Życie Krakowa i Małopolski

Zakopane, czyli dyskretny urok marudzenia

Maciej Nowak
Fotorzepa / Gardziński Robert
Zakopane już nie to, co kiedyś. Jakże często z taką refleksją można się spotkać w Krupówkowym Grodzie.

W sklepikach ponoć króluje tandeta, turyści w góralskich kapelusikach spacerują tylko w górę i w dół, a w przestrzeni królują architektoniczne potworki. Wszystko to prawda, ale postawię tezę obrazoburczą, że akurat w tym miejscu ma to również pewien urok. A marudzenie na Zakopane występowało od dawna.

Najczęściej występujący obecnie wątek to tragiczna zabudowa i usilne wpychanie obiektów komercyjnych tam, gdzie nie trzeba. Zgoda. Ale czy rzeczywiście było tak świetnie przed powstaniem tej zabudowy? Onegdaj Kornel Makuszyński również na Zakopane marudził (przypomniał to m.in. w najnowszej jego biografii Mariusz Urbanek), ale w zupełnie inny sposób. Pisał: „Miasto o ambicjach »zimowej stolicy Polski« to dziura, jakich mało, licha inicjacja kurortu. Brudna, zaniedbana i ciemna. Wieś na drodze od Trzaski do Karpowicza. Po lewej stronie Giewont, po prawej Gubałówka, a w środku deszcz (...) Nie da się przejść na drugą stronę Krupówek, żeby nie stracić w jakiejś dziurze przednich zębów, a w błotnych bajorach na środku ulicy można łatwo utonąć. Jednym słowem – tak źle i tak niedobrze. Inna sprawa, to niedopasowani turyści, inni niż ci dawni, wrzeszczący i psujący klimat. Ale... czy to znów jakaś nowość? Już dawno temu, w roku 1926 Andrzej Strug pisał, że historyczne, epokowe i jedyne w Polsce Zakopane spadło do rzędu jakiejś Krynicy, Szczawnicy, Ciechocinka, Inowrocławia (...). Tej bandzie letników było absolutnie wszystko jedno. Słyszano na własne uszy, jak pewne towarzystwo paskarsko-warszawskie głośno i publicznie tuż w obliczu Giewontu unosiło się nad wyższością Skolimowa! Inni po prostu nie zważali na góry. Reszta nawet ich zupełnie nie widziała ślepymi od głupoty oczami. Robili tutaj to samo, co wszędzie – jedli, pili, grali w karty, plotkowali, tańczyli, flirtowali. Przynosili ze sobą pusty zamęt i zgiełk, swój hałaśliwy, arogancki obyczaj i masę pieniędzy".

O niezmienna ludzka naturo... Słusznie uznał Rafał Malczewski w słynnym „Pępku świata", że „Zakopane rośnie i przechodzi różne choróbska naniesione z dołów". Tak było, jest i zapewne będzie. Zakopane to – tak samo, jak droga na Morskie Oko – wszechstronny obraz pokazujący przekrój naszego społeczeństwa, może w nieco bardziej intensywnej niż na co dzień formie. Dlatego, nie marudźmy już specjalnie, i tak niewiele to zmieni. Jest brzydko architektonicznie? Pełna zgoda, ale to problem całego kraju i błędnych narzędzi polityki przestrzennej. Bywa tandetnie na stoiskach pod Giewontem? Ależ oczywiście, że tak, ale cóż z tego? Zawsze możemy znaleźć gdzieś na uboczu klimatyczną kawiarnię, spojrzeć znad lunaparków i komercji na górskie szczyty, zaprzyjaźnić się z lokalnymi malarzami... Albowiem poza niewątpliwymi minusami Zakopane ma też plusy. Wystarczy tylko trochę dobrej woli.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL