Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Dolny Œlšsk

Mówię, jak jest, i się nie boję

Jeœli nie zmieni się jakoœć szkolenia i nie sprawimy, że w Polsce od malucha po juniorkę w koszykówkę będš grać setki tysięcy dziewczšt, to choćby selekcjoner co pištek pił kawę ze œwiętym Piotrem, cudów nie będzie – mówi Katarzyna Ziobro-Franczak, prezes Œlęzy Wrocław, kobiecego koszykarskiego mistrza Polski.

Rz: „Zakochałam się w koszykówce, co wczeœniej wydawało mi się absurdalne" – powiedziała pani rok temu...

Katarzyna Ziobro- -Franczak: Ale to prawda. Nigdy nie myœlałam, że emocjonalnie mogę być tak blisko tego sportu. Kiedyœ, gdy na ekranie telewizora widziałam mecz koszykówki, sięgałam po pilota. Pochodzę z Rzeszowa, od dziecka tata zabierał mnie na mecze piłki nożnej i siatkówki. Wcišgnęłam się w to. W siatkówkę grałam do czasu studiów, piłkš nożnš interesuję się cały czas. Œmiało mogę stwierdzić, że jest najbliższa mojemu sercu. O koszykówkę otarłam się tylko w szkole, na lekcjach wychowania fizycznego. Byłam wyższa niż koleżanki, nauczyciele kazali mi stać pod koszem i czekać na piłkę. To było nudne.

Zmieniło się, gdy zaczęła pani pracować w Œlęzie?

Nie od razu. Najpierw, przez pół roku, w klubie zarzšdzałam marketingiem. Pamiętam pierwszy mecz: stałam przy œcianie, jednym okiem patrzyłam na parkiet, bo naprawdę œrednio mnie to interesowało. Nagle przyszła myœl: jak ja wytrzymam do końca? Za chwilę druga, gorsza: jak ja wytrzymam do końca sezonu? Był listopad, rozgrywki kończyły się w kwietniu.

Jak pani trafiła do klubu?

Przez przypadek. Tak samo jak do Wrocławia. Miałam studiować w Poznaniu i naukę łšczyć z grš w siatkówkę. Nie wyszło. Był wrzesień, rekrutacje na publiczne uczelnie dawno się skończyły. Chciałam studiować fizjoterapię i miałam do wyboru dwie prywatne szkoły – w Warszawie i we Wrocławiu. Stolica nie bardzo mi się wtedy widziała, przyjechałam tutaj. Planowałam, że będę przez rok, a póŸniej pomyœlę, co robić dalej. Zostałam i właœnie rozpoczšł się mój 11. rok w tym mieœcie. Po studiach otworzyłam klub fitness. Nie miałam żadnego doœwiadczenia, żeby go prowadzić, i miłoœci do tego biznesu. Popełniłam mnóstwo błędów, ale mimo to nawet nieŸle mi szło. Przynosiło pienišdze, więc na poczštku nie narzekałam. Chciałam jednak czegoœ więcej, zmienić coœ zawodowo. Znalazłam w internecie ofertę pracy w klubie sportowym, wysłałam aplikację. Zadzwonili ze Œlęzy, wtedy, jak myœlałam, klubu piłkarskiego. Dopiero póŸniej dowiedziałam się, że ma on co prawda takš sekcję, ale w niższej lidze, a dużo wyżej w rozgrywkach występuje zespół koszykarek.

Jakie dzisiaj jest pani podejœcie do koszykówki?

Nie chcę utrwalać stereotypu, że kobieta zmiennš jest, ale dzisiaj mam o 180 stopni inne zdanie o tym sporcie. Oczywiœcie, w Œlęzie zostawiam serce, płuca, wštrobę i co tam jeszcze mam. A co do samej koszykówki, to może nie jestem teraz w pełni obiektywna, ale z tego, co obserwuję podczas meczów ligowych, atmosfera może robić wrażenie. Sš kibice żywiołowo i kulturalnie dopingujšcy. Mecze sš nie tylko widowiskami sportowymi, ale – jak jest to w USA – prawdziwym show, z wieloma dodatkowymi atrakcjami. Kibicujš całe rodziny, trybuny wypełniajš gwar, œmiech i emocje. Kluby dobrze wykorzystujš rosnšcy popyt na koszykówkę, powstajš kolejne dziecięce akademie. Problemem jest jednak cišgle to, żeby ten bardzo dobry produkt zainteresował sponsorów. Nie wiem, z czego wynika ich brak na poziomie lokalnym, zachodzę w głowę, dlaczego tak się dzieje. Nikt z tzw. góry nie pomaga klubom, żeby na tym sponsorskim rynku było im łatwiej pracować. Jeœli więc w klubie czegoœ sobie nie wypracujemy, nikt nie da nam narzędzi do zarabiania pieniędzy. A takim narzędziem jest chociażby telewizja.

W promocji dyscypliny i zainteresowaniu sponsorów pomógłby może sukces reprezentacji?

Za przykład zawsze podaję Premier League, najbogatszš piłkarskš ligę œwiata. Gdzie w jej sukcesie jest reprezentacja Anglii i kiedy odniosła ostatni sukces? Jeœli przyjmiemy tezę, że tylko sukces reprezentacji pomógłby w promocji koszykówki w Polsce, to jutro powinnam złożyć wniosek do sšdu o rozwišzanie spółki Œlęza Wrocław. Jeœli taki argument pada, jest on jedynie wymówkš, żeby nic nie robić. Spektakularnych sukcesów reprezentacji, przy ogromnym szacunku do naszej kadry, zawodniczek i trenerów, nie będzie jeszcze długo. I to nie jest brak wiary, tylko chłodna ocena sytuacji. Jeœli nie zmieni się jakoœć szkolenia i nie sprawimy, że w Polsce od malucha po juniorkę w koszykówkę będš grać setki tysięcy dziewczšt, to choćby selekcjoner co pištek pił kawę ze œwiętym Piotrem, cudów nie będzie. Można stworzyć ligę, która jest silna marketingowo, ale osoby, które tym zarzšdzajš, powinny postawić przed sobš duże lustro, uważnie w nie spojrzeć i szczerze sobie odpowiedzieć na pytanie, co zrobili, żeby pomóc klubom w tej codziennej orce w walce o sponsorów czy zwiększanie popularnoœci dyscypliny.

Nie oszczędza pani też Basket Ligi Kobiet, m.in. piszšc na Twitterze, że liga „gotowa już jest na żałobę po samej sobie... Grafik niczym psycholog szpitalny przygotowuje nas na traumę... Marketing BLK ociera poœladkiem o twardy beton... a jego twórcy powtarzać będš, że to zabieg w SPA...".

A skłamałam choćby w jednym słowie? Mówię, jak jest, i się tego nie boję. Ten tweet był odpowiedziš na graficznš zapowiedŸ kolejki, która wyglšdała jak żałoba, a nie coœ, co ma zachęcić kibica do przyjœcia na mecz. Do obejrzenia spotkania w telewizji, rzecz jasna, nie nawišzuję, bo takich transmisji póki co nie ma, chyba że klub sam sobie je załatwi lub kupi. Ktoœ powie, że cały czas krytykuję, ale co mam chwalić? Rozumiem, że jest ciężko, lecz my, kluby, chodzimy od drzwi do drzwi, namawiajšc kolejne firmy do sponsorowania. Wymyœlamy akcje społeczne, kampanie marketingowe, które majš przycišgać zainteresowanie mediów, kibiców, a co za tym idzie – sponsorów. Władze ligi majš 13 razy łatwiej, bo tyle klubów majš do zaoferowania potencjalnym sponsorom, z tylu miast Polski i z tyloma niesamowitymi potencjałami. Tylko trzeba chcieć, mieć pomysł, plan i pracować, a nie tylko mówić, że się pracuje.

Od stycznia liga ma sponsora tytularnego – Energę.

Cieszę się, że ktoœ nowy pojawił się przy koszykówce i być może da jej impuls czy też tę tytularnš „energię". Oby tak było, bo potencjał dyscypliny jest ogromny! Nie bez przyczyny, to drugi najpopularniejszy sport zespołowy na œwiecie. Mam nadzieję, że praca marketingowa i obsługa nowego kontraktu będzie lepsza niż polityka komunikacyjna ligi. Bo za wielkie faux pas uważam fakt, że jako kluby tworzšce tę ligę o nowym sponsorze dowiadujemy się z Twittera. Zresztš jakoœć portali społecznoœciowych ligi i osób niš zarzšdzajšcych to temat na innš dyskusję. Zbigniew Boniek, prezes PZPN, jest gwiazdš mediów społecznoœciowych. Za takimi ludŸmi idš firmy – sponsorzy, którzy chcš się pokazać i reklamować obok kogoœ takiego. Profile najważniejszych osób w koszykówce nie sš Ÿle prowadzone, ich po prostu nie ma. A gdy kogoœ nie ma, to, niestety, nie istnieje. Brutalne, ale w dzisiejszych czasach prawdziwe do bólu.

