Życie Krakowa i Małopolski

Rozsądek to najlepsza promocja

AdobeStock
Zrobiła się prawdziwa moda na polskie góry. Potwierdza to liczba osób odwiedzających polskie Tatry.

Turystów w Tatrach i w podtatrzańskich gminach ma być w tym roku przynajmniej o 20 proc. więcej niż rok temu. Będą się tłoczyć, zwłaszcza na najpopularniejszych szlakach, ale co ciekawe – nie zapłacą za wakacje więcej niż przed rokiem.

Ceny praktycznie stanęły. A i tego lata odwołań rezerwacji nie było tak wielu jak nad morzem. Tutaj nikt nie przyjeżdża opalać się na plaży, w termach woda jest ciepła zawsze, a spacerować można nawet wtedy, gdy siąpi deszcz. To część uroku górskich wakacji.

Atrakcji jest moc

Hotelarze są bardzo zadowoleni. – Tegoroczny sezon zaliczamy do bardzo udanych. Mimo pogody, która płatała niekiedy figle, wciąż wielu turystów wybierało polskie góry. Przyciągaliśmy ich m.in. bogatą ofertą, malowniczym położeniem oraz wydarzeniami, które mają u nas miejsce regularnie, takimi jak: Joga Festiwal, Górski Maraton Jogi czy Cyklokarpaty. Dzięki tym ostatnim na przykład do Wierchomli tylko w ostatni weekend zawitało ponad tysiąc osób, a wiemy, że wiele z nich zamierza wrócić do nas zimą. Zawdzięczamy to oczywiście także naszej stacji narciarskiej Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla – mówi Katarzyna Śmigowska, dyrektor Hotelu Wierchomla Ski & Spa Resort.

Takich atrakcji jest w regionie coraz więcej.

Nikt nie liczy restauracji, kawiarni i pubów na Krupówkach. Było Tatrzańskie Wicie, przygotowany przez Polskie Koleje Linowe Hej-Fest na Gubałówce z udziałem gwiazd polskiej estrady, Festiwal Literacki i targi książki. Te ostatnie dwie imprezy dopiero kiełkują, bo turyści, którzy wybierają się w Tatry, szukają jednak innych atrakcji i nie są przyzwyczajeni do wakacyjnych spotkań z literatami. Ale to kwestia czasu.

Dłuższy sezon

Tegoroczny sezon wyraźnie się wydłużył. Zaczął się już 1 maja. W szczycie wakacji, zwłaszcza w długi weekend sierpniowy, na Krupówkach były tłumy, w kolejkach po bilety wstępu trzeba było stać po kilka godzin. Do kas największej tatrzańskiej atrakcji – kolejki na Kasprowy Wierch – zdarzało się w niektóre dni postać pięć godzin, a nawet i więcej. Na Kasprowy można kupić bilet w internecie i zarezerwować sobie przejażdżkę na konkretną godzinę.

Pojawiają się nawet pomysły, żeby rozładować turystyczne korki, ograniczając liczbę turystów, zwłaszcza tych, którzy wchodzą do samego Tatrzańskiego Parku Narodowego. Naciskają na to ekolodzy, ale w tym przypadku stoją na kompletnie przegranej pozycji. – Bo arbitralne ustanowienie limitu wejść w jakiś konkretny rejon Tatr jest nieakceptowane społecznie, nie mówiąc o tym, że niemożliwe do realizacji w praktyce – przyznaje Szymon Ziobrowski, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego. To dobro wspólne i tak musi być traktowane.

Co więc zrobić, żeby uniknąć tłoku? Czy w ogóle jest to możliwe? Jest. Trzeba po prostu na szlaki wybrać się wcześnie, nawet bardzo wcześnie, a nie po dobrym, długim góralskim śniadaniu – radzą znawcy tematu. Wtedy tłumy zobaczymy, gdy z wycieczki będziemy wracać. Można oczywiście wybrać jeszcze szlaki mniej uczęszczane, ale to już nie dla wszystkich jest do zaakceptowania.

Nie można być chciwym

Co zaskakuje, przy tym wzroście popularności wakacji w polskich Tatrach docenić należy umiarkowanie miejscowych właścicieli kwater i pensjonatów, którzy – inaczej niż ich odpowiednicy z nadmorskich kurortów – nie podnieśli drastycznie cen. Wytłumaczenie, wydawałoby się, jest proste: bo w górach sezon trwa dłużej niż dwa miesiące. Za miejsce w kwaterze prywatnej trzeba zapłacić 30–40 zł, w pensjonacie ceny są wyższe – 70–80 zł. W hotelach od 150 zł w górę. To znacznie taniej niż nad morzem. I nie ma rokrocznych podwyżek.

Chociaż zdarzają się przypadki, kiedy trafiają się „przedsiębiorczy" właściciele środków transportu, którzy na przykład za przewiezienie na odcinku 5,5 km jednej osoby w okolicach Palenicy Białczańskiej kasują 10 zł. Korzystają z tego, że parkingi są przepełnione, a na poboczach nie ma gdzie zostawić auta.

Sezon w polskich górach jest przynajmniej dwukrotnie dłuższy niż nad morzem. A przecież w Tatrach i ich okolicach dochodzi jeszcze szczyt zimowy, co przy rozłożonych w czasie feriach daje naprawdę przyzwoite obłożenie. Ale nie tylko to. Górale mądrze pomyśleli, że turyści, których się niemiłosiernie łupi, mogą za rok zagłosować nogami, zwłaszcza że zagranicznych ofert wakacyjnych w podobnych cenach co krajowe jest coraz więcej. I wciąż pojawiają się nowe kierunki.

Nie bez znaczenia jest i to, że do Tatrzańskiego Parku Narodowego można wejść, korzystając z ulg Karty Dużej Rodziny, i że jest tam coraz więcej dobrze oznakowanych szlaków turystycznych, od tych najłatwiejszych po wyczynowe dla naprawdę doświadczonych. To dlatego niektórzy gospodarze chwalą się, że już mają dużo rezerwacji na kolejny sezon letni, no bo zima już jest praktycznie wyprzedana.

Jak podaje wyszukiwarka turystyczna Trivago, wyraźnie wydłużył się czas, jaki turyści spędzają w górach. Nie są to już dwa–trzy dni, ale najczęściej tydzień. Dla gospodarzy takie wydłużenie pobytu to czysty zysk.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL