Życie Lubelszczyzny

Samorządy nie mogą odpowiadać za zdrowie

Lublin stawia na profilaktykę zdrowotną. Miasto zdecydowało się na finansowanie szczepionek dla dzieci i seniorów, a także prowadzenie programów profilaktyki zdrowotnej w mieście. Ruszają właśnie przesiewowe badania wzroku u dzieci.

Także inne miasta Lubelszczyzny, takie jak Chełm czy Puławy, stawiają na zdrowie swoich mieszkańców, finansując badania czy szczepienia.

Te działania niektórych lubelskich samorządów nie są w Polsce ewenementem. Podobne prowadzą Warszawa, Kraków czy Poznań.

Najpopularniejszymi są szczepienia przeciwko grypie dla osób starszych i przeciwko pneumokokom dla dzieci, które nie miały tych szczepień refundowanych w kalendarzu (obecnie są one refundowane w pierwszym roku życia malucha).

Płatne szczepienia to jeden z największych wydatków w pierwszym roku życia dziecka dla tych rodziców, którzy są ich zwolennikami. Trzeba za nie zapłacić ponad tysiąc złotych, więc z pewnością ci, którzy mają małe dzieci, spojrzą na takie działania samorządu przychylnie. A to ważne ze względu na zbliżające się wybory samorządowe (2018 r.).

Problem jednak w tym, że na darmowe szczepienia, mammobusy, badania kardiologiczne, okulistyczne, cytologiczne dla mieszkańców mogą pozwolić sobie tylko najbogatsze gminy. Biedniejsze mówią wprost: nie stać nas na takie akcje częściej niż w raz w roku. Tych najbiedniejszych nie stać nawet na ten jeden raz.

Widać to w statystykach. Z danych Ministerstwa Finansów i Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że średnioroczne wydatki jednostek samorządu terytorialnego w latach 2010–2015 na programy zdrowotne w przeliczeniu na mieszkańca w województwie lubelskim wyniosły niespełna 80 gr. Dla porównania: na Mazowszu nawet 4,3 zł.

Inne niż szczepienia działania profilaktyczne samorządów są ważne, gdyż niejako zmuszają ludzi do regularnych badań. A te najczęściej zaniedbujemy.

Przykładowo, w Polsce co druga kobieta z rakiem szyjki macicy umiera. Co gorsza, śmiertelność ta u nas jest o 70 proc. wyższa, niż wynosi średnia dla Unii Europejskiej.

Sytuacja nie byłaby tak dramatyczna, gdyby kobiety regularnie poddawały się badaniom cytologicznym. Problem jednak w tym, że do lekarza najczęściej nie jest im po drodze, a w przychodniach są kolejki. Nawet jeśli na wsi jest przychodnia, to bardzo rzadko przyjmuje w niej ginekolog. Finał jest taki, że kobiety regularnie badają się tylko w czasie ciąży, czasami, gdy do wsi zawita cytobus, sprowadzony przez jakąś lokalną organizację społeczną. I nierzadko u niektórych badanych „przy okazji" odkrywa się już zaawansowane nowotwory.

Trudno jednak za utrudniony dostęp do specjalistów i brak działań profilaktycznych winić tylko gminy. Oczywiście najłatwiej przerzucić odpowiedzialność na samorządy i podczas niewygodnych dyskusji podawać jako przykład to, co dzieje się w dużych miastach, ale prawda jest taka, że bez podniesienia wydatków na służbę zdrowia (planuje się wzrost do 6,8 proc. PKB dopiero w 2025 r.), bez zmiany systemu wydatków na opiekę zdrowotną, bez zachęt dla lekarzy i pielęgniarek, by nie wybierali emigracji, tylko pracę w kraju, bez dobrych ogólnopolskich programów profilaktycznych nie uda się poprawić sytuacji zdrowotnej Polaków. Samorządy same sobie z tym nie poradzą.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL