Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Małopolska

Małopolska startuje z kursami dla juhasów oraz baców

Kiedy owce sš na halach, pasterz zaczynajš prace od czwartej rano, bo trzeba wydoić zwierzęta, zajšć się mlekiem i serami.
materiały
Choć co roku ogłoszeń o pracę dla juhasów jest coraz więcej, to nie ma chętnych do pracy na halach. Dlatego samorzšd województwa małopolskiego wpadł na pomysł, by zorganizować kursy dla juhasów oraz baców, czyli hodowców owiec.

– Zainteresowanie kursami przerosło nasze najœmielsze oczekiwania, doszło nawet do tego, że w ostatnich dniach rekrutacji blokowały się skrzynki elektroniczne, na które wpływały dokumenty – twierdzi Grzegorz Lipiec z Zarzšdu Województwa Małopolskiego. – Zaskoczyła nas nie tylko liczba zgłoszeń, ale również to, że certyfikaty chcš uzyskać także osoby, które z owcami nie majš nic wspólnego, na co dzień pracujš przy komputerach i mieszkajš w dużych miastach: w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku. Mieliœmy także zgłoszenia od Polaków mieszkajšcych w Wielkiej Brytanii czy Rumunii – dodaje.

O przyjęcie ubiegało się także kilka kobiet.

Liczba nadesłanych zgłoszeń czterokrotnie przekroczyła iloœć dostępnych miejsc. Dlatego organizatorzy kursu zdecydowali o zwiększeniu liczby kursantów. Ostatecznie ze 121 chętnych zdecydowano o przyjęciu 68 osób. Głównie z Małopolski, bo szkolenie przeznaczone jest dla mieszkańców tego województwa. Ale organizatorzy przyznajš, że zastanawiajš się nad kursem dla osób z innych województw. Konkretna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.

Biznesplan i strzyżenie

W małopolskim kursie dla baców uczestniczy 20 osób (dodatkowych 14 przyjęto jako wolnych słuchaczy). Z kolei na juhasów szkoli się 15 osób. Dodatkowo przyjęto 19, które, choć będš mogły zdobywać wiedzę, to nie zagwarantowano dla nich miejsc odbywania praktyk.

Kurs bacy obejmuje 12 godzin zajęć teoretycznych oraz szeœć godzin praktycznych. Na zakończenie kursu uczestnicy będš zdawać egzamin kwalifikacyjny.

Z kolei kurs na czeladnika juhasa ma nie tylko przygotować kandydata do pracy u kogoœ, ale także do tego, by w przyszłoœci sam mógł zostać bacš. W tym celu przewidziano aż 42 godziny teorii i – co jest nowoœciš – 160 godzin stażu zawodowego na bacówce w sezonie wypasów.

Na kursie dla baców uczestnicy uczš się m.in. zasad prowadzenia firmy, prawa dotyczšcego produkcji żywnoœci, przepisów prawa pracy, ekologii czy postępowania w razie choroby zwierzšt. Z kolei juhasi obok umiejętnoœci dojenia, strzyżenia, wyrobu oscypków nauczš się także przepisów BHP, racjonalnego gospodarowania pastwiskiem, zasad hodowli.

Pierwsze zajęcia teoretyczne ruszyły 7 kwietnia. Natomiast staże zawodowe potrwajš około miesišca i będš się odbywały od czerwca do sierpnia. Podsumowanie projektu zaplanowano na wrzesień 2017 r.

Poniewierka na halach

Czy to szkolenie rzeczywiœcie jest potrzebne, skoro górale od lat wypasali owce bez żadnych szczególnych dokumentów? Okazuje się, że jednak tak. Jak tłumaczš „Rzeczpospolitej" organizatorzy, certyfikat poœwiadcza, że kandydat na juhasa ma wiedzę potrzebnš do pracy w bacówce. Z kolei bacy pomoże w staraniu się o œrodki unijne.

Problem w tym, czy rzeczywiœcie w pasterstwie jest przyszłoœć. – To nie jest intratne zajęcie. Popytu na jagnięcinę w Polsce nie ma, a i Włosi, do których do tej pory wysyłaliœmy najwięcej mięsa, nie chcš go już tyle kupować – tłumaczy Jan Jańczy, dyrektor Regionalnego Zwišzku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu.

Ekspert zwraca też uwagę, że praca przy owcach nie jest lekka. – Młodzi nie chcš się już skazywać na takš poniewierkę. Interesuje ich lżejsza praca w mieœcie – tłumaczy hodowca. Opowiada, że kiedy owce sš na halach, pasterz pracuje praktycznie całš dobę. Bo ruch przy zwierzętach zaczyna się praktycznie już od 4–5 rano, kiedy trzeba wydoić owce, zajšć się mlekiem i serami. Kiedy do owiec podchodzš wilki, juhasi muszš całš noc palić ogień. – Dokucza im także samotnoœć i tęsknota za rodzinš, a warunki życia na halach sš spartańskie – mówi Jańczy.

Wielu z nich po powrocie z gór i przy braku zajęcia zimš nie potrafi się odnaleŸć w społeczeństwie i zaczyna mieć problem z alkoholem.

– Dodatkowo nie ma co liczyć na wysokie uposażenie. Żaden baca się nie przyzna, ile płaci swoim juhasom. Nie chcš problemów, bo nie uiszczajš przecież podatku dochodowego, tylko rolny – tłumaczy Jańczy. – Ale nie zauważyłem, żeby ktoœ się na juhasowaniu szczególnie wzbogacił. Na pewno nie jest tak, że po sezonie w górach ma się wystarczajšco dużo pieniędzy, by spokojnie żyć przez cały rok – dodaje.

Ponadto bacowie doœć sceptycznie podchodzš do zatrudniania absolwentów tego kursu. I nie ma znaczenia to, że mogš dostać dopłatę na utworzenie dla nich miejsca pracy. Chodzi o to, że przy legalnym zatrudnieniu pracowników muszš zadbać o BHP. W bacówkach zaœ praca jest ciężka, a ryzyko, że dojdzie do wypadku, wysokie. – Gdybym zatrudnił takiego człowieka, to chyba kazałbym mu leżeć w hamaku przed bacówkš, bo bałbym się, że np. ršbišc drewno, utnie sobie rękę – tłumaczy Jańczy.

Dlatego bacowie wolš wzišć do pracy kogoœ, kto jest od dawna zwišzany z hodowlš owiec czy pasterstwem.

masz pytanie, wyœlij e-mail do autorki: j.cwiek@rp.pl

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL