Koncerty w Krakowie: Aerosmith, Red Hot Chili Peppers, Bryan Ferry i Linkin Park

aktualizacja: 09.01.2017, 12:13

Aerosmith, Red Hot Chili Peppers, Bryan Ferry i Linkin Park zagrają w Krakowie.

REDAKCJA POLECA

Aż trudno uwierzyć: Aerosmith postanowił zakończyć karierę. Na szczęście na jeden z pożegnalnych koncertów przyjedzie do Polski 2 czerwca.

Krótki sen

Kiedy rozmawiałem ze Stevenem Tylerem przed poprzednim koncertem zespołu w 2014 r. i zapytałem go, ile jeszcze będą grać, wokalista odpowiedział:

– W naszej grupie dochodziło do licznych zerwań i powrotów. Tak jak w każdej rodzinie, bo my jesteśmy jak rodzina. Walczymy ze sobą i kochamy się na zmianę. Ale będziemy grali tak długo, jak długo będziemy w stanie uprawiać seks. Będziemy grali tak długo, jak długo będziemy mogli ustać na scenie przez dwie godziny. Muzyka jest jak narkotyk. Jesteśmy od niej uzależnieni. Nasi fani mogą spać spokojnie.

Jak się okazało, sen był krótki. Wokalista Steven Tyler i gitarzysta Joe Perry, liderzy Aerosmith, nazywani niegdyś toksycznymi braćmi i amerykańskimi The Rolling Stones, zrobili wszystko, by powtórzyć perypetie kolegów z Anglii. Kłócili się zażarcie jak Mick Jagger i Keith Richards. Ten horror trwał od lat i miał kilka mocnych odsłon. Tyler, zmagając się z wieloma nałogami, żalił się publicznie, że koledzy nie odwiedzali go w szpitalu. Potem nie poinformował ich, że zgodził się na udział w „American Idol", co kolidowało z planami koncertowymi grupy. Napięcie sięgnęło zenitu, gdy Tylera miał zastąpić na tournée Lenny Kravitz, a Tyler w Led Zeppelin – Roberta Planta. Trzeba do tego doliczyć sztubacki wybryk Perry'ego, który podczas jednego z występów zepchnął wokalistę z estrady. Rejestracja tego żenującego zdarzenia biła rekordy oglądalności na YouTubie, ośmieszając zespół. Ostatecznie jednak udało się wszystko posklejać i Aerosmith nagrał w 2012 r. „Music from Another Dimension!", pierwszy studyjny album od „Honkin' On Bobo" (2004) z bluesowymi standardami, pierwszy od „Just Push Play" (2001) z premierowymi kompozycjami.

Nie ma chyba drugiej takiej grupy, która osiągnęłaby tak wiele w muzyce rockowej jak Aerosmit i straciła wszystko przez narkotyki. A potem przeżywała drugą młodość, utrzymując się na pierwszych miejscach list przebojów. Comeback zawdzięczali niesamowitej trylogii, albumom „Permanent Vacations", „Pump" i „Get A Grip". To na nich ukazały się wspaniałe ballady „Angel", „Cryin'", „Crazy" czy „Amazing", a także dynamiczne hity „Rag Doll", „Pernament Vacation", „Dude" czy „Love In Elevator". Ale własny oryginalny styl stworzyli w latach 80. Złożyły się nań dynamiczne kompozycje z rozbudowanymi partiami solowymi Joego Perry'ego – jednego z najbardziej błyskotliwych gitarzystów – i kunsztowne ballady z emocjonalnymi, bardzo dramatycznymi interpretacjami Tylera. Niesłabnącą sławą cieszy się monumentalna ballada „Dream On".

Pożegnalne koncerty nazwali „Aero-Vederci Baby!". Pocieszająco brzmi to, co powiedział w listopadzie gitarzysta Joe Perry: „Nie byliśmy jeszcze w wielu miejscach, więc nie wiem, czy to naprawdę ostatnie koncerty".

Papryczki bez konkurencji

W zeszłym roku Red Hot Chili Peppers mieli szczęście i pecha. Przed sceną na gdyńskim Open'erze wiwatował kilkudziesięciotysięczny tłum, ale podczas koncertu Papryczek trwał mecz Polska–Portugalia na Euro, który decydował o naszym awansie do strefy medalowej. Basista Flea kilkakrotnie śpiewał „Polska, biało-czerwoni!". Tym razem 25 lipca Amerykanie zagrają na Stadionie Cracovii już bez żadnej sportowej konkurencji. Przyjadą wzmocnieni sukcesem zeszłorocznego albumu „The Getaway", który sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy.

Nowy etap działalności zespołu w 2011 r. bez gitarzysty Johna Frusciantego rozpoczęło nagranie powstałe w odpowiedzi na śmierć Brendana Mullena, bliskiego przyjaciela grupy, właściciela Masque, słynnego klubu punkowego w Los Angeles. Red Hoci, którzy niejeden już dramat związany ze śmiercią bliskich osób przeszli razem, tym razem zagrali z Joshem Klinghofferem. Przyłączył się do improwizacji, współtworząc „Brendan's Death Song", a potem wymyślił również tytuł albumu „I'm With You" – „Jestem z wami". Problem personalny rozwiązał się sam: Papryczki straciły Mullena i Frusciantego, ale zyskały nowego członka zespołu.

– Nie było lepszego muzyka na ziemi, który mógł się nam przytrafić – powiedział basista Flea magazynowi „Rolling Stone". – Josh nie dorównuje wirtuozerią Frusciantemu, ale trzyma w ryzach naszą muzykę, gra też na perkusji i fortepianie.

Flea nie ukrywa, że Frusciante był sercem RHCP i napędzał jego muzyczny krwiobieg. Do dziś za przełomowe, największe osiągnięcie zespołu uważa się drugą nagraną z jego udziałem płytę „Blood Sugar Sex Magik" (1991). Alternatywnej grupie udało się wynegocjować kontrakt na trzy płyty wart 6 mln dolarów. To wtedy muzycy RHCP, na początku nie widząc sensu nagrania ballady „Under The Bridge", w końcu zdecydowali się zarejestrować piosenkę, która okazała się ich największym hitem. W rezultacie płyta sprzedała się w 13 mln egzemplarzy. To Frusciante się nie podobało. Wstydził się globalnej sławy i bojkotował stadionowe koncerty, grając w kącie sceny. Następnego albumu z kolegami już nie nagrał. Jego wielkie ćpanie trwało przez połowę lat 90. Wziął udział dopiero w sesji „Californication" (1999). Piosenki stały się surowsze i przepojone smutkiem. Co było dla niektórych wielkim zaskoczeniem, album sprzedał się w 15 mln egzemplarzy, windując pozycję Papryczek na listach przebojów. Potem Frusciante firmował jeszcze fenomenalny podwójny album „Stadium Arcadium" z 2006 roku i odszedł, by zająć się nagrywaniem eksperymentalnych gitarowych płyt. Bez niego krew w muzycznym obiegu płynie wolniej, ale w pewnym wieku zbyt szybki puls i nazbyt wysokie ciśnienie mogą prowadzić do zawału, a nawet przedwczesnej śmierci.

– Dzięki Bogu za przemianę, bo moje doświadczenie podpowiada, że zawsze, kiedy się dryfuje, wcześniej czy później dochodzi do katastrofy – komentował Anthony Kiedis. Dzięki zmianie składu znowu zaczęliśmy komponować piękną i wspaniałą muzykę.

– Mamy nowy zespół, tylko nazwa jest stara – uznał Chad Smith, perkusista. Muzyka z „The Getaway" brzmiała w okresie premierowym zaskakująco. Dziś to już klasyka.

Dżentelmen z kopalni

Co prawda Bryan Ferry ostatnią płytę „Avonmore" wydał w 2014 r., ale ma dorobek wystarczająco bogaty, by koncertować, korzystając ze swoich wcześniejszych dokonań.

Zasłynął z zamiłowania do kiczu typowego dla epoki glam rocka. Od początku kariery zwracał uwagę skłonnością do elegancji, fraków, smokingów czy silnie wzmocnionych brylantyną fryzur, tak jak to robili amanci kina lat 30. Z pewnością ma to związek z jego rodzinnymi korzeniami i wzrastaniem w atmosferze surowej i biednej angielskiej prowincji. Wokalista Roxy Music urodził się bowiem w rodzinie górniczej.

– Dorastanie w północno-wschodniej Anglii, z dala od dużych miast, na marginesie życia kulturalnego kraju może być bardzo niewdzięczne – wspominał Ferry. – Ja jednak miałem szczęście spotkać w szkole plastycznej w Newcastle wspaniałych nauczycieli, którzy inspirowali rozwój moich artystycznych zainteresowań, pomagali mi wybić się.

Miał już za sobą muzyczny epizod z zespołem The Gas Board, kiedy postanowił wykorzystać swe naturalne vibrato w szeregach Roxy Music. Zespół zadebiutował niebanalnie w londyńskiej Tate Gallery w 1971 r. Razem z Ferrym na sukces pracował Brian Eno, późniejszy współpracownik Roberta Frippa, Davida Bowiego i U2. Z kolei producentem pierwszej płyty Roxy Music był Peter Sinfield, nadworny tekściarz King Crimson.

Ferry ma też na koncie jedną z piękniejszych płyt połowy lat 80 „Boys And Girls" – obsypaną przebojami, wśród których kunsztownością aranżacji zwracały uwagę „Slave To Love" i „Windswept". Z Ferrym zagrali David Gilmour, Omar Hakim, Mark Knopfler i Tony Levin. Równie wielką klasę prezentował Ferry na utrzymanej w stylu retro płycie „As Times Go By" z przebojem z „Casablanki" oraz songami Kurta Weila. Ferry zaśpiewa w Krakowie 28 maja.

Świetnie prezentuje się program przeniesionego do Krakowa Impact Festivalu. Pojawi się na nim Linkin Park (15 czerwca). Grupa z powodzeniem połączyła rocka, elektronikę oraz hip-hop. Na Impact Festivalu zagra też niepowtarzalny System Of A Down (17 czerwca), który do metalu wprowadził melodyjny ormiański zaśpiew. Linkin Park we wrześniu potwierdził nagranie nowych piosenek, które złożą się na nowy album. Także System Of A Down poinformował o premierze nowej płyty, pierwszej od 2005 roku.

Jednak najbliższym rockowym szlagierem jest koncert Green Day, który z powodzeniem prezentuje współczesną wersję punk rocka i wydał niedawno znakomity album „Revolution Radio" z hitem „Bang Bang". Amerykanie wystąpią w Krakowie 21 stycznia.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: j.cieslak@rp.pl

POLECAMY

KOMENTARZE