Jak pani przekonuje sponsorów?

To bardzo trudne pytanie. Œlęza do dzisiaj nie ma sponsora tytularnego i to moja wina, jako prezesa klubu. Tylko ja już naprawdę nie wiem, co mam robić i jak. Prób sprzedaży, czyli – mówišc wprost – znalezienia zarówno sponsora tytularnego, jak i innych oraz partnerów, podjęliœmy wiele. Pisaliœmy listy, przygotowywaliœmy oferty, organizowaliœmy specjalne sesje zdjęciowe, kręciliœmy filmy reklamowe, wszystko dla potencjalnych sponsorów. I absolutnie nic nie działa. Co więcej, wielu nas chwali, klepie po ramieniu i mówi: superrobota, ale my nie możemy was wesprzeć, bo... i tutaj zaczyna się lista powodów. Mój ulubiony to „decyzyjnoœć" – w Rio de Janeiro, Paryżu, Nowym Jorku itp., itd. A my przecież nie przychodzimy po jałmużnę, lecz przynosimy ofertę, na której firma może skorzystać. Ale żeby tak się stało, wystarczy tylko – albo aż – chcieć. A odpowiedzi, nawet odmowne, należš do rzadkoœci. Dużo częœciej zbywa się nas milczeniem, nieodbieraniem telefonów, nieodpisywaniem na e-maile albo przesuwaniem decyzji na œwięty nigdy. Ale nie poddajemy się, bo nasz produkt – Œlęza Wrocław – zasługuje na to, żeby o niego walczyć. Mamy dobre wyniki medialne, sportowo jesteœmy jednš z czołowych polskich ekip, nasza hala jest pełna kibiców, akademia prężnie się rozwija. Jak to się mówi: żeby złowić rybę, trzeba zarzucić wędkę, i my po raz kolejny to zrobimy, bo wierzę, że w końcu się uda. Nie wciskamy nikomu zgniłych jabłek, tylko koszyk fajnych i czerwonych. Ktoœ w końcu zrobi z nich pysznš szarlotkę.

Swojej drużyny też pani nie oszczędza: „A tymczasem w Krakowie żenujšcy spektakl prezentujemy... aż wstyd przed kibicami, którzy pojechali to oglšdać". To o meczu z Wisłš CanPack Kraków. Nie za ostro?

Ostre sš papryczki chili albo nowa żyletka. To były prawdziwe słowa. Spotkanie mistrza i wicemistrza kraju nie może stać na takim poziomie – i tyle. Potrafię zrozumieć wiele rzeczy, jestem cierpliwa i często staram się łagodzić różne sytuacje. Potrafię i zganić, ale też – co ważniejsze – pochwalić, nawet po porażce. Ale po takiej, w której serce i beczka potu zostały na boisku.

Tak było w dwumeczu z Węgierkami z KSC Szekszard w europejskim pucharze?

Na przykład wtedy. EuroCup był dla nas œwietnš przygodš i dał dużo doœwiadczenia. Sportowo, bo dziewczyny sprawdziły się w grze na wysokim poziomie z zespołami z innych krajów, oraz organizacyjnie dla nas, bo dużo się nauczyliœmy. Z rozgrywkami pożegnaliœmy się pechowo. Wygraliœmy wszystkie mecze w grupie, póŸniej dwa razy pokonaliœmy Universitesi Stambuł, raz – w kolejnej rundzie – wspomniane Węgierki, ale w pierwszym meczu różnicš pięciu punktów. W rewanżu przegraliœmy dziesięcioma i odpadliœmy.

Czy w tym roku Œlęza też będzie grać w finale polskich rozgrywek?

W tym sezonie w lidze jest tak dużo silnych klubów, że każdy z czołówki może się bić o medal. Trudno będzie powtórzyć wynik z zeszłego roku. Jeœli zagramy o medal, będzie to dla nas ogromny sukces.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL