Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opolszczyzna

Proponowany kodeks wyborczy zaprzecza idei samorzšdności

Uczestnicy debaty, której organizatorem była „Rzeczpospolita Życie Regionów”, rozmawiali między innymi o idei niezależnej samorzšdnoœci w kontekœcie propozycji nowego kodeksu wyborczego.
materiały prasowe
Samorzšdowcy ostrzegali, że proponowane zmiany oznaczajš wyeliminowanie naturalnych liderów danej społecznoœci, osób, które często pracujš w organizacjach pozarzšdowych, a przede wszystkim nie wykonujš poleceń politycznych.

W połowie grudnia odbyło się w Spale III posiedzenie Konwentu Marszałków Województw RP. Samorzšdowcy analizowali m.in. projekt ordynacji wyborczej do władz lokalnych.

W debacie „Idea niezależnej samorzšdnoœci a propozycje nowego kodeksu wyborczego", której organizatorem była „Rzeczpospolita Życie Regionów", wzięli udział Olgierd Geblewicz, marszałek województwa zachodniopomorskiego, Sławomir Sosnowski, marszałek województwa lubelskiego, Grzegorz Mackiewicz, prezydent Pabianic oraz prof. Konrad Składowski, kierownik Zakładu Polskiego Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Łódzkiego.

Prowadzšcy debatę Michał Niewiadomski z „Rz" poprosił uczestników o przeanalizowanie zmian w kodeksie wyborczym, po ostatnich poprawkach PiS do własnego projektu. Debata odbywała się bowiem w goršcym okresie – w trakcie prac Sejmu.

Pokusa rzšdzšcych

Prof. Konrad Składowski podkreœlił, że prawo wyborcze zawsze jest obiektem zainteresowania ze strony œwiata polityki. – Nie tylko w Polsce politycy majš pokusę, żeby wykorzystywać możliwoœć stanowienia prawa do tego, by poprawić swoje szanse wyborcze – mówił profesor. – Gdyby więc zapytać: „kiedy jest dobry moment na dyskusję o prawie wyborczym", to można odpowiedzieć, że nigdy nie jest on dobry dla opozycji i zawsze jest dobry – z punktu widzenia partii rzšdzšcej, majšcej stabilnš większoœć parlamentarnš. W interesie rzšdzšcych jest także zmienianie prawa wyborczego jak najbliżej wyborów, po to, by zaskoczyć opozycję swoimi propozycjami, a samemu jak najlepiej się przygotować. Natomiast z punktu widzenia i interesu publicznego, najlepiej byłoby, gdyby nowe rozwišzania w prawie wyborczym przyjmowano nie od następnych, najbliższych wyborów, tylko od jeszcze kolejnych.

Jak twierdzi ekspert, gdybyœmy dziœ zaczęli dyskusję o zmianie prawa wyborczego z udziałem polityków, ale i ekspertów oraz organizacji społecznych i pozarzšdowych, to taka debata, by był z niej pożytek, powinna dotyczyć wyborów np. w 2023 roku. – To stwarzałoby pole do consensusu – uważa profesor Składowski. – Ciężko jest bowiem wywróżyć, kto np. za szeœć lat będzie mieć pozycję dominujšcš i dla kogo wprowadzane zmiany będš korzystne. Muszę jednak przyznać, że ze względu na sytuację politycznš, jestem sceptycznie nastawiony do możliwoœci realizacji tej idei. Porównujšc Polskę do krajów zachodniej Europy, czy innych państw, do których poziomu rozwoju aspirujemy (choć ostatnio to nie jest takie pewne), trzeba stwierdzić, że rozwinięte demokracje charakteryzujš się stabilnoœciš systemu wyborczego. To œwiadczy o dojrzałoœci. Kraje, które wcišż zmieniajš prawo wyborcze, sš jeszcze w drodze ku wysokim standardom i napotykajš na niej duże przeszkody.

 

Grzegorz Mackiewicz, prezydent Pabianic, przypomniał podstawowe przyczyny reformy samorzšdowej. – Powstał wtedy samorzšd, czyli mechanizm, dzięki któremu ludzie majš decydować o tym, kogo chcš w strukturach władzy, tej na najniższym szczeblu. – Próba zawładnięcia systemem i odejœcia od JOW-ów, prowadzšca do upolitycznienia funkcji burmistrza, wójta czy prezydenta, to jest powrót do starych czasów, z którymi – jak miałem nadzieję – dawno już skończyliœmy – mówił prezydent Pabianic. – W ramach jednomandatowego okręgu wyborczego lokalny lider nie ma szans. Nie jest ważne, czy ma swoje pomysły, czy też jest mocno zaangażowany w sprawy mieszkańców. Jak ma walczyć z wielomandatowymi partyjnymi okręgami? Przecież skazany jest na porażkę.

Zdaniem Grzegorza Mackiewicza proponowane zmiany oznaczajš wyeliminowanie z rady naturalnych liderów danej społecznoœci, osób, które często pracujš w organizacjach pozarzšdowych, poœwięcajš swój własny czas, „nie biegnš za pienišdzem, dietami i apanażami", a przede wszystkim nie wykonujš poleceń politycznych. – Jeżeli takie osoby wykluczymy, to kto nam zostanie? – pytał prezydent. – Tylko organizacje, które poza wspólnotš majš swoich szefów i liderów. Rada będzie więc poza oddziaływaniem mieszkańców, za to gotowa na „team orders", czyli polityczne decyzje swoich szefów.

Samorzšdowiec odniósł się też do kwestii dwukadencyjnoœci. Jego zdaniem przykładów na naturalnš wymianę na stanowiskach jest w Polsce bardzo wiele. – Życie samo zweryfikowało wiele osób. Wielu wójtów czy burmistrzów, którzy pełnili swoje funkcje przez kilka kadencji, w ostatnich wyborach przegrało – analizował Mackiewicz. – Wypalili się, nie mieli nowego pomysłu na sprawowanie władzy, nie byli w stanie zaprezentować dobrego programu albo po prostu stracili zaufanie wyborców. A bez zaufania trudno jest przekonać mieszkańców do trudnych czy wręcz ryzykownych przedsięwzięć, które sš dziœ gminom i samorzšdom potrzebne.

Ograniczanie jakoœci

Prezydent Pabianic podkreœlał, że polskie samorzšdy muszš nadganiać stracony czas, ponieważ to właœnie gminy i samorzšdy robiš to najlepiej, pracujšc na rzecz całego kraju. – I w tym momencie następujšca próba administracyjnego ograniczenia dobrej jakoœci, która jest dziœ w samorzšdach, bo tym właœnie proponowane sš zmiany – mówił samorzšdowiec – będzie mieć swoje odzwierciedlenie w całej gospodarce i w tym, co się dzieje w kraju. Pamiętajmy, że najlepiej œrodki wydawane sš w samorzšdzie gminnym. Pabianice w cišgu ostatniego roku zaaplikowały ponad 150 mln zł z funduszy europejskich. To pokazuje, co gminy potrafiš! Nie będzie lepszego gospodarza niż ten, którego wskażš sami mieszkańcy. Oni wiedzš, czy majš do niego zaufanie.

Olgierd Geblewicz, marszałek województwa zachodniopomorskiego, zwrócił uwagę na możliwoœć manipulacji, czyli „krojenia" okręgów wyborczych. W jego opinii wprowadzanie tego typu zmian na parę miesięcy przed wyborami będzie fałszowało wynik wyborczy. – Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nie ma idealnego modelu, takiego, który pasowałby wszystkim. Będš zawsze zwolennicy okręgów jednomandatowych, będš i zwolennicy myœlenia bardziej grupowego. Ja, jako członek Platformy Obywatelskiej, jestem po trosze współodpowiedzialny za to, że w Polsce wprowadzono bezpoœredni wybór wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, i że w większych gminach wprowadzono JOW. W wielu miejscach nie było to korzystne dla mojej partii, która miała wówczas poparcie ok. 40 procent. To oznaczało oddawanie władzy w ręce ludzi od nas niezależnych. Ale w ten sposób buduje się zdrowe struktury demokratyczne. To sš zdrowe podstawy państwa – wymagajšce zaufania do obywateli.

Zajmij się czym innym

W opinii marszałka Geblewicza od dwóch lat jesteœmy epatowani słowem „suweren", ale gdyby „przyjrzeć się dokładnie, jak ten suweren jest traktowany, to wypada stwierdzić, że tak jakby był niepełnosprawny intelektualnie: raz na jakiœ czas, nie rozróżniajšc nawet nazwisk, ma oddać głos na taki a nie inny emblemat partyjny i więcej niczym się nie interesować". – Ma się to dziać w myœl zasady: „zajmij się czym innym, a my za ciebie zorganizujemy życie w gminie, zdecydujemy, kto będzie burmistrzem i jak będzie rzšdzone państwo – analizował marszałek. – Taka właœnie była pierwotna intencja zmian w kodeksie wyborczym – były nawet zakusy na wprowadzenie poœrednich wyborów wójtów i burmistrzów. Pamiętamy, jak było kiedyœ, kiedy takie zasady obowišzywały, jak ciężko się rzšdziło. A potem włodarz zyskał samodzielnoœć, nie chodził permanentnie na pasku partii politycznej, był niezależny od grupy radnych i dopiero wtedy mógł podejmować œmiałe i wizjonerskie decyzje. Obecna władza nie lubi niestety tego typu niezależnoœci. I dlatego nie lubi samorzšdu. Najchętniej sprowadziłaby wybory w samorzšdzie do głosowania na szyld partyjny.

Konrad Geblewicz zwrócił także uwagę, że nikt nie jest obecnie w stanie przekalkulować, jakie proponowane zmiany przyniosš rezultaty. – Pamiętam doskonale rok 2006, kiedy po raz pierwszy Prawo i Sprawiedliwoœć zaczęło kombinować przy ordynacji wyborczej i wprowadziło rzutem na taœmę mechanizm blokowania list, a więc umożliwienie dwóm oddzielnym ugrupowaniom wspólnego partycypowania w rozdziale mandatów – wspominał marszałek. – I okazało się, że stało się to przyczynš wielkiej porażki wyborczej PiS, w szczególnoœci w sejmikach. Wydaje mi się, że wyprowadzenie podczas prac sejmowych tych „kilku kóz" wynika jednak z refleksji, że po pierwsze, nie warto wprowadzać niektórych zmian, bo nie wiadomo, czym one się skoczš, a po drugie, nie wiadomo, czy się suweren nagle nie obudzi. Bo ludzie nie lubiš też zbyt dużych zmian w regułach gry.

Jak twierdzi marszałek Zachodniopomorskiego, wyborcy przyzwyczaili się do tego, że głosujš na burmistrza, często znajšc jego sympatie polityczne i nie podzielajšc ich, ale doceniajšc to, co robi dla danej miejscowoœci. Przyzwyczajajš się też, że głosujš w danych okręgach, w danych społecznoœciach lokalnych. – Cieszę się więc, że ta refleksja nastšpiła, chciałbym, żeby zmiany wyborcze wprowadzano z dużym wyprzedzeniem. Bo kodeks wyborczy jest przecież podobny do kodeksu honorowego przy pojedynkach: trzeba ustalić jakieœ reguły gry między frakcjami i ludŸmi, którzy majš ewidentny konflikt interesów. Im bardziej strony będš umówione na pewne reguły, tym uczciwszy będzie pojedynek – twierdzi Konrad Geblewicz. – I to, co mnie najbardziej bolało w tym zmienianiu kodeksu wyborczego, to tryb, w jakim procedowano. Od dwóch lat nadużywana jest tzw. inicjatywa poselska, która nie jest tak naprawdę żadnš poselskš inicjatywš, tylko służy pominięciu konsultacji. W normalnym, cywilizowanym kraju prokuratura zapewne zajęłaby się sprawdzeniem, czy to naprawdę jest inicjatywa poselska. Przecież dobrze wiemy, że podpisani pod projektem posłowie często nie majš pojęcia, czego on dotyczy. Dochodzi do fałszerstw, bo podpisuje się listę w ciemno, a klub używa jej, kiedy jest to wygodne.

Zdaniem panelisty jest to działanie karygodne i niszczenie parlamentaryzmu. – Nie wyobrażam sobie nawet takich sytuacji w samorzšdzie – zapewniał marszałek. – Jeœli nawet mamy do czynienia z inicjatywš radnych, to oni dobrze wiedzš, pod czym się podpisali.

Po co więc taki tryb? – Żeby nie dopuœcić do zbyt długiej dyskusji, a najlepiej, żeby jej nie było wcale i żeby nie dopuœcić do głosu partnerów społecznych. W przypadku zmian w kodeksie wyborczym chodzi o wyeliminowanie głosów samorzšdowców. Uważam to za skandaliczne – mówił samorzšdowiec. – Nie tylko organizuje się nam życie na poziomie tego, jak mamy być wybierani, ale jeszcze wydaje się nam polecenie, jak mamy wybory organizować. A uwagi kierowane przez sędziów z Państwowej Komisji Wyborczej nie sš wysłuchiwane, a sędziowie sš permanentnie obrażani przez parlamentarzystów jako rzekomi fałszerze wyborów – puentował Olgierd Geblewicz.

Profesor Składowski podkreœlił, że w dyskusji o polskich aspiracjach w dšżeniu do dojrzałych demokracji zachodnich, po ostatnim exposé miałem wrażenie, że to nie my dšżymy do ich modelu społeczno-ekonomicznego, ale że to anglosaski model oraz francusko-włoski – przyglšdajš się naszemu i majš wielkš potrzebę kopiowania naszych rozwišzań. Przyjšłem to z dużym zdumieniem i rozbawieniem.

Marszałek województwa lubelskiego Sławomir Sosnowski podkreœlił, że od poczštku okresu transformacji trwał proces demokratyzacji i coraz większej transparentnoœci w wyborach. Jego zdaniem dzisiaj, analizujšc propozycje zmian w kodeksie wyborczym, możemy stanowczo powiedzieć, że mamy „odrzut o 180 stopni i dšżenie do jak największego upartyjnienia wyborów". O tym œwiadczyć ma tryb i sposób powoływania komisarzy. – Nie było do tej pory lepszego pomysłu niż sędziowie, którzy jak najlepiej wpisywali się w te funkcje – uważa Sławomir Sosnowski. – Nie było zastrzeżeń do ich pracy. Wypracowali sobie autorytet.

Bylejakoœć i korzyœci

Marszałek Sosnowski zwraca uwagę, że poselski tryb stanowienia prawa od poczštku kadencji wprowadził – co mocno odczuwa się w samorzšdach – bylejakoœć i chęć osišgania wyłšcznie politycznych korzyœci partii rzšdzšcej. A w sejmikach każdy dokument przyjmuje się po konsultacjach społecznych. Tu jest jakoœć i liczenie się z głosem obywatela, wyborcy, mieszkańca czy organizacji pozarzšdowych.

Włodarz lubelskiego odniósł się też do sprawy dwóch komisji wyborczych. Jego zdaniem pomimo tego, że komisja jest wieloosobowa i jest to ciało w pewnym sensie kolegialne, wprowadzenie podwójnej komisji niczego nie załatwi, spowoduje tylko „większy rozgardiasz i większe prawdopodobieństwo manipulacji". – Za zasadne uważałbym rozszerzenie składu komisji. Jednak czas wprowadzania tych zmian nijak się ma do stabilizacji i do poprawy czegokolwiek. Dla mnie po seryjnym wprowadzeniu tak wielu poprawek jasne jest, że wcale ich celem nie było postawienie zapory fałszowaniu wyborów, bo żadnego fałszowania nie było, tylko być może chodziło o zasłonę dymnš dla dwóch ustaw dotyczšcych sšdownictwa. Nie wiemy jeszcze, co zrobi Senat, być może przywróci niektóre z wczeœniej proponowanych poprawek? Niezależnie od tego istota zmian proponowanych przez PiS pozostała: upartyjnienie samorzšdów. I nie ma co udawać: poprzez wycofanie w Sejmie poprawek każde z ugrupowań opozycyjnych może sobie przypisać odrobinę sukcesu, bo każde coœ „odwojowało" dla siebie.

Jaki to wszystko ma wpływ na efektywnoœć pracy samorzšdowej? Marszałek podkreœla, że każdy włodarz nastawiony jest przecież na efektywnoœć. – W gšszczu przepisów i procedur unijnych dochodzenie do celu, szczególnie jeœli chodzi o duże przekrojowe inwestycje, czy wspólne inicjatywy dla kilku samorzšdów czy obszarów strategicznej interwencji wymaga wielu lat, więc jedynym przepisem, który mógłby mi się podobać, jest wydłużenie kadencji. Bo mogłoby pozytywnie wpłynšć na wykorzystywanie œrodków i lepiej można by to skorelować z unijnymi perspektywami finansowymi. A przerywanie kadencji ludzi służšcych swojemu regionowi i wykonujšcych swojš pracę z oddaniem i ku pożytkowi obywateli – dwukadencyjnoœć nijak się ma do praktyki i potrzeb. Przecież wiemy, że ludzi, którzy pracujš Ÿle, można zmienić nawet w trakcie kadencji. Mieliœmy przykłady referendów, w których takich zmian dokonano. Ale dobrych koni w wyœcigu, w którym nasz kraj uczestniczy, nie należy wymieniać.

Profesor Konrad Składowski uważa, że w Polsce, zresztš nie tylko obecnie rzšdzšcy, przejawiajš sentyment do objęcia kontrolš samorzšdów terytorialnych. – Przyznaję, nie jestem w tej sprawie obiektywny, bo jestem entuzjastš samorzšdu i uważam, że decentralizacja służy władzy publicznej i budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. I korzystnie wpływa na funkcjonowanie władzy centralnej, co jest szczególnie ważne, zważywszy na niski poziom zaangażowania obywatelskiego w Polsce – twierdzi ekspert. – Im więcej decyzji zapada więc blisko obywatela, tym większa szansa, że obywatele będš się chcieli angażować. Ten centralizacyjny resentyment widoczny jest choćby w tendencji zabierania samorzšdom pieniędzy przy jednoczesnym dokładaniu obowišzków.

Uczestnicy debaty zgodzili się, że zmiana prawa wyborczego, która jest obecnie proponowana, sprzyja idei upartyjnienia samorzšdu. A w zwišzku z tym, że partie sš zbudowane centralistycznie – taki właœnie model będzie się przenosił na samorzšdy. „To oznacza, że centrum polityczne będzie mieć decydujšcy wpływ na to, kto jest kandydatem na burmistrza, wójta czy prezydenta" – uważajš uczestnicy dyskusji na temat zmian w kodeksie wyborczym.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL