O rewolucji w wodzie

aktualizacja: 29.11.2016, 22:00
Od lewej: Marcin Piasecki redaktor „Rzeczpospolitej” , Joanna Ślusarcz...
Od lewej: Marcin Piasecki redaktor „Rzeczpospolitej” , Joanna Ślusarczyk przewodnicząca Konwentu Dyrektorów Wojewódzkich Zarządów Melioracji i Urządzeń wodnych, Jarosław Rzepa wicemarszałek Zachodniopomorskiego i Dorota Jakuta Prezes Izby Gospodarczej „Wodociągi Polskie”.
Foto: materiały prasowe

Przedstawiciele samorządy uważają, że pozbawia się ich możliwości dyskusji w sprawie nowych przepisów dotyczących gospodarki wodnej a nowe rozwiązania to wielka niewiadoma.

REDAKCJA POLECA

Okazją do dyskusji była debata zorganizowana w Kołobrzegu przez redakcję „Rzeczpospolitej – Życie Regionów" w trakcie konwentu marszałków województw. Samorządowcy, a także przedstawiciele instytucji rozmawiali o planowanych zmianach prawie wodnym. Wiosną rząd Beaty Szydło zapowiedział nowelizację ustawy, m.in. podniesienie stawek za pobór wody, czy też scentralizowanie zarządzania rzekami i melioracją poprzez powołanie Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. Wszystko przy okazji konieczności dostosowania polskich przepisów do ramowej dyrektywy wodnej UE.

Planowane zmiany wywołały wiele kontrowersji. Najwięcej stawki za pobór wody.

Wyższe ceny

- Ubolewam, że tak ważny dokument, jak prawo wodne nie został poddany konsultacjom społecznym, bo w odniesieniu do stawek za pobór wód wprowadza on ogromną rewolucję – mówiła Dorota Jakuta, Prezes Izby Gospodarczej „Wodociągi Polskie". – Dzisiaj stawka za pobór wód podziemnych wynosi 0,068 zł/m3, a wód powierzchniowych 0,040 zł/m3. Pierwsza propozycja podwyższała stawkę za wody podziemne na 1,64 zł/m3, a za wody powierzchniowe na 0,82 zł/m3. Wyliczone przez Izbę skutki tych zmian wskazywały na podwyżkę cen wody dla mieszkańców średnio o 30 proc. Izba biła na alarm! W czerwcu na stronach RCL zamieszczono zmienioną propozycję prawa wodnego, z obniżonymi stawkami, które jednak nadal spowodowałyby wysoki wzrost cen-na poziomie 17 proc. Dlatego kontynuowaliśmy naszą akcję informacyjną dotyczącą skutków wzrostu cen za pobór wód. W październiku pojawiła się kolejna wersja prawa wodnego ze stawkami od 0,15 zł/m3 do 0, 40 zł/m3, w zależności od wielkości poboru wód. Średni wzrost cen wody w tym wariancie byłby na poziomie 5 proc. I wtedy pojawiła się informacja rządu, że w 2017 nie będzie podwyżek cen wody. Warto tu sprostować, że to co zakomunikowano oznacza, iż nie będzie podwyżek stawek opłat za pobór wód, ale nie eliminuje to możliwości wzrostu cen za wodę i ścieki. Firmy realizują inwestycje, spłacają kredyty, ponoszą inne koszty, które mogą rosnąć, np. energii, podatków i opłat. Deklaracja rządu oznacza, że taryfa nie wzrośnie z tytułu opłat za pobór wód, ale w przypadku wzrostu innych pozycji kosztów, ceny mogą być jednak wyższe.

Zdaniem Doroty Jakuty stawki w ogóle nie muszą być zmieniane.

- Analiza ekonomiczna gospodarki wodnej wskazuje, że gospodarka wodnościekowa sama się finansuje. Czyli wypełniamy już tę część dyrektywy. Dla zbiorowego zaopatrzenia w wodę i zbiorowego odprowadzania ścieków nie było ekonomicznego uzasadnienia podwyższania stawek opłat za pobór wody – oceniała szefowa Izby Gospodarczej „Wodociągi Polskie".

 

Rządowy projekt przewiduje wprowadzenie regulatora cen, który zakładałby widełki dopuszczalnej stawki za wodę.

- Czy regulatorem ma być rada gminy, miasta? - zastanawiał się Olgierd Geblewicz, Marszałek Zachodniopomorski. - Cena wody powoli dobija do średniej europejskiej. Z jednej strony branża musi mieć świadomość, że możliwości dalszego wzrostu cen ze względów społecznych są ograniczone. A z drugiej strony mamy potrzeby zrealizowana programu oczyszczania ścieków komunalnych i rozbudowy infrastruktury. Dzisiaj mówimy już o standardzie usługi. Kto ma o tym decydować? Lokalna społeczność. Czy decyduje się na wyższe stawki i pełne pokrycie siecią gminy, czy też niższe stawki i np. 40 proc. gminy pokryte kanalizacją, a wtedy reszta radzi sobie sama. To jest decyzja społeczna. Są głosy zwolenników centralnego regulatora, ale ja podaję teraz głosy przeciwników – wyjaśniał Geblewicz.

Państwo w państwie

Rewolucyjną zmianą zaproponowaną w nowelizacji prawa wodnego jest utworzenie Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. Nowa instytucja miałaby przejąć kontrolę nad rzekami, a jednocześnie przejąć wszystkich pracowników Wojewódzkich Zarządów Melioracji i Urządzeń Wodnych, dzisiaj podległym marszałkom. W sumie 3000 osób.

- W 1997 roku była trudna sytuacja, mieliśmy powodzie i zaniedbania. Przesunęliśmy więc decyzyjność do samorządów. Przez kolejne lata zainwestowaliśmy w województwie w regulacje, w budowle wodne. W tej chwili patrzymy do przodu, na regionalny program operacyjny, bo mamy inwestycje do wykonania, mamy umowy z bankiem światowym, ale nie mamy pewności jutra – mówił Jarosław Rzepa, Wicemarszałek Zachodniopomorski. - Od 1 stycznia miały powstać Wody Polskie, tymczasem doprowadziliśmy do ogromnego chaosu. Jest koniec listopada, a nie wiadomo nic. Staramy się normalnie funkcjonować w nienormalnym czasie. To prawo wodne nie wejdzie. Chcemy dalej wykonywać regionalną strategię wód, bo jeżeli to będzie z pozycji Warszawy to te rzeki, wały będą w takim samej kondycji jak kilkanaście lat temu.

Joanna Ślusarczyk, przewodnicząca Konwentu Dyrektorów Wojewódzkich Zarządów Melioracji i Urządzeń Wodnych wskazała z kolei na zmiany dotyczące podziału urządzeń melioracyjnych na podstawowe i szczegółowe. Te pierwsze, o większym znaczeniu należą do skarbu państwa, a drugie do właścicieli gruntów.

- W nowym prawie znika pojęcie podziału melioracji na podstawowe i szczegółowe. To oznacza, że minister rolnictwa traci kompetencje nad branżą wody w rolnictwie. A to nie tylko ochrona przed powodzią, ale ochrona przed suszą. I to jest największe zagrożenie – oceniała Joanna Ślusarczyk. - Inna sprawa to kwestia organizacji reformy. W skali kraju 3 tys. osób zajmuje się melioracjami w urzędach marszałkowskich. Marszałkowie dysponują ogromnym majątkiem, poczynili ogromne nakłady w ciągu tych lat i teraz zmiany te nie są z marszałkami konsultowane. Stoimy przed wielką niewiadomą.

- W myśl nowych rozwiązań musielibyście pozbyć się ogromnego majątku i pracowników. Może po prostu nie chcecie się tego pozbywać? – pytał Marcin Piasecki, dziennikarz „Rz" prowadzący debatę.

- Nie do końca to przywilej dla marszałków, bo marszałkowie dostają znikome środki na zadania zlecone – odpowiadała Joanna Ślusarczyk. - Przy takim niedoborze środków trzeba się mocno gimnastykować, by je realizować. Samorządy województw wypracowały mechanizm radzenia sobie z tym niedoborem i jednocześnie umiejętnością odpowiadania za swój region.

Wtórowali jej samorządowcy.

- Nas cechuje odpowiedzialność – mówił Jarosław Rzepa, wicemarszałek Zachodniopomorskiego. - W regionie wiemy jak rozwiązywać problemy istotne dla mieszkańców, to bardzo różne obszary. Samorządy pokazały, że jesteśmy dobrymi gospodarzami, a teraz pozbawia się nas możliwości dyskusji. Wody Polskie to państwo w państwie, samo będzie stanowiło prawo i je wykonywało. Uważam, że jeżeli coś funkcjonuje dobrze to po co to burzyć.

W krytycznym tonie wypowiadał się też Olgierd Geblewicz.

- Problemem Wód Polskich jest to, że jeżeli stworzymy wielkie imperium, to te wielkie imperium musi się wyżywić – oceniał Marszałek Zachodniopomorski. - Dopóki nie wrócimy do odchudzenia instytucjonalnego w tym zakresie, to nie da się tego zbilansować i sfinansować.

Zmiany tak, ale wolniej

Samorządowcy i zebrani przedstawiciele branży wodnej wskazywali też na tempo proponowanych zmian (nowe prawo miało obowiązywać od 1 stycznia 2017 roku) oraz brak konsultacji.

- Czas nie jest naszym sprzymierzeńcem. Tyle czasu zmarnowaliśmy i marnujemy dalej. Dzisiaj kończymy konwent marszałków, a ja od ponad pół roku nieskutecznie zapraszam ministerstwo środowiska do rozmów. Róbmy zmiany, które są niezbędne, ale nie rewolucyjne – podkreślił Olgierd Geblewicz.

- Do wprowadzenia zmian właściwy byłby okres przejściowy minimum trzy lat, bo zarządy melioracji są w trakcie realizacji wielu zadań – oceniła Joanna Ślusarczyk. - To pociąg, który jedzie. To nie jest tak, że 31 grudnia coś się zamyka i 1 stycznia na nowo otwiera. Nie da się zrobić tak dużej zmiany w tak krótkim czasie, szczególnie kiedy wprowadza się ją bez konsultacji.

POLECAMY

KOMENTARZE