Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kujawy i Pomorze

Marek Kaliński, założyciel i prezes toruńskiej firmy Candellana: Świeczkowy startup z 4. piętra

Fotorzepa/Piotr Popielak
Œwieca to dziœ produkt technologicznie zaawansowany – mówi Marek Kaliński, założyciel i prezes toruńskiej firmy Candellana.

Rz: Dlaczego akurat designerskie œwieczki?

Marek Kaliński: W 2013 roku założyliœmy portal, który miał się zajmować poszukiwaniem nowych noœników dla sztuki. Wkrótce potem Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie zgłosiło się do nas z proœbš o zaprojektowanie gadżetów zwišzanych z ich zimowš ekspozycjš. Było to niesamowite. Tę wystawę odwiedza nawet 750 tys. osób, a potrzebowali gadżetów i na samš ekspozycję, i na sprzedaż dla zwiedzajšcych goœci. Zima, œwieczki, wszystko wydawało się łatwe. Potrafiliœmy już projektować w 3D, doszliœmy więc do wniosku, że zrobienie niepowtarzalnej œwieczki będzie proste, bo zrobimy formy, a ktoœ je zaleje. Ta strategia nie wypaliła, a zamówienie z Wilanowa nie miało szans na realizację. Zrobiliœmy wprawdzie kilkanaœcie prototypowych sztuk, ale z pełnš œwiadomoœciš, że nie miały one szans na podbicie rynku. Ta sytuacja miała jednak bardzo pozytywny wpływ na naszš przyszłoœć, bo bardzo spodobał się nam sam materiał i na poważnie zainteresowaliœmy się branżš œwieczkarskš. Analiza rynku zaœ pokazała, że jest na to miejsce, a konkurencji praktycznie nie ma. Półtora roku po kontaktach z Wilanowem zrobiliœmy pierwszš ładnš œwieczkę.

Jak wyglšdała?

Powstała między sierpniem a wrzeœniem 2015 roku. Był to zegar w kolorze fuksji. Wraz z mojš partnerkš Monikš, z którš prowadzimy Candellanę, wiedzieliœmy, że stworzyliœmy coœ wyjštkowego.

Powiedział pan: konkurencji praktycznie nie ma. Czy jest to trudny biznes? A może jest pracochłonny, więc i mało dochodowy?

Branża œwieczkarska na œwiecie to przede wszystkim firmy, które posiadajš know-how i wykorzystujš go do masowej produkcji. W Polsce też mamy kilka firm, które z powodzeniem podbijajš œwiat w branży œwieczkarskiej, produkujšc dla handlowych gigantów, takich jak chociażby Ikea, ale również i pod własnymi markami. Ale u nich pracę wykonujš maszyny. Nasze œwieczki wymagajš wiedzy niezbędnej do produkcji œwiec, ale jednoczeœnie umiejętnoœci produkowania w oparciu o technologię „rapid prototyping". Wreszcie niezbędne jest znalezienie osób o wyjštkowych zdolnoœciach manualnych, które potrafiłyby wykończyć każdy pojedynczy egzemplarz.

Ile czasu trwa wykonanie œwieczki, z której jest pan dumny?

Cały proces z lakierowaniem i ręcznym formowaniem trwa ok. 5–6 godzin. Sama praca ręczna to ok. 12 minut na każdš œwieczkę.

Ile w takim razie kosztuje wypracowana œwieca, na przykład ten fuksjowy zegar, który pan tak pamięta?

Od 80 do 120 zł dla klienta końcowego. I mamy grupę klientów, którzy uważajš, że nasze œwieczki sš zbyt ładne, żeby je palić. Przygotowaliœmy więc dla nich specjalny produkt: œwieczki w betonie architektonicznym cienkoœciennym. Jest to pojemnik w dowolnym kształcie, który zalewamy œwiecš zapachowš. Wypala się tam jedynie wkład, który można wymienić, a pozostaje wybrany pojemnik. To produkt, z jakim właœnie wchodzimy na rynek.

Czy na œwiecie, tak jak i na inne elementy wyposażenia wnętrz, jest jakaœ konkretna moda na œwiece?

Jak najbardziej. Tyle że na każdym rynku jest ona inna. I na przykład œwieczki, które podobajš się w Szwecji, nie sprzedajš się w Wielkiej Brytanii. Dlatego na każdym z rynków, na który eksportujemy, poszukaliœmy silnych partnerów biznesowych. Podpisaliœmy kilka umów z dystrybutorami, którzy wiedzš, co u nich sprzeda się najlepiej. Naturalnie moglibyœmy do tej wiedzy dojœć metodš prób i błędów, ale tak jest szybciej i taniej.

I wie pan już, co i gdzie się komu podoba?

W Skandynawii podoba się kolor szary, na przykład nasza kolekcja szarych dłoni sprzedaje się na pniu. Wielka Brytania to psy i koty, a także jednorożce. W Stanach Zjednoczonych – duże litery składajšce się w napisy, np. HOME, LOVE. Wysyłamy w tej chwili pierwsze testowe zamówienia do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ale jeszcze nie wiemy z całkowitš pewnoœciš, co się tam spodoba, poza tym, że zapewne będzie to kolor złoty i inne metalizowane – srebro, mosišdz. Za parę miesięcy będę wiedział, czy mieliœmy rację.

Macie w swojej kolekcji także œwieczki – czaszki. Czy to wpływ Halloween?

Czaszki mamy w swojej kolekcji podstawowej. To nie jest czaszka realistycznie odwzorowana, tylko bardzo geometryczna, syntetyczna w projekcie. Pasuje zdecydowanie do nowoczesnych wnętrz, np. loftów. Mamy także oczywiœcie czaszki na Halloween i chociażby w kraju sprzedajš się bardzo dobrze.

A jaki jest polski rynek?

Niedojrzały. Mam wrażenie, że Polacy patrzš na luksus przez pryzmat metki. Najlepiej, kiedy marka jest œwiatowa, a przynajmniej znana z telewizyjnych reklam. Wówczas jest postrzegana jako produkt premium. Polski rynek nie widzi jeszcze wartoœci w pracy ręcznej czy wyszukanym wzornictwie.

Candellana współpracuje z toruńskš uczelniš. Rozumiem, że zamierza pan korzystać z pomysłów studentów?

Rozpoczynamy współpracę z Wydziałem Sztuk Pięknych Uniwersytetu Toruńskiego i zaawansowane sš już rozmowy na temat praktyk studenckich. A na poczštku tego roku otrzymaliœmy informację, że zostaliœmy beneficjentem vouchera badawczego, czyli otrzymaliœmy dofinansowanie na prace badawczo-rozwojowe. W naszym przypadku jest to opracowanie nowych projektów wzorniczych z wykorzystaniem nowinek z zakresu technologii druku w 3D. Dlatego zaprosiliœmy do udziału w postępowaniu przetargowym właœnie Wydział Sztuk Pięknych. Oczywiœcie, skoro jest to przetarg – może go wygrać inna uczelnia. Mam jednak nadzieję, że ostatecznie to Toruń okaże się najlepszy.

A sam Toruń jest dobrym miejscem do robienia biznesu?

Łatwo było nam znaleŸć miejsce do produkcji. Oczywiœcie relatywnie łatwo np. w porównaniu z Warszawš, gdzie musielibyœmy znaleŸć jakiœ lokal w Tłuszczu czy Zšbkach, albo jeszcze dalej. Nie musimy tutaj konkurować z międzynarodowymi korporacjami, czyli zespół możemy budować organicznie. Oczywiœcie sš i wady, bo na przykład rynek pracy jest bardzo płytki. Nie ma tutaj tylu chętnych szukajšcych zatrudnienia, co w dużych miastach. Z drugiej strony odległoœci nie sš duże, co jest zaletš. Szczególnie wówczas, kiedy trzeba jeŸdzić nocš do fabryki.

Z czego powstajš takie œwiece?

Nadal jest to uszlachetniony produkt parafinowy. A w œwiecach zapachowych sš to już woski roœlinne, np. palmowy czy sojowy, zależnie od tego, jaki typ efektu chce się uzyskać. W dzisiejszych czasach œwiece już nie dymiš i sš produktami technologicznie bardzo zaawansowanymi. Chociaż to tylko œwieczki.

Candellana dostała także dofinansowanie z programu „Go to Brand" na udział w targach. Który rynek wydaje się panu najbardziej rozwojowy?

Bezdyskusyjnie Stany Zjednoczone, gdzie skala i chłonnoœć rynku nas zaskoczyły. W kwietniu 2017 zaczęliœmy sprzedawać w USA. W wakacje podpisaliœmy umowę z dystrybutorem. W listopadzie wyszedł pierwszy kontener œwieczek. 13 stycznia 2018 wysłaliœmy kolejny. Ten rynek to obecnie ok. 40 proc. naszej sprzedaży. Oczywiœcie obserwujemy również Europę Zachodniš, zwłaszcza Niemcy i Wielkš Brytanię, ale chłonnoœć amerykańskiego rynku i zainteresowanie technologicznymi nowoœciami jest ogromne. Powoli także wchodzimy na polski rynek. Robiliœmy specjalnš kolekcję dla Muzeum Powstania Warszawskiego, œwiece dla PGNiG. W 2017 r. zrobiliœmy kilkanaœcie projektów dla firm, które chciały mieć œwišteczne gadżety. Mamy już w Polsce kilka kanałów sprzedaży.

Gdzie pan widzi firmę za dziesięć lat?

Roœniemy w szybkim tempie. Ze startupu mieszczšcego się na czwartym piętrze kamienicy, gdzie zaczynaliœmy lać œwieczki, zmieniliœmy się w firmę, która ma zakład produkcyjny. Po dwóch latach mogę powiedzieć, że rozwój jest wręcz wybuchowy. W latach 2016–2017 wzrost wyniósł 340 proc., a we wrzeœniu zwróciły się nam inwestycje. Zdolnoœci produkcyjne sięgnęły 15–17 tys. sztuk miesięcznie, zaœ udział eksportu zwiększył się do 80 proc. Sprzedajemy na 16 rynkach, szukamy dystrybutorów na rynku niemieckim i francuskim, rozmawiamy z potencjalnymi partnerami w krajach arabskich i Japonii. Cały czas powiększamy kolekcję wzorów, przygotowujšc je pod gusta na konkretnych rynkach. Zakładamy jednoczeœnie, że w cišgu pięciu lat zwiększymy zatrudnienie do 100 osób. Dziœ jest ich 18.

A nie ma pan obaw, że wzrost okaże się zbyt szybki i stracicie w nim tę oryginalnoœć, która jest w tej chwili chyba największym atutem Candellany?

Zawsze sš zagrożenia. Ale mamy silny zespół. Przychodzš do nas ludzie, którzy w nas uwierzyli. Potrafimy o firmie i jej przyszłoœci rozmawiać godzinami. Najbardziej się obawiam, że jakaœ firma chińska będzie chciała nas skopiować i popsuć ceny. Dlatego tak bardzo się spieszymy z podbojem rynku, by potem móc bronić pozycji lidera.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL