Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Życie Mazowsza

Wodę kochałem zawsze

Każdy przepłynięty kilometr przez Sebastiana Karasia oznaczał więcej œrodków na leczenie dwójki dzieci.
materiały
O walce z zimnem, ciemnoœciš i falami oraz o zbawczej sile herbaty opowiada Sebastian Karaœ, pływak który jako pierwszy na œwiecie pokonał Bałtyk wpław.

Rz: Wpisywał pan ostatnio swoje nazwisko w internetowš wyszukiwarkę?

Sebastian Karaœ: Nie...

Niemal wszystkie informacje dotyczš pana sukcesu, gdy przepłynšł pan Bałtyk.

Z jednej strony to trochę męczšce. Z drugiej przypomina mi o sukcesie, jaki osišgnšłem. Ludzie wcišż o tym mówiš, media upominajš się o wywiady. Traktuję to jako formę docenienia mojego wyczynu.

Wraca pan myœlami do tego dnia?

Nie tylko. Dopiero niedawno udało mi się spotkać z zespołem i na kolacji podziękować za to, co dla mnie zrobili. Przy projekcie pracowało kilkadziesišt osób, w samym Kołobrzegu przez pięć tygodni było ze mnš kilkanaœcie, drugie tyle na łodzi...

Czuł pan presję?

Oczywiœcie. Zastanawiałem się, co ludzie o mnie myœlš. Byłem nad morzem pięć tygodni, a tu cišgle nie ma dobrej pogody? Ludzi to dziwiło. Dostaliœmy wiadomoœć ze zdjęciem płaskiej tafli wody i zapytaniem: „Czemu Sebastian nie płynie?".

No właœnie – czemu?

To, że przy brzegu nie ma fal, woda przez kilka mil jest płaska, wcale nie znaczy, że dalej jest podobnie. Lšd osłaniał morze od wiatrów wiejšcych z południa, ale potem fala się rozpędzała i przy Bornholmie były kilkumetrowe fale.

Jakie to uczucie, gdy dowiedział się pan, że czas wejœć do wody?

Musiałem nagle zmienić sposób myœlenia. Nie patrzyłem już w ekran telefonu, wypatrujšc, czy będzie dobra pogoda. Adrenalina, stres. Wchodzę do wody. Pamiętam dokładnie – 28 sierpnia o 19.09. Jeszcze nie wiedziałem, co tak naprawdę mnie czeka.

Co czekało?

Na poczštku walka z zimnem i ciemnoœciš. Pierwsza noc była najbardziej stresujšca, wówczas miałem największy kryzys. To był 40. kilometr, siódma godzina pływania po ciemku. A do tego doszły problemy z błędnikiem i żołšdkiem.

Te same, przez które musiał się pan wycofać rok wczeœniej?

Tak. Mój żołšdek przestał pracować. Czułem, że zaraz zwymiotuję. Okropne uczucie, zwłaszcza gdy bujajš tobš fale. Bałem się, że jest po wszystkim. Że nie dam rady, nie ma się po co męczyć. Ale pomogła mi herbata.

Herbata?

Podziałała jak zbawienie. Zmieniłem też system dostarczania pożywienia. Z poczštku miałem do dyspozycji miskę, którš opuszczano do mnie z burty co 45 minut. Ale przy większej fali miska mokła, jedzenie nie nadawało się do spożycia. Potem dostawałem je na specjalnym wysięgniku, pięciometrowym rozsuwanym kiju. W tamtym momencie dostałem mięso wołowe. To był przełom. Złe samopoczucie odpuœciło, poczułem się, jakbym dopiero wszedł do wody.

No i wyszło słońce. Wszystko się poskładało. Czułem, że lecę. Wie pan, co jeszcze pomogło?

Słucham.

Fakt, że nie płynšłem tylko dla siebie. Robiłem to dla Magdy i Jasia. To dzieci, które zmagajš się z porażeniem mózgowym. Każdy przepłynięty kilometr oznaczał, że dostanš więcej œrodków na leczenie i rehabilitację. To działało na mojš psychikę. Poza tym – mimo ogromnego wysiłku – starałem się czerpać z pływania przyjemnoœć. I myœleć optymistycznie. Że to mój czas, a potem czekajš mnie tylko wspomnienia. Gdy płynšłem, myœlałem, że to efekt mojej ciężkiej pracy.

Wówczas mówił pan, że zabijał czas, słuchajšc audiobooków. Jak było w Bałtyku?

Próbowałem, ale mimo że miałem specjalne słuchawki, fale cišgle wytršcały mi je z uszu. Do tego zagłuszały słowa, słyszałem niewyraŸne pojedyncze dŸwięki. Przy słuchaniu muzyki do uszu wpadał tylko przebijajšcy się rytm. W końcu zrezygnowałem.

Ostatnie kilometry to już sama frajda?

Wprost przeciwnie. Zaczęła się druga noc, płynšłem trzy godziny po zmroku. Byłem w dobrej formie fizycznej, gdy pojawiła się informacja, że jestem dwa kilometry od Bornholmu. Niestety, to był błšd, czekało mnie jeszcze dziesięć. Podłamałem się, ale na chwilę.

Parę miesięcy wczeœniej na basenie na warszawskich Bielanach płynšł pan dobę bez przerwy. Co było trudniejsze?

Bałtyk. Głównie ze względu na fale. Bujały mnš przez 28 godzin. Do tego temperatura wody, było naprawdę zimno. Ogrzewały mnie pianka i neoprenowe skarpety, ale też krępowały ruchy, musiałem mocniej zagarniać wodę rękoma.

Jednak gdy widziałem pana wychodzšcego z basenu na Bielanach...

...nie wyglšdało to dobrze. Pomagało mi wyjœć z wody kilka osób, ratownicy medyczni. Moje oczy wyglšdały, jakbym był bokserem po 12-rundowej walce, a nie pływakiem. To musiała być jakaœ reakcja alergiczna. W każdym razie, wychodzšc z wody na Bornholmie, czułem się lepiej.

Kto zaraził pana pływaniem?

Mama. Pływała amatorsko, pierwsza zabrała mnie na basen. Wodę pokochałem od pierwszego momentu. Nikt mnie nie musiał zmuszać, sam wstawałem o pištej rano, aby zdšżyć na trening. I dlatego teraz jestem zdolny do przekraczania granic. Nie wiem, co musiało by się wydarzyć, bym nie przyszedł na trening. Czasem mi się nie chce, ale kiedy już wskoczę do wody, zapominam o zmęczeniu.

Nie marzył pan o karierze w reprezentacji, na igrzyskach?

Marzyłem. Pobiłem kilka rekordów Polski, zdobyłem kilkadziesišt medali mistrzostw. Byłem krok od wyjazdu na igrzyska w Londynie w 2012 r. Pływałem 200 metrów grzbietem. Ale ostatecznie w kadrze mnie zabrakło. Przyszło zwštpienie.

Załamał się pan?

Tak. Ale to nie trwało długo. Miałem przecież dopiero 21 lat i mnóstwo pomysłów. Wpadłem na to, aby przepłynšć kanał La Manche. Udało mi się w 2015 r. – byłem ósmym Polakiem, który tego dokonał. Ale pragnšłem więcej...

Czego?

Bycia jedynym na œwiecie. Jak Matthew Webb, który przeprawił się przez La Manche w 1875 r. Chciałem zapisać się w historii. Udało mi się to na Bałtyku. Tego nikt mi nie zabierze. I znów chcę czegoœ nowego. Robię kolejny krok, pływanie zmieniam na triathlon.

CV

Sebastian Karaœ: 26-letni pływak. 50-krotny medalista mistrzostw Polski we wszystkich kategoriach wiekowych. W 2015 r. przepłynšł kanał La Manche (41 km), a z czasem 8 godz. 48 minut ustanowił rekord Polski. W sierpniu 2017 r. jako pierwszy pokonał dystans z Kołobrzegu na wyspę Bornholm, spędził w wodzie ponad 28 godzin. Prowadzi akademię pływania, planuje rozpoczšć karierę w triathlonie.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL