Wywiady

Wiceprezes Qatar Airways: Będziemy rozwijać się w Polsce

Jonathan Harding, wiceprezes Qatar Airways
materiały partnera
Polska jest największym i najszybciej rosnącym rynkiem regionu. Jest dla nas bardzo ważna i to z wielu powodów - podkreśla Jonathan Harding, wiceprezes Qatar Airways, w rozmowie z Danutą Walewską.

Minęło pół roku od ogłoszenia przez państwa Zatoki Perskiej blokady politycznej i gospodarczej Kataru. Dla linii lotniczej to ogromne wyzwanie?

Rzeczywiście w pewnym stopniu ucierpieliśmy z tego powodu. Zmuszeni byliśmy zamknąć 18 połączeń w kilkunastu krajach. Przeważająca większość naszej siatki jednak nie ucierpiała. Qatar Airways latają do ponad 150 miast, nie jest to więc znacząca część naszego ruchu. Jesteśmy linią globalną i nasza siatka połączeń również jest globalna. Dlatego w tej chwili nie widać specjalnego negatywnego efektu.

Zostawiliśmy politykę politykom, dyplomację dyplomatom. Jesteśmy zwykłymi biznesmenami, którzy przede wszystkim dbają o jakość produktu. Nie mówiąc o tym, że otwieramy nowe połączenia w niespotykanym wcześniej tempie. Kiedy zapowiedzieliśmy, że otworzymy połączenie do Nicei, zrobiliśmy to bez dnia opóźnienia. Podobnie było z Dublinem i wielu miastami w Europie Wschodniej. W tej chwili mogę z przekonaniem powiedzieć, że biznes wrócił do normalności.

Ale chyba trudno było pozyskać nowych tak bogatych pasażerów, którzy latali z Qatar Airways z krajów Zatoki Perskiej. Przecież o nich rywalizują wszystkie linie lotnicze.

Ten ruch także odbudowujemy. Nie mamy problemów z zapełnieniem kabin z przodu samolotu.

Blokada jest związana z wyższymi kosztami operacji. Niektóre samoloty, które startują z Dohy, muszą ominąć przestrzeń powietrzną Emiratów Arabskich. Czy w związku z tym wydłużył się czas lotów i rotacji samolotów?

Rzeczywiście tak się stało. Ale, jak mówiłem, niekorzystny efekt jest bardzo ograniczony. Dlatego rozbudowaliśmy siatkę na trasach europejskich, otworzyliśmy połączenia do miejsc, których wcześniej nie braliśmy pod uwagę, jak na przykład Chiang Mai w Tajlandii. Dzięki temu nasza globalna siatka nieustannie rośnie.

Nie zmieniliśmy też planów powiększenia floty. Raz na 5-10 dni przylatuje do Dohy nowy zamówiony samolot.

Latem branża lotnicza prognozowała, że Qatar Airways właśnie z powodu blokady będą rezygnować z dostaw nowych maszyn, bądź przesuwać ich odbiór na później. Wiem, że ta blokada kosztowała sporo nerwów i Boeinga, i Airbusa, dla których Qatar jest jednym z głównych klientów. Jak to możliwe, że tak się nie stało?

Dokonaliśmy niewielkich zmian w kierunkach ekspansji, to wszystko. I rzeczywiście nie odwołaliśmy ani jednej dostawy. W naszym portfelu zamówień mamy w tej chwili 350 maszyn. W ciągu ostatnich 12 miesięcy ogłosiliśmy 28 nowych połączeń. Byliśmy pierwszym klientem odbierających boeingi 787 i airbusy 350. Obydwa modele zmieniają lotnictwo, są zaawansowane technologicznie, ale przede wszystkim zwiększą komfort podróży.

Efektem większej podaży na rynku europejskim jest otwarcie drugiego codziennego rejsu z Warszawy do Dohy. Czy rzeczywiście w Polsce jest aż taki popyt na te loty? 

Zatrzymaliśmy duży samolot A330 na jeden rejs i dodajemy jeszcze A320 na drugi. Czyli na trasie z Dohy do Warszawy dodaliśmy 132 miejsca w obydwu kierunkach. Popyt na polskim rynku w pełni to uzasadnia.

Musicie więc sprzedać dwa rejsy, czy w tej sytuacji polscy pasażerowie mogą oczekiwać częstych promocji?

Mamy kilka kampanii wyprzedażowych w ciągu roku. Największa jest zawsze na początku roku i kończy się 16 stycznia. Ale rzeczywiście w sytuacji, kiedy wprowadzamy drugi rejs, można będzie liczyć często na takie akcje. Taką strategię mamy zresztą na rynku światowym, którego Polska jest w tej chwili mocnym punktem.

Jak ważny jest dla Qatar Airways polski rynek?

Bardzo ważny i to z wielu powodów. Kiedy otwieramy jakiekolwiek nowe połączenie do Azji, natychmiast widać rosnący ruch z Polski. A cały region nieustannie nabiera znaczenia w naszej siatce połączeń. Oprócz Warszawy, gdzie w grudniu obchodziliśmy 5-rocznicę rejsu inauguracyjnego, latamy również do Budapesztu, Pragi, Kijowa, do Skopje i Sarajewa na Bałkanach. Ale oczywiście Polska jest największym i najszybciej rosnącym rynkiem.

A w tej chwili, z drugim rejsem dziennie skrócił się czas przesiadki w Dosze. Dodatkowo jeszcze nasza linia blisko współpracuje z organizacją promującą sam Katar, jako cel turystyczny. Dzięki temu każdy pasażer, który czeka na przesiadkę przynajmniej pięć godzin może dostać bezpłatną wizę tranzytową, pozwalającą zatrzymać się na cztery dni. Mamy też pakiet Discover Qatar - pasażer nie płaci za jedną noc w pięciogwiazdkowym hotelu, a pozostałe stawki są znacznie obniżone. Doha jest autentycznym arabskim miastem, ale ciągle mało znanym.

Qatar Airways należą - według pasażerów głosujących w ranking portalu Skytrax - do klubu kilku na świecie linii pięciogwiazdkowych. Utrzymanie takiego statusu musi być wyzwaniem dla przewoźnika.

Prezes Qatar Airways Ahmed al-Baker zawsze koncentruje się na szczegółach. Jest bardzo uważnym pasażerem i jego uwagi nie uchodzi najmniejsze uchybienie czy niedociągnięcie. Nieustannie rozmawiamy z pasażerami, staramy się wyprzedzać ich potrzeby. To wiąże się z odpowiedzialnością każdego pracownika: przy rejestrowaniu pasażerów, na lotnisku, w powietrzu, i po wylądowaniu. Ale także z odpowiednio wyliczonym czasem na przesiadki na naszym lotnisku w Dosze. Ale wszyscy wiemy, że te pięć gwiazdek nie jest danych raz na zawsze i wiążą się one z odpowiedzialnością, że nie wolno nam ani jednej stracić. Robimy więc wszystko, aby tak się nie stało.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL