Zrzutka na marzenia sportowców

aktualizacja: 12.03.2017, 22:00
Bartłomiej Trela na trasie ultramaratonu w Kalifornii
Bartłomiej Trela na trasie ultramaratonu w Kalifornii
Foto: materiały prasowe

Jak zdobyć najwyższą górę świata czy pobiec w maratonie za granicą? Trzeba sporo trenować, ale też zebrać pieniądze. Na przykład poprzez crowdfunding.

REDAKCJA POLECA

To forma publicznej zbiórki pieniędzy, zazwyczaj na działalność artystyczną albo na oryginalne przedsięwzięcia, czasem sportowe. Nie da się ukryć, że najgłośniejszą ostatnio w Małopolsce zbiórką była akcja, w której zebrano ponad 150 tys. zł dla Sebastiana K. na zakup nowego seicento. Jednak w tym przypadku młody mieszkaniec Oświęcimia wcale tej zbiórki nie planował. Jego kolizja z limuzyną pani premier też raczej nie wynikła ze sportowych pasji.

Jest za to w regionie wiele innych przykładów, w których młodzi ludzie realizują sportowe ambicje i marzenia z pomocą tłumu (ang. crowd) kibicujących im osób. A są to cele nietuzinkowe.

Na dachu świata

Sylwia Bajek ma 25 lat i studiuje architekturę wnętrz na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Kilka lat temu połknęła bakcyla turystyki wysokogórskiej. Zaliczyła już dwa sześciotysięczniki: Island Peak w Nepalu i Denali na Alasce. W kwietniu, a więc już za kilka tygodni, zacznie wyprawę życia. Chce zdobyć Mount Everest jako najmłodsza dotychczas Polka.

Alpiniści pytani o motywację swoich wyczynów zwykle odpowiadają: bo te góry po prostu są. Taka pasja i już. – Lubię sobie stawiać wysoko poprzeczkę – mówi Sylwia. Jednak w przypadku studentki, która jeszcze nie zarabia dużych pieniędzy, poprzeczki do pokonania są nawet dwie. Poza koniecznością wylania potu na treningach fizycznych trzeba też zorganizować fundusze na taką wyprawę.

Wyprawa na dach świata to wydatek około 130 tys. zł. Większość tej kwoty to wynagrodzenie nepalskiej agencji przewodnickiej organizującej eskapadę na miejscu. Samemu na Everest wchodzić nie wolno. Trochę ze względów bezpieczeństwa, ale też dlatego, że dla Nepalu turystyka wysokogórska jest poważną pozycją w budżecie narodowym.

W prywatnym budżecie Sylwii 130 tys. zł to kwota iście himalajskiej wysokości. Jednak udało jej się, dzięki użyciu platformy crowdfundingowej polakpotrafi.pl, zebrać prawie 48 tys. zł. W zbiórce wzięły udział 252 osoby. I jak to w crowdfundigu bywa, mogą liczyć na wdzięczność zbierającego. – Przywiozę z Nepalu nagrody związane z wyprawą dla wspierających mnie osób – obiecuje Sylwia. Mają to być oryginalne gadżety, np. tybetańskie flagi modlitewne.

Takie ambitne wyprawy zazwyczaj nie mogą się obyć bez sponsorów. W przypadku eskapady Sylwii Bajek jest ich wielu. To np. producent odzieży puchowej Yeti, ale też np. firma Salco, która oferuje sól regeneracyjną. Sponsorzy mają oczywiście swoje wymogi, choć – jak przyznaje alpinistka – nie są one zbyt uciążliwe. – Czasem chodzi po prostu o zrobienie sobie zdjęcia na szczycie z logiem sponsora. On już wykorzystuje to w swoim marketingu – opowiada Sylwia.

Społeczność też skorzysta

Rajdy po najwyższych szczytach są czasem uważane za niebezpieczną fanaberię i wyrzucanie pieniędzy – swoich i sponsorskich. Jednak alpinista z podkrakowskiej Bochni Szczepan Brzeski, organizator kilkuosobowej wyprawy Sylwii, przekonuje, że nie chodzi tu tylko o egoistyczne pobudki. – Gdy po moich wyprawach organizuję pokazy zdjęć i pogadanki o wysokich górach, zawsze zjawia się mnóstwo ludzi, którzy chcą o tym usłyszeć. I to od żywego człowieka, a nie z internetu – zapewnia Brzeski. Po wyprawie na Everest planują serię spotkań z młodzieżą szkolną. – Chcemy w ten sposób dać przykład młodym ludziom i zachęcić do oderwania się od komputera, by pójść w góry – tłumaczy. I dodaje filozoficznie, że każdy może mieć swój Everest, może być nim Turbacz albo Rysy.

Takie podejście docenił burmistrz Bochni Stefan Kolawiński. Wsparł wyprawę finansowo. – Nasze miasto wspiera tych, którzy się nie poddają. Ta wyprawa to nie tylko splendor dla Bochni, ale też korzyść w postaci nietuzinkowej edukacji, jaką dostaną uczniowie naszych szkół – komentuje burmistrz plany Sylwii i Szczepana.

Zresztą o wyprawie najmłodszej Polki będzie można się dowiadywać nie tylko z pogadanek. Wieści z Nepalu mają się na bieżąco pojawiać już mniej więcej od 6 kwietnia na stronie internetowej everteam.pl oraz na facebookowym profilu Everteam 2017.

Astma pokonana w maratonie

Mieszkaniec Tarnowa Bartłomiej Trela od dawna zmaga się z astmą i migrenowymi bólami głowy. Z biegiem lat stawało się to coraz bardziej uciążliwe. Bo astma to permanentne zapalenie krtani, co przy intensywnym wysiłku powoduje wydzielanie się uciążliwego śluzu w gardle. Leki na astmę zazwyczaj osłabiają organizm. – Już wejście po schodach na czwarte piętro powodowało okropną zadyszkę – wspomina Trela. Jednak w dniu swoich trzydziestych urodzin postanowił radykalnie odmienić swoje życie i zacząć... intensywnie biegać.

Był na tyle konsekwentny w swoim zamiarze odmiany życia, że ćwiczył regularnie. Plan treningów skonsultował z lekarzami, by treningi przyniosły raczej pożytek niż szkodę. Efekt był imponujący. Po 14 miesiącach ćwiczeń przebiegł maraton i to w niezłym czasie - poniżej 3,5 godziny.

Zachęcony własnym sukcesem, zaczął startować w kolejnych maratonach i ultramaratonach prowadzących po górach. W sumie w ciągu czterech lat biegania wystartował 42 razy w zawodach biegowych. Jednak na tym nie chce poprzestać – jego celem jest zaliczenie tzw. korony ultramaratonów, czyli 11 największych biegów na świecie.

Przebiegł już siedem z nich. W 2015 roku udało mu się ukończyć jeden z najbardziej prestiżowych – Western States w Kalifornii. Jego trudność polega nie tylko na długim stumilowym (167 km) dystansie. Wyścig jest bardzo wymagający ze względu na duże różnice wysokości, a co za tym idzie – także zróżnicowanie temperatur. Impreza odbywa się na przełomie czerwca i lipca, temperatura na trasie czasem przekracza 40 st. C, ale na najwyższych odcinkach można napotkać śnieg.

Jednak Treli, na co dzień pracownikowi sklepu rowerowego, nie sposób z samej pensji sfinansować dotarcie do Ameryki i udział w tych zawodach. Dlatego zdecydował się na crowdfunding. Udało się – zebrał ponad 12 tys. zł. Wspierający go darczyńcy mogli liczyć m.in. na specjalnie dla nich nakręcone filmiki z pozdrowieniami z trasy biegu, a także czapki i chusty przydatne biegaczom.

Bartłomiej Trela chce pokonać astmę jeszcze na kilka innych sposobów. Zamierza zdobyć tzw. koronę Ziemi, czyli najwyższe szczyty poszczególnych kontynentów. Na razie ma na koncie Mont Blanc w Europie i Górę Kościuszki w Australii. - Chcę być inspiracją dla innych, którzy również zmienili swoje życie na bardziej aktywne - mówi Trela.

Żelazna dama triatlonu

Najpierw 3800 m pływania w morskich falach. Potem 180 km jazdy na rowerze. W końcu 42 km biegiem, czyli maraton. To triatlon Ironman, rozgrywany rokrocznie w okolicach Barcelony. Impreza mordercza, wymagająca żelaznej kondycji. Nic dziwnego, że na 3000 uczestników zwykle tylko kilkadziesiąt osób to kobiety. Zresztą sama nazwa imprezy sugeruje, że jest dla żelaznych facetów.

To nie przeraża krakowianki, 30-letniej Aleksandry Smętkiewicz. Chce być jedną z niewielu Polek, które dotychczas sprostały temu wyzwaniu. Zresztą tylko kilkanaście procent uczestników Ironmana to kobiety. – Nie liczę na zwycięstwo. Chcę zrobić to, by wygrać ze sobą i swoimi słabościami – mówi Aleksandra. Jednak jej dotychczasowe osiągnięcia wskazują, że październikowy Ironman może jej się udać. Zdobyła Mont Blanc i Elbrus. Z powodzeniem startowała też w polskich ultramaratonach górskich, w tym w 82-km Biegu Rzeźnika w Bieszczadach.

Na co dzień triatlonistka pracuje w dziale zakupów międzynarodowej korporacji. Jest też przewodniczką kulinarną po Krakowie. Jednak środki na zawody w Barcelonie pozyskała przez crowdfunding. Pierwotnie chciała zebrać 2500 zł, ale rezultaty przekroczyły jej oczekiwania. 46 wspierających zebrało blisko 3500 zł.

– Pierwszy raz zbierałam pieniądze w ten sposób – przyznaje Aleksandra. I dodaje: – Nie będę czuła „samotności długodystansowca", bo wszyscy, którzy mnie wsparli, będą w moich myślach podczas zawodów.

Wdzięczność wspierającym okaże w różny sposób. Będą to nie tylko zdjęcia z Barcelony, ale też np. własnoręcznie upieczone ciastka. W końcu zawód przewodnika kulinarnego zobowiązuje...

POLECAMY

KOMENTARZE