Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Mazowsze

Biznes kosztem sentymentu

Hotel Europejski udało się odzyskać od Accor-Orbis 1 wrzeœnia 2005 roku
Fotorzepa, Wojciech Grzędziński
To skomplikowana inwestycja, całoœć wymagała œcisłej kontroli konserwatora zabytków – mówi Paweł Schmidt-PrzeŸdziecki, prezes spółki kontrolujšcej jednš trzeciš udziałów w Hotelu Europejskim.

Rz: Ustalmy genealogię – jest pan prapraprawnukiem Aleksandra PrzeŸdzieckiego.

Paweł Schmidt-PrzeŸdziecki: Aleksander miał dwóch synów: Konstantego i Gustawa. Jestem z linii Konstantego, który miał siedmioro dzieci – wœród jego synów był Jan Aleksander, mój pradziad, którego synem był mój dziad, Aleksander. On z kolei miał dwie córki, Annę i Marię (obie żyjš), Maria jest mojš matkš.

Kim był pański praprapradziadek?

Przede wszystkim historykiem-mediewistš, jego pasjš było poszukiwanie polskich œladów – zwłaszcza pozostawionych przez Jagiellonów – na dworach œredniowiecznej i póŸniejszej Europy. Chociaż nie miał tytułu naukowego, proponowano mu katedrę historii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Uniwersytet Wrocławski przyznał mu tytuł doktora honoris causa. Był też, mówišc dzisiejszym językiem, biznesmenem – jednym z współzałożycieli Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej i jej długoletnim wiceprezesem.

Przeskakujemy pokolenia: czy jest pan zaangażowany we współprowadzenie „rodzinnego" hotelu?

Jeœli chodzi o sam hotel – nie. Ta inwestycja jest rezultatem współpracy dwóch spółek. Spółka, której jestem prezesem, kontroluje jednš trzeciš udziałów w Europejskim – większoœć tych udziałów należy do spadkobierców rodzin. Pani Vera Michalski-Hoffmann, nowy inwestor, wykupiła dwie trzecie udziałów (i kontroluje drugš ze spółek – red.).

Starania o odzyskanie hotelu rozpoczęły się w roku 1991, a zakończyły w 2005. Dlaczego trwało to tak długo?

Pierwszš rzeczš do zrobienia była reaktywacja spółki wykreœlonej po wojnie z rejestru handlowego (akcje zostały umorzone w 1953 roku). Spółkę akcyjnš Hotel Europejski wpisano ponownie w roku 1993, a wkrótce minister gospodarki przestrzennej i budownictwa stwierdził nieważnoœć orzeczenia prezydenta Warszawy z 1948 roku o odmowie przyznania spółce własnoœci czasowej z powołaniem na dekret Bieruta. PóŸniej rozpoczęła się długa batalia prawna, w której naszym oponentem była spółka Orbis władajšca nieruchomoœciš. W 2005 r. zapadła seria niekorzystnych dla Orbisu orzeczeń we wszystkich możliwych instancjach. W kwietniu tamtego roku ówczesny prezes Accor-Orbis podpisał z nami porozumienie, w efekcie 1 wrzeœnia 2005 roku budynek został przekazany spółce.

Brał pan udział w tym procesie?

Zajmowało się tym pokolenie moich rodziców – akcjonariuszkami były wówczas m.in. mama i jej siostra. Ja jestem udziałowcem od 1999 roku.

Po odzyskaniu hotel długo czekał na inwestora.

Spółka miała bardzo mało pieniędzy. Orbis przekazał odszkodowanie za bezumowne użytkowanie, ale to wystarczyło tylko na poczštek. Kredyt bankowy, z uwagi na ogrom inwestycji, był dla nas nieosišgalny. Trzeba było zarabiać na bieżšce potrzeby – stšd np. wynajem pomieszczeń na biura – a jednoczeœnie zaczęło się poszukiwanie inwestorów. Byliœmy na dobrej drodze, jednak w 2008 roku – gdy po latach hossy na giełdzie przyszedł kryzys – pierwszy kandydat się wycofał. PóŸniej te poszukiwania nie były łatwe.

Udało się w 2012 roku.

Tak. Główny udziałowiec wszedł w miejsce częœci udziałowców rodzinnych, którzy z racji wieku, sytuacji materialnej lub innych względów woleli wycofać się ze spółki i dostać ograniczonš iloœć pieniędzy już teraz – mieć „wróbla w garœci".

Żal, że nie jest to już firma rodzinna?

Na pewno, ale trzeba być realistš. Kiedy Aleksander inwestował w tereny hotelu Gerlacha (stojšcego wówczas w tym miejscu), miał także na oku zakup pałacu w Wiœniowcu – rodzina Wiœniowieckich, zwišzana z tym pałacem, była spokrewniona z PrzeŸdzieckimi. Aleksander wybrał jednak biznes kosztem sentymentu. My także musieliœmy twardo stšpać po ziemi. Co z tego, że mamy piękny hotel, skoro wymaga wielkich nakładów finansowych?

Jak wyglšda teraz proces podejmowania decyzji?

Hotel ma w sumie nieco ponad 20 udziałowców. Mamy tu stosunki partnerskie, chociaż oczywiœcie pani Vera Michalski-Hoffmann jest udziałowcem większoœciowym. Nie ma jednak wštpliwoœci, że jej dołšczenie do tego grona to znacznie więcej niż tylko wsparcie kapitałem przy odrestaurowaniu budynku.

Remont trwał długo – pięć lat.

To skomplikowana inwestycja, całoœć wymagała œcisłej kontroli konserwatora zabytków. Hotel był bardzo zaniedbany, zwłaszcza w częœci do strony Krakowskiego Przedmieœcia, niesolidnie odbudowanej po drugiej wojnie. Na dodatek, nie ma tu dwóch identycznych pokoi – budynek jest asymetryczny, jego podziały i umiejscowienie œcian noœnych powodujš, że nie można tu powielić jednego rozwišzania, jak w nowym hotelu.

Dlaczego pokoi jest tylko 106?

Dlatego że w standardzie „5 gwiazdek plus" pokoje muszš mieć znacznie większš powierzchnię, niż miało to miejsce w Europejskim sprzed remontu. Obecnie najmniejsze majš ponad 40 metrów kwadratowych. A sš też apartamenty po 100 czy 200 metrów.

Nawet 300.

Myœlę, że chodzi panu o Presidential Suite na pierwszym piętrze – dawniej znany jako Sala Pompejańska.

Skšd wzišł się Raffles? Jakie sš zalety bycia w sieci?

Działanie w grupie jest ważne, zarówno jeœli chodzi o poszukiwanie klientów, jak i ze względów organizacyjnych – logistyki, zatrudniania pracowników, nawet zaopatrzenia. Raffles była jednš z sieci branych pod uwagę krótko po odzyskaniu hotelu i zainteresowała się wówczas tš inwestycjš. Od podpisania umowy minęło już wiele lat – Raffles należy obecnie do grupy Accor. Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło – chociaż teraz Accor nie będzie właœcicielem, a jedynie operatorem hotelu.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL