Dolny Śląsk

Czeskim śladem, czeskim okiem

Natálie Raclavská
materiały prasowe
Polsko-czeski dialog zakonserwował się w powtarzanych ciągle banałach, to mnie już nudzi – mówi Natálie Raclavská, tłumaczka i przewodniczka.

Rz: Tłumaczy pani literaturę piękną?

Natálie Raclavská: Raczej teksty biznesowe, piszę też na zamówienie – na przykład teraz przygotowuję materiał o wrocławskiej ofercie turystycznej dla ogólnoczeskiego dziennika „Echo".

Dlaczego wybrała pani Wrocław? Przypadek?

To nie był przypadek. Jeszcze na studiach w Brnie mój promotor mówił, że dobrze pomieszkać w kraju, z języka którego zamierza się tłumaczyć. Jeździliśmy na staże do wielu miast i kiedy miałam wybierać, Wrocław szybko znalazł się na czele polskiej listy. Mieszkałam też trochę w Moskwie, bo studiowałam także rusycystykę, ale wiedziałam, że tam nie wytrzymam.

Chodzenie czeskimi śladami we Wrocławiu to tylko hobby?

Hobby, bo wszystko odbywa się na zasadach niekomercyjnych. Od dwóch lat wraz z grupą osób zainteresowanych sprawami polsko-czeskimi, organizuję spacery po Wrocławiu i występy czeskich artystów. Czasem dorabiam jako przewodnik miejski, ale wtedy oprowadzam turystów „klasycznym" szlakiem wrocławskiej historii.

W herbie Wrocławia znajduje się lew – symbol przynależności do Korony Czeskiej. W XIV wieku to było czeskie miasto.

To było wtedy drugie największe miasto Korony Czeskiej, po Pradze. Król Karol IV powiedział ponoć, że to jego ulubione czeskie miasto. Z jego fundacji powstał m.in. gotycki kościół św. Stanisława, św. Doroty i św. Wacława (to patroni, odpowiednio: Polski, niemieckich obywateli miasta oraz Czech), najprawdopodobniej dokończył też budowę kolegiaty św. Krzyża i św. Bartłomieja. Wiadomo też o wielu innych budowlach powstałych za jego panowania.

A inne tropy?

Czeskich śladów w mieście jest tyle, że spacer trzeba podzielić na dwie ponadtrzygodzinne części. Osobiście lubię te nieoczywiste, bo uważam, że polsko-czeski dialog zakonserwował się w powtarzanych ciągle banałach, to mnie już nudzi. Dlatego pokazuję na przykład były Instytut Fizjologii – pierwszy taki na świecie – który założył Jan Evangelista Purkyně. Dzięki jego pracom dotyczącym m.in. budowy komórek, krwiobiegu, farmacji i wielu innym, Wrocław uznawany jest za kolebkę fizjologii. To Purkyně odkrył, że każdy człowiek ma inne linie papilarne. W Czechach uczymy się o nim w szkole, a w Polsce mało kto wie, że przeżył we Wrocławiu 27 lat. Czesi też nie wiedzą, że jego odkrycia miały miejsce właśnie tutaj.

Czeskich śladów przybywa?

Mamy drzewka przyjaźni polsko-czesko-słowackiej przed ratuszem. Kiedyś rosło tam jedno drzewo, symbol przyjaźni polsko-czechosłowackiej, które zostało ścięte (w 1996 roku – red.), a w jego miejscu posadzono trzy małe, symbolizujące nasze państwa. Śledzę je od przyjazdu, ale chyba nie mają z czego czerpać, bo w ogóle nie rosną.

Jakie cele ma powołane przez panią stowarzyszenie czesko-polskie Ano-Tak?

Potrzebujemy formy prawnej, aby móc składać wnioski o dofinansowanie – to wszystko musi odbywać się przez organizacje pozarządowe. Będziemy robić to, co do tej pory – czyli na przykład zapraszać czeskie zespoły na koncerty – ale może nie będą już musieli przyjeżdżać tu za swoje pieniądze i spać u mnie na tapczanie (śmiech). Będę mogła im coś zaoferować.

Wygląda na to, że zostanie pani w Polsce na dłużej.

W Czechach żyje się przyjemnie, wszyscy są dla siebie mili, ale to nie sprzyja rozwojowi. W Polsce ludzie są dość wymagający wobec siebie nawzajem, nastawieni krytycznie. W Czechach cokolwiek zrobisz, wszyscy powiedzą „super", w Polsce jest inaczej. To podejście mi odpowiada.

Dlaczego jeszcze?

Polacy są odważni, prawie każdy był za granicą, przynajmniej żeby smażyć te hamburgery. Uważam że każdy powinien spróbować czegoś takiego, chociaż przez krótki czas, bo to bardzo motywuje do dalszego rozwoju. Potem ci ludzie wracają do kraju, wiedząc już, jak tam jest. A my w Czechach żyjemy jak na wyspie (chociaż, paradoksalnie, w środku Europy), która jest ciągle w latach 60. czy 70. To jest super na wakacje albo na emeryturę.

Ale czeskie podejście też ma swoje zalety?

Podoba mi się to, że w Czechach różne pokolenia trzymają się razem – wszyscy siedzą przy piwie czy kawie w jednej knajpie – rodziny z dziećmi, studenci i babcie. W Polsce widać segregację, przez to nie ma przepływu informacji i przyjaźni pomiędzy różnymi grupami wiekowymi. Może to jedna z przyczyn tak ostrego podziału społecznego? Tutaj podczas rozmowy już po dwóch pierwszych zdaniach wiem, z jakim środowiskiem politycznym mam do czynienia.

Zgodnie z duchem krytyki: co panią tu niemile zaskoczyło?

Nieprzychylność wobec Ukraińców, to było dla mnie szokiem. I seksizm, który spotkałam dopiero tutaj. Ale wolę mówić o pozytywnych rzeczach, bo Polacy są wobec siebie na tyle krytyczni, że nie chcę już niczego dodawać – to naprawdę inspirujący kraj. Nie wiem, dlaczego jesteście dla siebie tak surowi.

Polacy mają dla Czechów wiele sympatii. A w drugą stronę?

Też to zauważyłam – to bardzo miłe dla Czechów, którzy przyjeżdżają do Polski. Czeskie postrzeganie Polaków jest bardziej skomplikowane i wcale nie chodzi tu o 1968 rok. Źle wpłynęły lata 90., kiedy wielu Polaków sprzedawało na czeskich rynkach tanie produkty, co do dziś kojarzy się niektórym ze złą jakością i lewymi interesami – to stereotyp, który nie ma już racji bytu. A ostatnio doszła do tego bieżąca polityka. Andrej Babiš – lider partii, która z dużą przewagą wygrała niedawne wybory parlamentarne i jeden z najbogatszych ludzi w Europie – jest producentem żywności. Bardzo boi się polskiej produkcji, która jest tańsza niż czeska i nie gorsza, a może nawet lepsza jakościowo, więc informacje na temat złej żywności z Polski często pojawiają się w należących do niego mediach. To sztuczne tworzenie przepaści i barier, moim zdaniem bardzo groźne. Narody środkowoeuropejskie powinny trzymać się razem, zwłaszcza teraz.

CV

Natálie Raclavská – tłumaczka, przewodniczka, promotorka wiedzy o czeskich śladach we Wrocławiu. Pochodzi z Ostrawy, w Brnie ukończyła slawistykę, potem studiowała polonistykę i rusycystykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Jej blog Květ Evropy (kvetevropy.cz) – w podtytule „Wrocław na wyciągnięcie ręki" – przybliża miasto gościom zza południowej granicy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL