Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Dolny Œlšsk

Opowiadanie z kobiecej perspektywy

materiały prasowe
Weronika Szczawińska, reżyserka opowiada o „Genialnej przyjaciółce", najnowszej prapremierze we wrocławskim Teatrze Współczesnym, która odbędzie się 17 lutego.

Rz: Co skłoniło paniš do sięgnięcia po tetralogię neapolitańskš opartš na słynnym już cyklu ksišżek Eleny Ferrante?

Weronika Szczawińska: Tetralogia neapolitańska w wyjštkowy sposób bawi się klasycznym schematem powieœci formacyjnej: mamy tu epicki rozmach historyczny służšcy za tło dla historii dojrzewania, formowania tożsamoœci, formowania się artysty i jego drogi twórczej. I tu następuje pierwsza przewrotka: wszystko to zostaje opowiedziane w rodzaju żeńskim, mamy bohaterkę, artystkę, jej życie, jej drogę. Jak gdyby Ferrante opowiadała te europejskie powieœci formacyjne na nowo, od podszewki, uzupełniajšc obraz o przegapionš dotšd perspektywę. To taki anty-Amarcord: dzieciństwo nie jest mitycznš arkadiš, ale łšczy się z klasowo rozdartym społeczeństwem. Artystka to nie wywyższony geniusz, ale osoba nieustannie walczšca o zrozumienie. Kobiety nie sš aniołami opiekuńczymi głównego bohatera, tylko głównymi bohaterkami. I dlatego sięgnęłam po tę powieœć – teraz jest czas na opowiadanie o tym, co wspólne, uniwersalne, codzienne i polityczne z kobiecej perspektywy. Mój teatr jest nieustannym poszukiwaniem bohaterek dla sceny i powieœci Ferrante, œwietnie nadajš się do wykreowania tychże. Ciekawi mnie też jej umiejętnoœć łšczenia prywatnego z publicznym, tworzenia spójnego obrazu doœwiadczenia czyjegoœ życia, w którym tak samo ważne sš idee, jak i najmniej z pozoru ważne zdarzenia codzienne.

Czy lektura była również czytelniczš frajdš czy raczej kierowała się pani intuicjš potencjału do skonstruowania opowieœci o tożsamoœci i wykluczeniu?

Lektura Ferrante była dla mnie wielkim przeżyciem. Literatura realistyczna rzadko podbija moje serce – tu jednak trudno było się oprzeć pomysłom autorki, która w wyjštkowy sposób opisuje doœwiadczenia intymne, wstydliwe, jednoczeœnie rzutujšc je na szeroki plan społeczny. W USA mówi się o „ferrante Fever", czytelniczej goršczce. I ja tej goršczce uległam, czytałam te powieœci zupełnie dla siebie. Bardzo zaimponowała mi zawarta w nich zachęta do œwiadomego przeżywania swoich doœwiadczeń – introspekcyjnego, poza kategoriami wstydu, winy. Dużo póŸniej pomyœlałam o tych ksišżkach jako o materiale na spektakl. To była w sumie trudna decyzja: żeby zrobić spektakl, trzeba się zdystansować do materiału, a ja do Ferrante nie chciałam się dystansować. Ten dystans udało się złapać dopiero wtedy, kiedy zaczęliœmy wraz z Piotrem Wawrem jr., dramaturgiem przedstawienia i współautorem adaptacji, metodycznie przyglšdać się tetralogii poprzez filtry wybranych tematów, jak np. seksualnoœć, portret macierzyństwa etc.

Tak zwany Zachód funkcjonuje wcišż w Polsce na zasadzie dawnego Peweksu, ale równolegle mamy takie perspektywy jak „Vernon Subutex" czy rozgrywajšcy się w Neapolu serial „Gomorra". Jakie konotacje ma dziœ „Zachód" dla pokolenia, które funkcjonuje tu i tam?

Myœlę, że ta sprawa jest bardzo złożona. Czuję się przede wszystkim Europejkš, ale nie mam problemu z byciem Europejkš wschodniš czy niezachodniš. Bardziej od Paryża interesuje mnie Lublana. Zachód dla mojego pokolenia nie konotuje chyba jakiejœ jednej rzeczy. Powieœci Ferrante nie odbieram zresztš do końca jako opowieœci o Zachodzie – bo akcja dzieje się przede wszystkim na pełnym kompleksów Południu, w regionie, który ma silne poczucie wykluczenia i zdradzenia przez Północ. To doœć aktualny temat. Epicka opowieœć Ferrante, obejmujšca wiele dekad włoskiej historii, bardzo ciekawie pracuje w zestawieniu z polskš współczesnoœciš, która – ze względu na uwarunkowania historyczne – sprawia, że niektóre procesy przeżywamy z opóŸnieniem lub że kolejne fale różnych zjawisk nakładajš się na siebie. I tak, paradoksalnie, mogš być nam bliskie pytania włoskiej lewicy lat 70. czy dyskurs feministyczny tamtych lat. Zachód, w tym przypadku Włochy czy włoskoœć, pracujš w naszym spektaklu trochę na prawach fantazji, głównie dzięki scenografii i kostiumom Karola Radziszewskiego, silnie inspirowanych włoskš modš i designem. To takie Włochy na niby, barwny powidok Zachodu, wcielona aspiracja wypełniona włoskš muzykš i językiem; kosmos powołany po to, żeby trochę inaczej przejrzeć się w problemach własnej kultury, poza planetš Polska.

Tetralogia neapolitańska uznawana jest za prozę feministycznš. Czego w tym gatunku brakuje pani w Polsce?

Nie mam kompetencji, aby wypowiadać się arbitralnie o całoœci feministycznej prozy w Polsce. To, co przeszkadza mi zazwyczaj, to pewna nadwyżka mitologizujšca i życzeniowa, postulatywna – tymczasem u Ferrante feminizm funkcjonuje poza przestrzeniš jakiegokolwiek mitu, jest namiętnie zanurzony w materialnym doœwiadczeniu codziennoœci. Bezczelnie zanurzony jest także w sprzecznoœciach: bohaterowie nieustannie zdradzajš własne poglšdy. To feminizm bardzo mocno zaznaczony, ale jednoczeœnie pracujšcy na żywym doœwiadczeniu; empatyczny, klasowo œwiadomy i cielesny.

Czy skrywana za pseudonimem tożsamoœć autorki/autora przydaje powieœci dodatkowej pikanterii, stanowi jeden z tematów spektaklu? Intrygowała paniš ta kwestia?

Sšdzę, że decyzja Eleny Ferrante o pozostaniu autorkš widmo jest imponujšca i zupełnie zrozumiała w œwiecie, w którym twórca coraz częœciej staje się markš, brandem, a jego czy jej twórczoœć nie ma szans na uczciwš ocenę i bezinteresowny zachwyt czy niehejterskie odrzucenie. Tożsamoœć autorki nie jest więc tematem spektaklu – ale oczywiœcie sam temat tożsamoœci jest tu kluczowy, więc te sprawy się jakoœ zazębiajš.

Jakiej formy możemy się spodziewać na scenie?

Eklektycznej. Z meduzš Versace na sztandarach, z muzykš Krzysztofa Kaliskiego i Macieja Szymborskiego, inspirowanš włoskimi hitami – od Carla Gesualdo, Luigiego Nono po neapolitańskie piosenki i neomelodico.

Czy zmiana w Polskim sprawiła, że kondycja Współczesnego we Wrocławiu się zmieniła?

W odpowiedzi na to pytanie chciałabym wyrazić podziw dla aktorów, z którymi mam przyjemnoœć pracować we Współczesnym – ze szczególnym uwzględnieniem Anny Kiecy, grajšcej w naszym przedstawieniu głównš rolę.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL