Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kujawy i Pomorze

Niewdzięczna praca, która jest pasjš

Bartosz Frankowski – międzynarodowy sędzia piłkarski, ur. w 1986 roku, pochodzi z Torunia, tam też mieszka. Jest jednym z najmłodszych sędziów piłkarskich polskiej Ekstraklasy, zadebiutował w niej w meczu GKS Bełchatów – Cracovia Kraków w maju 2012 roku
Fotorzepa, Grzegorz Rutkowski
My na boisku œwiadczymy tylko usługi. Kibice zasiadajš na trybunach, żeby oglšdać grę piłkarzy, i lepiej jest, gdy po ostatnim gwizdku mówi się o nich, nie o sędziach – mówi Bartosz Frankowski, torunianin, jeden z najmłodszych sędziów piłkarskich polskiej ekstraklasy.

Rz: Piłka nożna jest grš błędów?

Bartosz Frankowski: To tylko częœciowo prawda. Problem polega na tym, że od lat nikt nie może zaakceptować błędów popełnianych przez sędziów. Piłkarzom się ich nie pamięta lub szybko zapomina. My nie możemy pomylić się o centymetr w ocenie spalonego, oni mogš nie trafić z dwóch metrów do pustej bramki.

Z badań, jakie przeprowadzono w lidze angielskiej, wynika, że œrednio w meczu sędzia podejmuje 245 decyzji. Widocznych, takich jak odgwizdanie faulu, podyktowanie rzutu karnego, ukaranie żółtš kartkš, oraz niewidocznych, np. przy zastosowaniu korzyœci i nieprzerywaniu akcji. Skutecznoœć tych decyzji to 98 proc. Rzadko który zawodnik ma taki wskaŸnik skutecznoœci podań czy strzałów. W polskiej lidze jest z tym podobnie, ewentualnie może sytuacji do oceny trochę mniej.

Pierluigi Collina, były sędzia piłkarski, obecnie szef sędziów UEFA, powiedział kiedyœ, że nie zgadza się z opiniš, że arbiter na boisku powinien być niewidoczny. Podziela to pan?

My œwiadczymy usługi, jesteœmy dodatkiem. Kibice zasiadajš na trybunach po to, żeby oglšdać grę piłkarzy, my pod ich popisy przygotowujemy tylko grunt. Mamy swoje do zrobienia, ale mimo wszystko lepiej jest, gdy po ostatnim gwizdku mówi się o piłkarzach, nie o sędziach.

Trudno jest być niewidocznym, sędziujšc mecze w najniższych ligach, gdzie prawie po każdym gwizdku arbitra podnoszš się krzyki niezadowolenia.

Każdy sędzia od tego zaczyna. Żartuje się, że z rozgrywek klasy B trzeba jak najszybciej się wydostać. PóŸniej z każdš ligš wyżej jest łatwiej. W tej najniższej przepisy gry w piłkę nożnš a rzeczywistoœć to dwie różne sprawy. Należy tak zarzšdzać wydarzeniami na boisku, żeby po meczu nie musieć uciekać do samochodu, a gdy już zdšży się dobiec do auta przed innymi, by móc odjechać, majšc sprawne wszystkie opony. Czasami więc, że tak to nazwę, trzeba pójœć z przepisami na drobne kompromisy.

Pan musiał kiedyœ uciekać?

Tylko raz, ale nie przez kibiców. Sędziowałem mecz na wsi, pokazałem na rzut rożny, ale wszyscy zaczęli biec w drugš stronę. Ktoœ coœ krzyknšł z trybun, ktoœ się zaœmiał. Odwróciłem się i zobaczyłem, jak od strony pobliskiego pastwiska biegnie na nas koń.

Kilka lat póŸniej po meczu w regionalnych rozgrywkach z terenu klubu wyjeżdżaliœmy pod eskortš policji. W końcówce spotkania podyktowałem rzut karny dla drużyny goœci, nie spodobało się to miejscowym kibicom, nie chcieli zaakceptować tej decyzji po spotkaniu. Zresztš, gdy ja zaczynałem, już w najniższych ligach na mecze jeŸdziliœmy we trójkę, razem z asystentami. Wczeœniej sędziowało się pojedynczo. Samotny sędzia z góry był na straconej pozycji.

Sędziowanie się zmieniło, a sędziowie?

Zaczyna wielu młodych, inteligentnych – studenci lub absolwenci szkół wyższych i jednoczeœnie wrażliwych. Rezygnujš krótko po zderzeniu się z rzeczywistoœciš. Na boisku nie widzš tego, co wtedy, gdy oglšdajš mecze Ligi Mistrzów w telewizorze z rozdzielczoœciš HD oraz, umówmy się, gdy niewiele ma to wspólnego z pięknem sportu, czystoœciš rywalizacji i innymi ideami reprezentowanymi przez Pierre'a de Coubertina. Poza tym nie chcš być obrażani przez półtorej godziny za 60 zł, bo tyle mniej więcej wynosi stawka za mecz.

Pan zaczynał jako student historii na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, dzisiaj jest magistrem stosunków międzynarodowych.

Próbowałem grać w piłkę, ale nigdy nie nazwę się piłkarzem. Przydarzyła mi się kontuzja kolana, przez półtora roku musiałem się oszczędzać. Także w tańcu, bo przez 14 lat byłem w zespole, z którym zwiedziliœmy pół Europy – od Szwecji, przez Litwę, Niemcy, Francję, po Chorwację. Występowaliœmy w musicalach na deskach teatrów muzycznych. To była œwietna przygoda, zaczęła się z przypadku. Mojego brata i mnie do tańca zachęciła siostra. My z czasem zrezygnowaliœmy, ona dzisiaj jest zawodowš tancerkš w teatrze muzycznym w Gdyni. Po tej kontuzji wiedziałem, że do profesjonalnej piłki nie wejdę przez drzwi, postanowiłem, że zrobię to przez okno. W wakacje 2002 roku, krótko po mistrzostwa œwiata, znalazłem w lokalnej prasie ogłoszenie o naborze na kurs sędziego piłkarskiego. Od razu się zapisałem. To było moje okno, które wtedy otworzyłem, żeby wejœć dalej.

Jak wyglšdał ten kurs?

Nie było takich warunków jak dzisiaj, dostępu do internetu, nikt nie robił prezentacji multimedialnych. Co tydzień w kilkanaœcie osób siadaliœmy na ławkach w szatni w jakiejœ hali sportowej, wycišgaliœmy ksišżki z przepisami i razem z prowadzšcym omawialiœmy każdy zapis. Po szkoleniu jako 16-latek zaczšłem od sędziowania dziecięcych rozgrywek. Pierwszy mecz seniorów prowadziłem po dwóch–trzech latach, na boisku w Wielkiej Nieszawce pod Toruniem.

W tamtym czasie pod zarzutem przyjęcia łapówki został zatrzymany jeden z polskich sędziów piłkarskich, który miał być czarnš owcš wœród tysięcy arbitrów.

Tak, a zaczęła pisać się niechlubna karta polskiej piłki. W tamtym okresie czasami było mi wstyd przyznać się, że jestem sędziš. Ale z drugiej strony każdy widzi œwiat w taki sam sposób, jakim jest człowiekiem, a ja przecież nie miałem sobie nic do zarzucania. Ale ta afera korupcyjnej, która rozrosła się do ogromnych rozmiarów, mnie i innym kolegom – sędziom – umożliwiła wejœcie do zawodu. Zrobiło się wolne miejsce. Bez tego byłoby trudno o szansę.

W ekstraklasie zadebiutował pan jako 26-latek. Na boisku był młodszy od większoœci piłkarzy. Odczuł to pan?

Piłkarze sprawdzali, na ile mogš sobie pozwolić wobec mnie. Często przesadzali, na poczštku musiałem więc pokazywać za to żółte kartki. Takie sš zresztš wytyczne. Gdybym tak nie robił, sam skazywałbym się na banicję. Stres czułem tylko przed debiutem. To był maj, końcówka sezonu i mecz GKS Bełchatów, który wtedy o nic nie grał, z Cracoviš, która po sezonie spadała z ligi. W tunelu przed wyjœciem na boisko, trochę uszczypliwie, trochę z sympatii, sondował mnie Grzegorz Baran z Bełchatowa. I gdybym wtedy miał mu szczerze odpowiedzieć, to tak, stresowałem się. To był jednak pierwszy i ostatni raz.

W trakcie meczu słyszy pan ze strony kibiców i trenerów krzyki i pretensje na podjęte decyzje?

Nie zwracam uwagi na to, co dzieje się na trybunach, dopóki ich działalnoœć nie wylšduje na boisku, np. poprzez rzuconš na murawę racę. A im większy tumult, tym bardziej muszę się skoncentrować. Jestem skupiony tylko na sędziowskich aspektach. Do tego stopnia, że czasami po zakończeniu spotkania nie mogę sobie przypomnieć sytuacji, po jakich strzelono bramki. Odcinam się od bodŸców, na które nie mam wpływu.

Jak przygotowuje się pan do meczów, zakładajšc, że ligowa kolejka jest w weekend?

O tym, gdzie będę sędziował, dowiaduję się w poniedziałek rano. Oglšdam dwa ostatnie mecze drużyn, których spotkanie będę prowadził, i robię notatki o zawodnikach, rozgrywaniu przez nich stałych fragmentów gry, zachowaniu trenerów i kilku innych stricte sędziowskich kwestiach. W tygodniu mam pięć treningów biegowych i siłowych. Od roku współpracuję z trenerem personalnym, od tego czasu nie mam problemów z urazami mięœniowymi. Przygotowanie fizyczne jest istotne, w trakcie meczu przebiegam 10–12 km.

W ostatnich latach sędziom pomaga technika. Macie ze sobš kontakt poprzez słuchawki, od obecnego sezonu – system VAR (Video Assistant Referee). Jak to jest z tym asystentem?

Rozumiem opinie osób, które na to narzekajš. Każda nowoœć na poczštku spotyka się z oporem. Ja mogę tylko poprosić piłkarskie œrodowisko i kibiców, żeby dali nam – sędziom, trochę czasu, by się z tym na dobre oswoić. Wszyscy na tym skorzystamy. Kamery nie zastšpiš nam oczu, ale mogš pomóc.

Jak czuje się pan w studiu jako sędzia VAR?

Praca na boisku i ta w mobilnym studiu, obok stadionu, to dwie różne profesje. Na murawie sędzia podejmuje możliwie jak najlepszš decyzję, sędzia VAR od tego nie jest. Jego zadaniem jest likwidowanie oczywistych ewidentnych błędów. Zwrot „oczywistych ewidentnych" jest kluczowy, czyli sytuacja do oceny musi być czarno-biała, nigdy szara. Nie chcemy jednej kontrowersji zastępować innš.

Decyzje sędziowskie szeroko sš omawiane w programach ligowych, gazetach, portalach internetowych. Pan tego nie oglšda i nie czyta. Dlaczego?

Wynika to m.in. z zaleceń psychologów sportowych. Od mediów odcišłem się w pierwszym roku sędziowania w ekstraklasie.

Niewdzięczna praca?

Tak, ale nie narzekam, nie mam do tego prawa. Cieszę się z tego, co robię w życiu. Jestem częœciš profesjonalnej piłki nożnej, biorę udział w kreowaniu wydarzeń na boisku, miałem okazję być na meczach najlepszych drużyn w Lidze Mistrzów i Ligi Europy, na razie jako sędzia bramkowy lub zaproszony goœć. Wielu piłkarskich pasjonatów nie może sobie na to pozwolić. Oczywiœcie, jak każdy, popełniam błędy. Analizuję swoje spotkania i gdy zobaczę, że podjšłem niewłaœciwš decyzję, jestem na siebie zły. Staram się wycišgać wnioski. Z innymi sędziami wymieniamy się uwagami także poprzez specjalnš platformę, analizujemy i omawiamy fragmenty meczów.

Dziesięć lat od rozpoczęcia kursu sędziowskiego zadebiutował pan w ekstraklasie, dzisiaj jest sędziš międzynarodowym. A za kolejne dziesięć?

Stawiam na małe kroki. Można planować nawet prowadzenie finału mistrzostw œwiata, ale gdy trafi się kontuzja, choroba – odpukać, bo nie życzę nikomu – dziecka, innej bliskiej osoby, trzeba wszystko zmieniać. Teraz moim celem jest awans do pierwszej grupy sędziów międzynarodowych, będzie się to równało z sędziowaniem meczów Ligi Europy. Gdy to osišgnę, będę myœlał, co dalej. Ale sš też sprawy ważniejsze, takie jak rodzina. Bez poukładanej sytuacji w domu, wsparcia żony, zdrowych dzieci – praca, która tak jak teraz jest pasjš, staje się tylko zwykłš pracš.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL