Życie Lubelszczyzny

Innowacyjność vs. dopłata do hektara

Michał Duszczyk
Fotorzepa / Kompala Waldemar
Tzw. ściana wschodnia dotychczas była jednym z głównych beneficjentów unijnej polityki spójności. W perspektywie finansowej 2014–2020 krajowy program „Polska wschodnia" „wstrzyknie" do gospodarki 2 mld euro.

Dotychczasowy strumień pieniędzy dla regionów, które pozostawały nieco z tyłu, wkrótce jednak zacznie wysychać. Bruksela zamierza bowiem ograniczyć wydatki na działania utrzymujące status quo, jak np. dopłaty do hektarów, na rzecz inwestycji w rozwój. Komisja Europejska ma plan, by podwoić unijne wydatki na naukę po 2020 r. Zwiększenie środków na badania i rozwój (B+R) to jednak dla Polski ogromna szansa, bo dziś na ten cel wydajemy tylko 1 proc. PKB, czyli znacznie mniej niż większość krajów UE.

Jako beneficjent prostego wsparcia, czyli owych dopłat do hektara, moglibyśmy obawiać się zmian reguł budżetowych. W praktyce jednak „ściana wschodnia" może okazać się wygranym spodziewanej rewolucji w tym zakresie. Region ten w przyszłości dalej będzie czerpać korzyści z unijnych funduszy, ale w sposób, który wyraźnie pozwoli mu na nadrabianie zaległości. Bycie tylko beneficjentem dopłat do hektara pomaga bowiem jedynie przetrwać, a nie rozwijać się.

Atutem regionu jest gigantyczny potencjał akademicki. Na jego bazie ma szansę rozwinąć się innowacyjny biznes. W Lublinie bardzo aktywnie działa park technologiczny, miasto od lat wspiera ruch startupowy (organizowanych jest w nim już kilkadziesiąt imprez i wydarzeń adresowanych do innowacyjnych przedsięwzięć), zaś województwo lubelskie realizuje wspólne przedsięwzięcia z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Dziś region ten wyrasta na jedno z rodzimych zagłębi innowacyjności. Dynamika robi wrażenie. Jeszcze parę lat temu trudno było przypuszczać, że tak się stanie. Jak pokazują badania Startup Poland, w 2016 r. z Lublina wywodziło się zaledwie 2 proc. rodzimych młodych, innowacyjnych firm. To tylko nieco ponad pół setki przedsiębiorstw. Dziś ich liczba szybko rośnie. Urząd miasta szacuje, że jest ich już ponad 400. To oznacza, że już kilkanaście procent polskich startupów ma tutejsze korzenie. Drogę do sukcesu wyznaczyły m.in.: biotechnologiczny Nexbio, iMe, startup będący zdalną pomocą informatyczną, z której korzysta już np. resort finansów czy iWisher, twórca aplikacji do kompletowania prezentów.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL