku w eliminacjach miała więcej szczęścia, ale też forma znacznie wzrosła. W zawodach PŚ była przecież blisko finału. Przegrała o setne części sekundy, o milimetry, o błysk łyżwy.

– Jak w Korei pojadę tak dobrze, to przy korzystnej konfiguracji mogę znaleźć się w półfinałach, ale jak wspominałam, short -track to bardzo nieprzewidywalny sport – zapowiada olimpijka z opolskiego AZS.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL