Dobra partia, bo instrumentalna

aktualizacja: 10.08.2017, 23:00

Festiwal Solo Życia to szansa dla młodych instrumentalistów. Są wśród nich tacy, którzy ją wykorzystali.

REDAKCJA POLECA

Najważniejszą część tego festiwalu stanowi finał konkursu dla solistów instrumentalistów. To właśnie oni mają zagrać solo życia – skomponowane lub zaimprowizowane do akompaniamentu przygotowanego przez organizatora.

A jest nim Mieczysław Jurecki (przedstawia się jako Mietek) – gitarzysta i basista Budki Suflera, autor płyt solowych pod pseudonimem Mechanik, uczestnik nagrań m.in. Perfectu, Johna Portera, Ewy Bem, Martyny Jakubowicz, Urszuli, o Tercecie Egzotycznym nie wspominając.

– Nie robię tego festiwalu dla znajomych z branży, robię go dla nieprawdopodobnie uzdolnionych młodych ludzi. Nie pomaga im minister kultury, więc padło na mnie – mówi „Rz". – Kiedy zaczynałem grać, nie miałem lekko, muzyka rockowa była tępiona. Dziś młodzi mają łatwiej, ale tylko teoretycznie. Owszem, są rozmaite szkoły gry na płytach DVD, na których można wszystko dokładnie zobaczyć, cofnąć – nie to co my, którzy mogliśmy tylko słuchać Radia Luxembourg. Dziś problem jest inny – jak stać się zauważonym.

Zazwyczaj – uważa Mietek Jurecki – wygląda to tak: ktoś wygrywa festiwal, dostaje nagrodę, a na drugi dzień nikt o nim nie pamięta.

– My holujemy naszego finalistę po innych festiwalach. Z kolei u nas występują laureaci innych konkursów – na przykład Sufler Rock Festiwal, na którym wykonywane są utwory Budki, czy Festiwalu Polskiej Piosenki im. Janusza Kondratowicza. Żeby nie ryzykować, na każdym z nich byłem w jury, wiem, kogo zapraszamy. Stworzyliśmy „konsorcjum festiwalowe" – dodaje.

Chłopak z gitarą

Oprócz przepustki na festiwalowe sceny laureaci zgarniają premie finansowe i rzeczowe ufundowane przez stowarzyszenia twórcze i dystrybutorów sprzętu muzycznego. Regulamin konkursu dopuszcza każdy instrument, jednak charakter większości nagród – wzmacniacze, przetworniki, statywy, futerały, zestawy strun – wskazuje na przewagę gitarzystów.

– Rzeczywiście, gitara dominuje – przyznaje w rozmowie z „Rz" Bartek Pyczek, producent festiwalu, a Mietek Jurecki dodaje, że to w znacznej mierze efekt dostępności materiałów edukacyjnych.

– Ale co roku w finale mamy i inne instrumenty, jak saksofon czy klawisze, chociaż nie jest to znacząca grupa – zauważa Bartek Pyczek. – Pamiętna była zwłaszcza harmonijka ustna, na której grał Samuel Owczarek, zwycięzca konkursu w 2011 r.

Rok wcześniej wygrał brat Samuela Mateusz. I to on jest jednym z tych, którzy dzięki Solo stali się słyszalni w polskiej muzyce. Najpierw młody gitarzysta został zaproszony do zespołu Zbigniewa Hołdysa, a ostatnio – wraz Kamilem Haidarem – współtworzy grupę Lion Shepherd. Piszą o sobie „prog-oriental", co w praktyce oznacza połączenie rzetelnego gitarowego grania z bliskowschodnimi wpływami, słyszalnymi w głosach wokalistów i dodatkowym instrumentarium. Kawał porządnego rocka wydanego – jak dotąd – na dwóch albumach.

– Solo Życia nie było dla mnie pierwszą okazją do publicznego zaistnienia, ale na pewno pierwszą tak dużą – wspomina Mateusz Owczarek. – Stało się siłą napędową, dzięki której miałem okazję zagrać w zespole Zbigniewa Hołdysa, co było pierwszym muzycznym przedsięwzięciem tak dużego kalibru i otworzyło drzwi do kolejnych. Granie ze Zbyszkiem to były świetne koncerty, czas spędzony w sali prób, okazja do poznania znakomitych muzyków. Wiele się nauczyłem. Myślę, że także powstanie Lion Shepherd jest w jakimś stopniu wypadkową uczestnictwa w festiwalu – Kamil Haidar, szukając gitarzysty, usłyszał o mnie właśnie w Lublinie, dzięki czemu zagraliśmy dziesiątki koncertów, najpierw pod szyldem Maqama, a później powołaliśmy do życia Lion Shepherd – opowiada muzyk.

– Hołdys był wtedy gościem festiwalu i jeszcze zanim konkurs się rozstrzygnął, podszedł do Mateusza, mówiąc: „Cześć, nazywam się Zbyszek Hołdys, chcę grać z tobą w zespole" – wspomina Mietek Jurecki, podając także przykład Michała Trzpioły – laureata z 2013 r. – który rok po zwycięstwie na zwyczajowy recital przyjechał do Lublina wspólnie z zespołem Wojciecha Pilichowskiego – doświadczonego, utytułowanego i wziętego basisty.

Odrobina szczęścia

– Oni wszyscy są nieprawdopodobnie uzdolnieni – powtarza szef festiwalu. – Co roku wrzucam na stronę WWW kilkadziesiąt wybranych zgłoszeń, żeby pokazać, jak wysoki jest poziom. Kilkadziesiąt osób, które otarły się o finał, i jeszcze kilkadziesiąt, które zostały zauważone przez jury. Zostaje pięciu finalistów, bo idea konkursu polega na tym, że nie każdy może wygrać.

Zwieńczeniem festiwalu jest jam session, podczas którego spotykają się artyści, uczestnicy konkursów oraz zaproszeni goście. I, jak zapewnia Bartek Pyczek, idea jamowania pozostaje żywa – gwiazdy nie stronią od niej, nie uciekają zaraz po swoich koncertach.

Przez lata na festiwalowej scenie gościły postaci tworzące historię polskiej muzyki od lat 70.: m.in. Krzak, SBB, Martyna Jakubowicz, Zbigniew Hołdys, TSA, Grzegorz Skawiński, Krzysztof Ścierański, John Porter, Dżem, Stanisław Sojka, Kasia Kowalska, Włodek Pawlik i Grzegorz Turnau. Podczas tegorocznej edycji wystąpią Janusz Yanina Iwański i Dorota Miśkiewicz.

Zaproszenia dostali także laureaci poprzednich konkursów – będzie można sprawdzić, kto jeszcze miał tę odrobinę szczęścia i został zauważony. Czas: 26 sierpnia. Miejsce: studio Polskiego Radia w Lublinie.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

POLECAMY

KOMENTARZE