Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kujawy i Pomorze

Iga co śmiga

Iga Baumgart z rodzicami, matkš Iwonš – trenerkš i ojcem Błażejem – dyrektorem BKS Bydgoszcz
materiały prasowe
Tak nazywa się strona w serwisie społecznoœciowym lekkoatletki Igi Baumgart. I dobrze odnosi się do sezonu 2017 – dla niej przełomowego, w którym z polskš sztafetš 4 x 400 m zdobywała medale na najważniejszych imprezach.

W gabinecie dyrektora Budowlanego Klubu Sportowego Błażeja Baumgarta wiszš m.in. oprawione numery startowe i zdjęcia z zawodów. To nie tylko efektownie wyglšdajšca historia sukcesów bydgoskich sportowców. Przyglšdajšc się dłużej, można dostrzec, że to także prezentacja łšczšca sport z rodzinš i przeszłoœć z teraŸniejszoœciš.

Na samej górze jednej ze œcian numer 460, przydzielony kiedyœ przez klub BKS Bydgoszcz Iwonie Tomaszewskiej, która będšc nastolatkš, biegała na 400 metrów. – To były inne czasy. Do Bydgoszczy dojeżdżałam autobusem z Koronowa. JeŸdził rzadko, œrednio co dwie godziny. Treningi były trzy razy w tygodniu, ale tylko raz na bieżni stadionu Zawiszy – wspomina jego właœcicielka. Dzisiaj nazywa się Baumgart, jest trenerkš biegaczy w BKS, prywatnie żonš dyrektora klubu.

On również pochodzi z podbydgoskiego Koronowa, razem mieszkajš tam do dzisiaj, w młodoœci też uprawiał sport. – Od dziecka żeglarstwo, mam dwa medale mistrzostw Polski w klasie Omega. Zmieniajšc klasę na innš i przenoszšc się do Chojnic, gdzie czekała na mnie nowa łódka, mogłem wystartować w mistrzostwach Europy. Życie potoczyło się inaczej. Do Chojnic nie trafiłem, a krótko po tym poznałem Iwonę. Szybko pojawiły się dzieci, najpierw Iga, rok póŸniej Paweł – opowiada Błażej Baumgart. – I to żona namówiła mnie do zaangażowania się w klub. Córka była już jego zawodniczkš i w tamtym czasie zaczęła odnosić pierwsze duże sukcesy w kategoriach młodzieżowych .

Niech się odrodzi hokej

Było to w 2005 roku. Najpierw został skarbnikiem i pracy od poczštku było sporo, zbiegło się to z powstaniem Cywilno-Wojskowego Zwišzku Sportowego Zawisza. – W jego utworzeniu uczestniczyło kilka podmiotów m.in. przedstawiciele miasta Bydgoszczy, wojsko, ja reprezentowałem Budowlany Klub Sportowy – przypomina tamte wydarzenia dyrektor BKS i jednoczeœnie wiceprezes CWZS Zawisza. – Odpowiadam za organizację i logistykę. Moim zadaniem jest poprawa warunków uprawiania sportu, pozyskanie na to pieniędzy i planowanie wydatków. Chcę, żeby nasi sportowy czuli się tutaj dobrze. Ze względu na żonę i córkę najbliższa jest mi lekka atletyka, ale oczywiœcie tak samo zależy nam na rozwoju wszystkich sekcji: łucznictwa, piłki ręcznej, hokeja na lodzie i piłki nożnej, w której przez ostatnie lata rozbudowaliœmy ekipy młodzieżowe oraz infrastrukturę. Mam nadzieję, że w najbliższych latach odrodzi się w Bydgoszczy hokej. Mamy zespół w drugiej lidze, który dzięki przychylnoœci prezydenta miasta będzie mógł trenować i grać na otwartym niedawno nowoczesnym lodowisku Torbyd. Mamy grupy młodzieżowe i kilku trenerów, którzy z nimi pracujš.

Sebastian Chmara, bydgoszczanin, halowy mistrz œwiata i Europy w siedmioboju, dzisiaj ekspert telewizyjny i wiceprezes Polskiego Zwišzku Lekkiej Atletyki, w marcu zeszłego roku w taki sposób skomentował w transmisji złoty bieg kobiecej sztafety 4 x 400 metrów w halowych mistrzostwach Europy: „Pobiegły jak z nut. Gdy biegła Iga, pomyœlałem: kiedy ci ten pršd wyłšczš i czy ty się zmieœcisz wchodzšc w łuk". – To były wielkie emocje, sam dałem się im ponieœć. Ten bieg był o tyle szczególny, że Igę znam od wielu lat, często widujemy się w klubie w Bydgoszczy i naprawdę bałem się, że może jej zabraknšć sił w końcówce. Pobiegła œwietnie, podobnie jak reszta zawodniczek i skończyło się to złotym medalem – mówi dla „Rz" Chmara. – Ta sztafeta jest na krzywej wznoszšcej. Ma mocny podstawowy skład i silne bezpoœrednie zaplecze. Można nawet powiedzieć, że o cztery miejsca walczy osiem zawodniczek. To dobrze, bo gwarantuje wysoki poziom, także w przypadku kontuzji i zmian w składzie.

Iga Baumgart, zawodniczka BKS (w klubie i kadrze podopieczna mamy – trenerki Iwony Baumgart), członkini tej reprezentacyjnej sztafety, zdobyła z niš także bršzowy medal mistrzostw œwiata w Londynie, już na otwartym stadionie. – W zeszłym roku było dużo ważnych imprez, nawet nie myœlałam, że można pobiec w nich tak dobrze. Cieszę się, że tak się pomyliłam – mówi „Rzeczpospolitej" Iga Baumgart. Indywidualnie sięgnęła też w Białymstoku po mistrzostwo kraju i zwycięstwo w sztafecie na Uniwersjadzie w stolicy Tajwanu Tajpej.

A przecież w tym tak bogatym w medale sezonie mogła w ogóle nie wystšpić.

Nogi nie słuchały głowy

Podjęcia decyzji o zakończeniu kariery była bliska po powrocie z Rio de Janeiro, gdzie w olimpijskim finale polska sztafeta zajęła siódme miejsce. – Nie ma co ukrywać, pierwsze dni po przyjeŸdzie były depresyjne. Pomimo że najpierw wydawało mi się, iż mój występ ze sztafetš w finale był niezły. Jednak indywidualnie sezon 2016 nie był taki, jakbym chciała. Pojawiły się myœli o skończeniu kariery, byłam przygnębiona. Robiłam treningi, ale nie miałam na nie ochoty. Nogi nie chciały słuchać głowy, która była zajęta czymœ innym. Zamiast na stadionie, wolałam zamknšć się w domu – przyznaje Iga.

Iwona Baumgart: – Wahała się, nie wiedziała, co ma robić. Przekonywaliœmy jš, żeby nie kończyła, bo sukcesy sš jeszcze przed niš. Po rozmowach z lekarzami wiedzieliœmy, że ze względu na jej budowę ciała i predyspozycje, sportowo najlepszy okres będzie mieć pomiędzy 27. a 31. rokiem życia. I tak się stało. W ostatnim sezonie miała 28 lat.

Iga nie zamknęła się w domu. Po powrocie z Rio przepakowała torby i wyjechała do Puław. – Pomogły mi rozmowy z rodzicami, bratem, trenerem i Andrzejem, wówczas narzeczonym, dzisiaj mężem. Jest bramkarzem, wtedy grał w Wiœle Puławy, pojechałam do niego na kilka dni. Gdy on trenował, ja zabijałam nudę samotnymi spacerami po lesie. Z czasem zaczęłam biegać – bez planu treningowego, nie na czas, tak dla siebie. Odpoczęłam od wszystkiego, wyluzowałam, zmieniłam podejœcie do sportu. Bieganie znów zaczęło sprawiać mi przyjemnoœć. Radoœć, jakš wtedy czułam, postanowiłam przełożyć na bieżnię.

Wróciła do Bydgoszczy, gdzie czekała na niš mama trener. – Mšż namawiał mnie przez dwa lata. Miałam opory i obawiałam się. Wiedziałam, że to duża odpowiedzialnoœć – twierdzi Iwona Baumgart. – Po ostatnim sezonie oficjalnie jestem trenerem kadry narodowej. Gdy wyjeżdżamy z Igš na zgrupowania reprezentacji, ja pracuję z córkš, reszta dziewczyn z Aleksandrem Matusińskim. Całoœć planu ustalamy i konsultujemy. Sš takie elementy treningu, które się pokrywajš i wtedy dziewczyny pracujš razem. Pod mojš nieobecnoœć w Bydgoszczy zajęcia z zawodnikami realizujš inni trenerzy BKS.

Były sprzeczki

Iga wspomina, że poczštki współpracy były różne: – Wtršcałam się, komentowałam. Raz wyglšdało to lepiej, innym gorzej. Potrzebowałam czasu, żeby w pełni zaufać mamie trenerowi. Dzisiaj jest inaczej. Mama się mnie nauczyła. Wie, kiedy nieco odpuœcić trening, bo jest mi ciężko, kiedy udaję, a kiedy mi się nie chce. Wyniki z zeszłego roku sš potwierdzeniem tego, że nasza współpraca układa się dobrze – ocenia Iga. Przyznaje to też jej mama: – Były sprzeczki, ale drobne, większa zdarza się nam œrednio raz na rok. Pomagał nam czas, bo im dłużej ze sobš przebywałyœmy na treningach, tym lepiej wyglšdało to na zawodach. Czułyœmy, że obok dobrej relacji matka–córka, coraz lepiej rozumiemy się jako trener–zawodnik. Nasze rodzinne życie jest przesišknięte sportem. Trudno nie rozmawiać w domu o klubowych sprawach, skoro nimi żyjemy na co dzień. Ale zachowujemy umiar. Od kilku lat nie rozmawiamy w domu z Igš o jej wynikach, zawodach i treningach. Chyba że sama zacznie. Dom ma być dla niej miejscem odpoczynku, a nie dodatkowego stresu.

Po okresie przygotowawczym 2017 rok Iga Baumgart rozpoczęła od indywidualnych startów w Spale i kilka dni póŸniej w Toruniu. W obydwu wygrała i pobiła swoje rekordy życiowe w hali. – Jak zobaczyłam wynik w Spale, zaczęłam krzyczeć z radoœci. PóŸniej – zawody w Toruniu i kolejny dobry czas. To był punkt zwrotny, potwierdzenie dobrej dyspozycji – przyznaje sprinterka bydgoskiego klubu. Od tamtego czasu, w gabinecie jej taty, dyrektora BKS, œciany zaczęły wypełniać kolejne numery startowe. Jest „bršzowy" z Londynu i „złote" z Białegostoku, Belgradu, Tajpej. Ale zostało jeszcze dużo miejsca. Š?

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL