Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Lubelszczyzna

Rewolucja kończy się szaleństwem

Rola Marata (w wannie) jest grana w spektaklu Remigiusza Brzyka przez wielu aktorów.
Teatr Osterwy, Natalia Kabanow
„Marat/Sade" Petera Weissa w inscenizacji Remigiusza Brzyka to ostatnia premiera sezonu w lubelskim Teatrze im. Osterwy. Gra cały zespół.

Remigiusz Brzyk, jeden z najważniejszych reżyserów œredniego pokolenia, znany w Lublinie ze spektaklu „Przyjdzie Mordor i nas zje", wyreżyserował arcymistrzowskš sztukę „Męczeństwo i œmierć Jean Paul Marata przedstawione przez zespół aktorski przytułku w Charenton pod kierownictwem pana de Sade".

Dramat napisał w 1963 roku Peter Weiss. To arcydzieło teatru XX wieku. Wystawiali je m.in. Peter Brook i Konrad Swinarski. Do historii przeszła też inscenizacja Marka Walczewskiego z jego rolš jako markiza de Sade w Teatrze Studio, kierowanym przez Jerzego Grzegorzewskiego.

Jest rok 1808, we francuskim zakładzie dla umysłowo chorych w Charenton gromadzš się przedstawiciele nowej klasy rzšdzšcej, aby obejrzeć sztukę napisanš i reżyserowanš przez żyjšcego w przymusowym odosobnieniu markiza de Sade. Pacjenci opowiadajš o gwałtownych wydarzeniach sprzed 18 lat, z 1793 roku, z poczštku rewolucji, i zabójstwie jednego z jej przywódców, Marata. Nad inscenizacjš czuwa, chwilami w roli cenzora, dyrektor szpitala Coulmier, popierajšcy nowego, postrewolucyjnego władcę Napoleona Bonaparte, od 1804 roku cesarza Francuzów.

Siła sztuki Weissa tkwi nie tylko w pytaniach, jakie stawia, ale i żywiole „teatru w teatrze", który współgra z czasem, gdy coraz częœciej dochodzi do politycznych ataków na artystycznš niezależnoœć zespołów teatralnych w Polsce.

Niszczone zespoły

– Stanšłem przed specyficznš perspektywš, zarówno reżyserskš, jak i ludzkš – powiedział nam Remigiusz Brzyk. – W marcu zeszłego roku zaplanowałem premierę „Siódemki" w sosnowieckim Teatrze Zagłębia, wówczas kierowanym artystycznie przez Dorotę Ignatjew, obecnie szefowš Teatru im. Osterwy. Zaplanowałem premierę, ale tuż przed niš fizycznie się rozpadłem. Przez ostatnie miesišce miałem dużo czasu, żeby czytać, myœleć, słuchać, ale też patrzeć na rzeczywistoœć. Zaczšłem od paŸdziernika uczyć w krakowskiej PWST reżyserów i aktorów. Mogłem się podjšć tej roli, ponieważ byłem dłużej na miejscu, w moim mieœcie. To był czas, kiedy zaczęto w polskich teatrach niszczyć zespoły artystyczne, zmieniać wbrew nim dyrektorów. A ja kocham zespoły teatralne, bo sš najważniejszš tkankš w przestrzeni teatru repertuarowego w Polsce. Nie bez znaczenia w całej mojej życiowej układance było to, że Dorota Ignatjew została dyrektorkš Teatru im. Osterwy, z którym wczeœniej współpracowałem, wystawiajšc m.in. „Przyjdzie Mordor i nas zje" Ziemowita Szczerka. To wszystko, a więc moje szpitalne doœwiadczenie i wydarzenia na styku polityki i sztuki, spowodowało, że reżyseruję „Marat/Sade", a że będę w Lublinie pracował w każdym sezonie, czyli za nowej dyrekcji stanę się współodpowiedzialny za lubelski teatr.

Sztuka poza słowami

– Peter Weiss napisał bardzo reżyserski tekst – twierdzi Remigiusz Brzyk. – To jest sztuka, która dzieje się poza słowami i złożona jest z przesłon. Można jš interpretować na wiele sposobów. Można zajšć się psychopatycznoœciš i pokazać realistyczny dom dla obłškanych. Ktoœ inny mógłby pójœć w stronę politycznš i w jaskrawy sposób uwspółczeœnić sztukę Weissa. Można skupić się na muzycznej warstwie tekstu i wystawić go na scenie teatru muzycznego. Sytuacja wyglšda tak, jakby autor mówił do reżysera „pomyœl". Nie chcę ograniczać swojego odczytania do jednego wštku, dlatego przerzucam intuicje Weissa, czyli owo „pomyœl", na widzów, chcšc uruchomić wielopoziomowe odczytanie przedstawienia przez publicznoœć. Jednoczeœnie poza szalonym, a wręcz obłškańczym czasem i buzujšcš globalnie rewolucjš, najbardziej interesuje mnie teatr i jego motyw, bo wierzę, że w teatrze rzeczywistoœć może się sobie przyjrzeć. Dlatego zaprosiłem do udziału w spektaklu cały zespół, wszystkie dusze i nie wypuszczam ich ze sceny przez cały spektakl. Cały zespół ma się spotykać z widzem co wieczór. Nie bez znaczenia jest tu myœlenie o patronie teatru, czyli Juliuszu Osterwie, twórcy Reduty, a więc teatru opartego na pracy zespołowej, a nie na anglosaskim modelu gwiazdorskim. Dlatego logo przedstawienia będzie logo Reduty – koniczynka kojarzšca się ze znakiem nieskończonoœci. Zaœ w planie scenicznym lubelski zespół będzie odgrywał obłškanych, którzy odgrywajš temat rewolucji.

Próby przebiegały w wyjštkowy sposób.

– Przez pierwsze trzy tygodnie żadnego aktora nie obsadziłem w żadnej roli, nie przeczytałem też z aktorami żadnego słowa sztuki – mówi Brzyk. – Przez pierwsze trzy tygodnie zespół ciężko pracował z choreografkš Dominikš Knapik, która była sercem i płucami pracy nad spektaklem. Zaczęliœmy od ruchu, a potem dokładaliœmy kolejne warstwy, rozmawiajšc o przestrzeni, bo jest ukształtowana w specyficzny sposób. Dopiero potem została wybrana obsada. Myœlę, że w zwišzku z całš redutowš tradycjš było to najbardziej uczciwe. Zespół reagował na to zaskakujšco dobrze. Z 25 osób, które zaczęły pracę, 25 dotrwało do premiery, wykonujšc bardzo trudne zadania.

Weiss posłużył się w swojej sztuce historycznymi bohaterami.

– Jedynš postaciš, która blokowała mnie w czytaniu, była postać Marata – mówi Brzyk. – Jest w nim coœ pasywnego nie tylko dlatego, że leży w wannie! Nawet w spektaklu Petera Brooka Marat działa na mnie najmniej. Pomyœlałem, że choćby nie wiadomo jak aktor pracował – skazany jest na stworzenie „rólska". Myœlšc o zespole, o tym, jak je się teraz niszczy, zdecydowałem, że nie będzie jednego Marata, tylko sztafeta Maratów. Tę rolę aktorzy będš sobie przekazywać. Zaœ Sade – w tej roli Daniel Dobosz – siłš rzeczy jest postaciš odreżyserskš, przyglšda się dziełu, które stworzył. Jest trochę Dominikš, trochę Igš i Szymonem, czyli twórcami scenografii, trochę mnš – przedłużeniem realizatorów.

Niezmienny mechanizm rewolucji

W tekœcie Weissa oglšdamy zdarzenia rewolucji francuskiej – fakty, które już miały miejsce, ale mechanizm rewolucji pozostał. Każda rewolucja pożera własne dzieci. Obłškani pokazujš de facto jej cmentarzysko i szaleństwo, którym się kończy. W tym przypadku rzšdami kolejnego tyrana.

– Myœlę, że wštek opowiadajšcy o mechanizmach rewolucji musi być maksymalnie czytelny – twierdzi Brzyk. – Każda rewolucja obiecuje zmianę i w każdej rewolucji nie chodzi o to, żeby do niej doprowadzić. Chodzi o gonienie króliczka, a nie jego złapanie. A elementem sprawowania tak pojętej rewolucyjnej władzy, niezależnie od jej koloru – czerwonego, czarnego, zielonego czy brunatnego – jest wykreowanie nowych wrogów ludu i œcinanie głów kolejnym przeciwnikom, prawdziwym czy wymyœlonym. Zazwyczaj zaczyna się od artystów, bo sš najmniej konformistyczni. Rewolucja pokazuje swoje prawdziwe oblicze, gdy w każdej rodzinie jest ofiara. Dopiero wtedy lud orientuje się, że „obiecana zmiana", jak pisze Weiss, nie nastšpi.

Ważnym elementem sztuki jest jej muzycznoœć.

– Będzie funkcjonować na dwóch poziomach – mówi Remigiusz Brzyk. – Będš songi Weissa, które œpiewajš aktorzy. Nie ma orkiestry, jest jeden instrument na scenie. Drugi poziom to sš motywy, które nazywam wewnętrznymi, zapowiadajšce katastrofę. Muzykę skomponował  Jacek Grudzień, wspólnie ze scenografem „Marat/Sade" Szymonem Szewczykiem.

Fascynujšce jest to, że markiz de Sade, odsšdzany od wiary i czci, pokazuje upadek tych, którzy jawili się synonimem moralnoœci i zasad.

– Rewolucjoniœci zawsze majš przylepione do ust słowa: „moralnoœć", „zasady", „dobro ogółu", „naród" itp. – komentuje reżyser. I dodaje: – Żeby było jasne: nie dopisałem Weissowi ani słowa. Nie musiałem, bo opisany przez niego œwiat i mechanizm tym œwiatem rzšdzšcy jest niezmienny. Warto podkreœlić klasę tłumaczenia Andrzeja Wirtha, którego używał Swinarski, pracujšc nad polskš prapremierš w Teatrze Ateneum w Warszawie. Aha, jeszcze jedno: sztuka Weissa to bardzo dowcipny tekst!

Premiera 17 czerwca w Teatrze im. Osterwy w Lublinie.

masz pytanie, wyœlij e-mail do autora: j.cieslak@rp.pl

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL