Krzysztof Łanda: Niektóre prywatne placówki po wprowadzeniu sieci szpitali mogą upaść

aktualizacja: 17.08.2017, 07:55
Krzysztof Łanda
Krzysztof Łanda
Foto: materiały prasowe

Rozmowa | Krzysztof Łanda były wiceminister zdrowia, konsultant Dentons Business Services

REDAKCJA POLECA

Rz: Dlaczego nie udaje się zmniejszyć kolejek do lekarzy? Nie maleją w publicznej służbie zdrowia, a na domiar złego zaczęły się wydłużać również te w prywatnych lecznicach.

Krzysztof Łanda: Każdy lekarz wie, że należy likwidować przyczynę, a nie objawy choroby. Kolejki są zaś jedynie objawem choroby, której przyczyną jest to, że politykom bardzo łatwo przychodzi dopisywanie do koszyka świadczeń gwarantowanych kolejnych świadczeń, ale nie idą za tym dodatkowe środki z budżetu. Nowe świadczenia odbierają pieniądze na najbardziej potrzebne procedury.

A dlaczego rosną kolejki w prywatnej służbie zdrowia?

Możliwości są dwie. Albo toczy ją ta sama choroba co NFZ, albo właściciele tych placówek podnoszą ich rentowność, tnąc koszty poprzez np. zmniejszenie liczby lekarzy. Te oszczędności zwiększają dochody.

Może przygotowują się w ten sposób na wejście w życie sieci szpitali, co może spowodować, że stracą od października kontrakty z NFZ?

Bicie w dzwony w tym przypadku jest przesadzone. Poprzedni rząd latami unikał otwierania konkursów, nie panował także nad tworzeniem nowych placówek, które chętnie wyciągały ręce po publiczne pieniądze. Ten rząd chce to zrobić inaczej. Wskazał jednostki najważniejsze dla zdrowia Polaków. Dostaną one finansowanie na dobrym poziomie. Natomiast te, które są mniej istotne, a podczas ich tworzenia nikt nie zapytał ministra zdrowia, czy wpisują się one w mapę potrzeb zdrowotnych, mogą mieć kłopoty z finansowaniem, a niektóre nawet zbankrutować. Należy to potraktować jako ryzyko biznesowe tych, którzy takie placówki zakładali.

A czy w okresie przejściowym należy się spodziewać zamieszania, które wydłuży kolejki do lekarzy?

Dotychczasowe kontrakty niewiele się różnią od nowych ryczałtów. Podobny będzie sposób rozliczenia. Pozostaną grupy jednorodnych pacjentów i jeśli szpital nie wypracuje odpowiedniej liczby świadczeń w następnych latach, będzie to miało wpływ na wysokość ryczałtu.

Praprzyczyną kolejek jest brak pieniędzy w służbie zdrowia. Gdzie zatem szukać pieniędzy na jej finansowanie?

Po pierwsze trzeba uporządkować koszyk świadczeń bo to przyniesie realne oszczędności systemie. Aby znaleźć dodatkowe pieniądze można rozważyć kilka możliwości. Albo trzeba dolać pieniędzy do systemu. Mogą to być pieniądze z budżetu. Albo wprowadzić współpłacenie, tyle że nie takie niskie opłaty, jakie proponował poprzedni rząd, bo to nic nie daje, a jest jednocześnie bardzo ryzykowne politycznie. Proponowałbym tu raczej udziały własne pacjentów w kosztach świadczeń medycznych. Albo trzeba wprowadzić ubezpieczenia dodatkowe, ale nowego typu. Nie takie jak dzisiaj funkcjonują ubezpieczenia suplementarne, które żerują na niewydolności publicznego systemu. Bo im dłuższe są kolejki do lekarzy w szpitalach publicznych, tym dla nich lepiej, bo więcej osób decyduje się na wykupienie abonamentu.

Jakie nowe ubezpieczenia pan proponuje?

Są to ubezpieczenia komplementarne, uzupełniające a nie stanowiące konkurencji dla systemu publicznej służby zdrowia. Z oceny aktuarialnej, jaką przeprowadziliśmy kilka lat temu na zamówienie PZU wynikało, że takie ubezpieczenie mogłoby kosztować od 50 do 80 złotych miesięcznie, czyli naprawdę niedużo. Wówczas z tych pieniędzy mogłyby być finansowane usługi medyczne spoza koszyka świadczeń gwarantowanych, z wykorzystaniem najnowszych technologii medycznych. Zaletą tego systemu jest to, że pozwoliłby skumulować pieniądze już dziś, a wypłaty następowałyby dopiero za kilka lat. Z uzyskanej w ten sposób nadwyżki można by sfinansować opiekę nad osobami w wieku np. 65 czy 70 +.

—rozmawiał Mateusz Rzemek

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE