Lubelszczyzna

Promować młodych artystów

Leon Tarasewicz „Granice malarstwa – granice galerii”, 2013 rok
Galeria
Galeria Biała to jedna z najważniejszych placówek wystawienniczych w Lublinie.

Działa na zasadzie non profit i od lat koncentruje się na pokazywaniu twórczości młodych artystów.

– Szczególnie ważne jest pokazywanie artystów stąd, z Lublina, tworzących środowisko naszej galerii – uważa Anna Nawrot, szefowa Galerii Białej, która prowadzi tę instytucję od początku jej istnienia razem z Janem Gryką, prywatnie – mężem.

Dotąd w Galerii pokazanych zostało 460 wystaw. Liczbę artystów trudno jednak dokładnie określić, bo były prezentacje, w których brało udział jednocześnie nawet 30 twórców. Głównie jednak widzowie mogą oglądać wystawy indywidualne, choć zdarzają się też ekspozycje dwóch artystów, jak ostatnio w przypadku Pawła Matyszewskiego i Bartosza Kokosińskiego. Bywają wystawy problemowe.

Tarasewicz na otwarcie

Autorska Galeria Biała w Lublinie powstała w lutym 1985 roku, inaugurując działalność wystawą Leona Tarasewicza, świeżo upieczonego absolwenta ASP.

– Przyjechał autobusem ze swoimi papierowymi rulonami, które na miejscu rozwijaliśmy – pamięta Anna Nawrot. – Potem jeszcze kilkakrotnie pokazywał u nas swoje prace. Inaugurację ostatniej lokalizacji, w której jesteśmy do dziś – także rozpoczęliśmy jego wystawą. Nie było na niej zresztą ani jednego obrazu, tylko realizacje przestrzenne. To był projekt totalny – w dolnej sali rosła prawdziwa, wykopana z ziemi trawa, a był grudzień. Codziennie ją sumiennie podlewaliśmy. Kiedy zamykaliśmy wystawę dwa miesiące później, na trawie były pająki i inne żyjątka, bo powstał mikroklimat. Jak to w przypadku Leona – wszystko musi być naprawdę i do końca.

W 1986 roku udało się zorganizować wystawę Józefa Beyusa ze zbiorów Muzeum Sztuki w Łodzi, ale to była wyjątkowa sytuacja, ponieważ szefowa galerii zawsze wolała stawiać na artystów młodych, dopiero szukających swojego stylu i miejsca, unikając prezentowania sztuki twórców już znanych i będących w „galeryjnym obiegu". Anna Nawrot uważa, że jej zadanie polega na umożliwieniu artystom pokazania swoich prac według ich własnego konceptu. Unika też przenoszenia wystaw z innych galerii. W dodatku, jej zdaniem, prowadzona przez nią galeria świetnie obywa się bez kuratorów.

Instytucja kilkakrotnie zmieniała siedzibę. Logo galerii ma charakterystyczne połamane liternictwo, które opowiadało też w pewien sposób o skomplikowanej strukturze przestrzeni tej galerii. Galeria Biała mieści się w kompleksie Lubelskiego Centrum Kultury, czyli w dawnym klasztorze Sióstr Wizytek. Ma czteroosobową załogę i 600 mkw. powierzchni wystawienniczej, na której otwieranych jest średnio sześć wystaw każdego roku.

Nietypowe wnętrza

Kilka lat temu budynek został poddany renowacji i wtedy powrócono do jego pierwotnej architektury. W tych bardzo grubych murach, oprócz galerii jest też ogromna sala widowiskowa, w której m.in. grane są spektakle teatralne. Galerię tworzą: bardzo długi korytarz wzdłuż jednego dużego wirydarza, dwie połączone sale po 60 mkw., sala długa o powierzchni ponad 70 mkw. Pod sufitami znajdują się łuki.

– Te mury stwarzają niezwykły klimat, czuje się jeszcze w nim klasztorne życie – mówi Anna Nawrot. – Udało się na szczęście zniwelować przestrzeń okien i nieco zrezygnować z zastanej tu sakralności przestrzeni. Patio zostało przykryte szklanym dachem i wybudowana została wielka sala dolna, dziś nowocześnie zaaranżowana – jedna z dwóch największych w galerii. Za każdym razem artyści sami określają przestrzeń pokazywania swoich prac, definiując ją na nowo. Każdy twórca dostaje plan galerii i zaczyna budować przestrzeń według własnych wyobrażeń. W czasie ostatniej wystawy Henka Vischa, holenderskiego artysty, tworzącego rzeźby, obiekty, instalacje – odcięta została na skutek jego decyzji dolna sala, bo nie pasowała do jego koncepcji prezentacji. Z kolei, kiedy przygotowywaliśmy dużą wystawę Edwarda Dwurnika – okazało się, że format jego prac uniemożliwia wniesienie ich do sal, które mają niezbyt duże drzwi. Trzeba było zwijać obrazy w rulony.

Korytarz jest domeną działalności Mariusza Tarkawiana, który zadebiutował w Galerii Białej przed 11. laty. Od 2008 roku regularnie nanosi rysunki na ścianach dwóch 50-metrowych korytarzy będących z jednej strony przestrzenią otwartą, po której można spacerować niezależnie od prezentowanych wystaw, a z drugiej – stanowiących część galerii. Pędzelkiem i czarnym tuszem kreślarskim Tarkawian rysuje historię sztuki, co zyskało nazwę „Kolokwium z historii sztuki i cywilizacji". Artysta najpierw wykonał taką wielką realizację w nieużywanej części budynku.

– Dwa lata temu postanowiliśmy odtworzyć tamtą realizację w korytarzu – wyjaśnia Anna Nawrot. – Wtedy też powstał pomysł, by artysta przyjeżdżał przy okazji każdej wystawy i dorysowywał kolejne epizody do istniejącej już realizacji. W ten sposób powstał dziennik galerii. Mariusz szuka za każdym razem nieoczywistych rozwiązań, łącząc rysunkowe relacje z poszczególnych wystaw.

Rysowanie na suficie

– Trudno policzyć, ile zrelacjonowałem wystaw i namalowałem rysunków – przyznaje Mariusz Tarkawian, który opowiada, że z Galerią Białą łączą go przyjacielskie więzy. – Może 300? A może 400? Plan powstaje, gdy przychodzę i patrzę, co ciekawego proponuje artysta. Trochę improwizuję, a trochę planuję. Staram się pokazać jak najwięcej prac z prezentowanych wystaw. Nie ma planu kiedy to się skończy – może jak ścian zabraknie? Pomniejszam artefakty, a nieraz i powiększam, no i komponuję łącząc poszczególne elementy. To czysta przyjemność, która bywa tylko trochę trudna, gdy rysuję na suficie. Czekam, aż któryś z kolegów artystów odważy się na ingerencję na malowanej przeze mnie ścianie. Dopiero raz się zdarzyła taka sytuacja – mam nadzieję na kolejne.

15 grudnia w Galerii Białej odbędzie się wernisaż nowej wystawy „Korepetycje z rysunku" przeznaczonej jednak jedynie dla widzów pełnoletnich. Ekspozycja składać się będzie z rysunków młodych artystów, dla których ta forma wypowiedzi artystycznej ma szczególnie istotne znaczenie. Zaprezentowane zostaną prace Kamy Bubicz, Ilony Karaudy, Bartka „Arobala" Kociemby, Wojciecha Kucharczyka, Katarzyny Kukuły, Urszuli Pieregończuk, Patrycji Podkościelny, Magdaleny Sawickiej i Mariusza Tarkawiana.

– Wystawa powstała z powodu wydawnictwa „Contemporary Art Book", czyli publikacji teki rysunków Mariusza – wyjaśnia Anna Nawrot. – To wystawa o młodych, dla młodych i przez młodych robiona. Młodzi twórcy proponują sztukę mówiącą o relacjach, związkach między ludźmi. Istotną treścią tych rysunków jest ciało. Pojawiają się akty, nieraz nawet pornograficzne sytuacje, dziwaczne zmysłowe związki. Tematy cielesności, intymności i seksualności podejmują w swoich rysunkach Katarzyna Kukuła i Magdalena Sawicka. Kamę Bubicz, Urszulę Pieregończuk i Ilonę Karaudę łączą i wyróżniają autorskie tatuaże. Bartek „Arobal" Kociemba tworzy rysunki postaci i roślin, w których przygląda się relacji człowieka z naturą. Patrycja Podkościelny w swoich mrocznych rysunkach kreuje oniryczne, niepokojące byty. Wojciech Kucharczyk proponuje komputerowe „antyrysunki" odnoszące się do pozawirtualnej rzeczywistości – będące zapisem stanów emocjonalnych twórcy.

Na jednej ze ścian chętni do zabawy widzowie będą mogli wykonać białą kredą na czarnej tablicy własną pracę.

Wystawa potrwa do 19 stycznia.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL