Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wywiady i rozmowy

Malejonek: Aleppo jak Warszawa

Dariusz Malejonek
Rzeczpospolita, Darek Golik
Syryjczycy tak naprawdę nie chcš opuszczać swojego kraju. Oni potrzebujš tylko tego, co niezbędne do godnego życia: dachu nad głowš i koœcioła albo meczetu – mówi Łukaszowi Lubańskiemu znany polski muzyk, angażujšcy się w pomoc Syrii.

Rzeczpospolita: Niebawem minie rok, odkšd razem z Salezjańskim Wolontariatem Misyjnym pojechał pan do Aleppo. Także po powrocie do Polski angażuje się pan w pomoc dla Syryjczyków, występujšc na charytatywnych koncertach. Oprócz tego, w internecie można kupić jako cegiełkę płytę „Nieœmiertelni".

Dariusz Malejonek: Płytę nagrałem wspólnie z Salezjańskim Wolontariatem Misyjnym Młodzi Œwiatu, którego wolontariuszem jestem od dziesięciu lat. Cały dochód z płyty zostanie przeznaczony na pomoc w Aleppo. Jest to projekt mówišcy o męczeństwie chrzeœcijan w dzisiejszym œwiecie, poczšwszy od historii Asi Bibi, uwięzionej chrzeœcijanki, o której œpiewa Muniek Staszczyk, po historię Habili Adamu, Nigeryjczyka, ojca, męża, do którego mieszkania wtargnęła bojówka Boko Haram, dajšc ultimatum: „Albo wyprzesz się wiary, albo umrzesz".

Jak się ta historia zakończyła?

Habila nie wyparł się Jezusa Chrystusa, za co jeden z bojówkarzy strzelił mu z kałasznikowa w twarz. Mężczyzna upadł, był cały we krwi, a sprawcy myœleli, że nie żyje. Był na skraju œmierci, gdy stał się cud. Habila przeżył. Teraz jeŸdzi po całym œwiecie, był również w Polsce, i jest żywym œwiadectwem męczennika. Dodam, że w nagraniu płyty, oprócz takich muzyków, jak m.in. Sebastian Karpiel-Bułecka, Natalia Niemen czy bracia Golec, uczestniczył także syryjski muzyk Adeb Chamoun, który niegdyœ studiował w Aleppo, a obecnie mieszka w Polsce.

W Aleppo spędził pan tydzień. Co pan zobaczył?

Widziałem ludzi, którym wymordowano całe rodziny, wszystkich bliskich. Mimo tragedii, jakš przeżyli, nie wyparli się jednak swojej wiary. To jest niesamowite. Ci ludzie nie czujš nienawiœci do swoich oprawców. Przebaczajš im. To jest największe œwiadectwo człowieczeństwa.

Dlaczego w ogóle pojechał pan do Syrii?

Oglšdajšc w mediach to, co się tam dzieje, zastanawiałem się, czy można jakoœ pomóc. Postanowiłem tam pojechać. Poczštkowo nie mieliœmy zgody na opuszczenie Damaszku. Ale akurat doszło do trzydniowego zawieszenia broni, usłyszeliœmy, że możemy jechać. Zawieszenie broni nie było do końca respektowane. Tak więc przez trzy dni bomby i tak wybuchały, tyle że było ich mniej niż zwykle. Z jednej strony czułem radoœć, że jedziemy. Z drugiej strony – lęk. Byliœmy wówczas jedynymi ludŸmi z Europy w Aleppo. Nie liczšc franciszkanki – siostry Urszuli, która była w tamtym czasie na misji. Niezwykła osoba.

Czym się zajmowała?

Wszystkim, czym tylko się dało. Byłem pod ogromnym wrażeniem, gdy zorganizowała kuchnię polowš na terenie miejscowego klasztoru. Wydaje się tam 10 tys. posiłków dziennie, które trafiajš do wszystkich potrzebujšcych. Nie tylko chrzeœcijan, także muzułmanów czy po prostu uchodŸców.

Przed wyjazdem miał pan inne wyobrażenie o Syryjczykach?

Jadšc do Aleppo myœlałem, że spotkam ludzi zdołowanych, zgnębionych, zniszczonych. A zobaczyłem ludzi pełnych pokoju ducha, ofiarnoœci, poœwięcenia dla innych, a nawet humoru. Ich postawa to wielkie bogactwo naszych czasów. Majš pozytywne podejœcie do życia, mimo że – o czym powiedział mi biskup greckokatolicki – w Syrii od czasów Jezusa Chrystusa zginęło ok. 20 mln chrzeœcijan. Biskup mówił, że ziemia syryjska jest ochrzczona krwiš.

Mieszkańcy wierzš w możliwoœć odbudowy Aleppo?

Tak, dla nich niezwykłym przykładem jest Warszawa. Na płycie „Nieœmiertelni" jest nawet piosenka o tym, że „Aleppo jak Warszawa jeszcze może z kolan powstać". Syria to niesamowite miejsce. Wielu ludzi pyta: „Dlaczego zajmujecie się akurat sytuacjš chrzeœcijan?". Ano dlatego, że ok. 70 proc. mieszkańców Syrii to sunnici. Zajmujš się nimi przede wszystkim kraje sunnickie, jak Turcja, Arabia Saudyjska czy Katar. Chrzeœcijanami, poza Koœciołem, nie zajmuje się tam nikt. Zimš byłem także w Iraku, w którym jeszcze kilka lat temu mieszkało ok. 1,6 mln chrzeœcijan.

Ilu mieszka tam obecnie?

Około 200 tys. Większoœć uciekła, resztę zamordowano. W Syrii ze względu na trwajšcš wojnę trudno o szacunki. Choć sš miejscowoœci, do których chrzeœcijanie wracajš, takie jak Malula, w której ludnoœć posługuje się jeszcze mowš Chrystusa, czyli językiem aramejskim. Z powrotami jest jednak poważny problem.

Co je utrudnia?

Spalone mury domów zawierajš trujšce pierwiastki; nie można w nich mieszkać. Trzeba budować od nowa. Byłem œwiadkiem jak polski Koœciół pomaga na miejscu. Dzięki naszemu Koœciołowi w Iraku zostało już rozlokowanych 6 tys. rodzin. Sam w grudniu widziałem jak rodziny wprowadzały się do kolejnych 50 nowych domów.

Jak wyglšdała państwa pomoc w Aleppo?

PrzywieŸliœmy pienišdze. Ponadto chcieliœmy rozpoznać potrzeby mieszkańców. Po powrocie od razu zaczęliœmy działać, za poœrednictwem portalu charytatywni.allegro.pl i strony internetowej Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego sprzedaliœmy już ponad 6 tys. płyt cegiełek „Nieœmiertelni". Ponadto oprócz dochodu z płyt wysłaliœmy do Syrii 200 tys. dolarów. Niestety, obecnie mamy problem z ponownym wjazdem do Aleppo.

Potrzebne sš tylko pienišdze?

Organizacja konwojów pomocowych w bieżšcych warunkach jest niemożliwa. Potrzebna byłaby na to zgoda na szczeblu międzyrzšdowym, a Polska teraz nie ma stosunków dyplomatycznych z rzšdem Asada. Na miejscu sš dostępne różne produkty, tylko ludzie nie majš na nie pieniędzy. W tej chwili w Aleppo nie ma wojny. Jest za to morze gruzów. Brakuje pršdu, gazu, medykamentów, na co sš potrzebne œrodki finansowe.

Jak był pan odbierany przez Syryjczyków?

Mieliœmy z nimi bardzo dobre relacje – bez względu na wyznanie. Przed wojnš Syryjczycy – obok Irakijczyków – byli najbardziej tolerancyjnym narodem w tej częœci œwiata. Opowiadano mi, że w dużych miastach, jak Damaszek czy Aleppo – chociaż na wsi różnie z tym bywało – ludzie żyli ze sobš w zgodzie. Chrzeœcijanie i muzułmanie zapraszali się nawzajem na œwięta religijne. Słyszałem, że w czasie wigilii muzułmanie na znak solidarnoœci ubierali w swoich domach choinki. To było niezwykłe. Pomimo dyktatury wolnoœć religijna w Syrii przed wojnš istniała.

Jak wyglšda życie codzienne w Aleppo?

Nie zdajemy sobie sprawy, że w tym mieœcie podczas działań wojennych żyło – po rzšdowej stronie frontu – ok. 1,5 mln ludzi, po stronie rebeliantów – ok. 300 tys. Niektóre dzielnice były prawie nietknięte, gdzie „tylko" jeden dom na dziesięć był zbombardowany, ale były też takie dzielnice, zwłaszcza w zachodniej częœci miasta, które był kompletnie zburzone. Mimo wojennych doœwiadczeń kawiarnie i niektóre sklepy były otwarte. Ludzie starajš się żyć normalnie.

Ktoœ z mieszkańców miasta zapadł panu szczególnie w pamięci?

Spotkaliœmy m.in. Ritę Basmajian, która była na Œwiatowych Dniach Młodzieży. Niesamowita osoba. Wszędzie się udziela, wszystkim pomaga. Trzy razy w tygodniu, wieczorami, pod zburzonym koœciołem, razem z grupš młodych ludzi przy œwiecach i magnetofonie, do którego cudem znaleŸli baterie, po prostu tańczy. Różne tańce: nowoczesne, arabskie... Widzšc te obrazy przypomniały mi się ksišżki o powstaniu warszawskim. W Warszawie w 1944 r. też były kina, teatry. Kwitło życie towarzyskie i kulturalne. Gdy Batalion „Zoœka" wyszedł ze Starówki, z piekła, to powstańcy zobaczyli normalne życie: spacerujšce pary zakochanych, otwarte kawiarnie. To musiał być dla nich szok.

W Polsce jeszcze niedawno trwały spory o słusznoœć przyjmowania bšdŸ nieprzyjmowania uchodŸców. Powinniœmy ich przyjšć?

W politykę się nie mieszam. Każdy powinien pomagać tak jak może. Ale uważam, że przede wszystkim trzeba pomagać na miejscu. Jeżeli tego nie będziemy robić, nie pomożemy chrzeœcijanom w Syrii, to niedługo w ogóle nie będzie tam chrzeœcijan. Syryjczycy tak naprawdę nie chcš opuszczać swojego kraju. Oni potrzebujš tylko tego, co niezbędne do godnego życia: dachu nad głowš, koœcioła albo meczetu – w zależnoœci od wyznania – szkoły dla swoich dzieci i pracy.

Jak pana otoczenie – œrodowisko muzyków, artystów – odbiera to, co dzieje się w Syrii?

Wielu znajomych jest przejętych. Po powrocie z Syrii dostałem mnóstwo pytań o to, jak wyglšda sytuacja na miejscu. Poza tym organizujemy wiele koncertów charytatywnych i żaden z występujšcych muzyków nie pyta o pienišdze. Wszyscy chcš występować. Nikogo nie trzeba do tego przekonywać.

Dariusz Malejonek jest liderem zespołu Maleo Reggae Rockers, wolontariuszem Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego. Grał m.in. w zespołach Armia, Moskwa i Izrael.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL