Wywiady i opinie

Andrzej Malinowski: Specjalna strefa dla… każdego

Fotorzepa, Robert Gardziński
Lokomotywami postępu są ci, dla których słowo „niemożliwe" nie istnieje. To oni dokonują przełomowych wynalazków. To oni prowadzą firmy do błyskotliwych sukcesów na rynku.

Nie bez powodu Henry Ford mawiał: „Potrzeba nam pewnej ilości ludzi, którzy za nic w świecie nie uwierzą, że coś jest niemożliwe". Sęk w tym, że ludzie z pomysłem mają w Polsce szczególnie trudne życie. Są jak ruchome tarcze strzelnicze dla urzędów, fiskusa czy zawistnych kolegów z branży. To może się niedługo zmienić.

Mowa o projekcie Ministerstwa Rozwoju zmieniającym ustawę o specjalnych strefach ekonomicznych (SSE). Dokładniej – o przekształceniu całej Rzeczypospolitej w specjalną strefę dla... każdego! Dziś mamy w Polsce 14 SSE, w których inwestorzy mogą liczyć na bonusy. Otrzymują ulgi podatkowe, dopłaty czy darmową infrastrukturę. Czy to źle? Nie! Złe jest to, że nie wszyscy mogą z tych dobrodziejstw korzystać.

SSE stały się przystanią przede wszystkim dla wielkich zagranicznych koncernów. W dodatku tak ważne dla naszej gospodarki kryterium innowacyjności nie było najważniejsze przy pozyskiwaniu inwestorów. Liczyło się to, ile powstanie nowych miejsc pracy. Czy to będzie praca przy skręcaniu obudów lodówek czy w laboratorium badawczym, miało mniejsze znaczenie.

Projekt Ministerstwa Rozwoju wywraca ten skostniały układ do góry nogami. Koniec z granicami. Koniec z preferencją zachodniego kapitału. Wreszcie polski przedsiębiorca mający świetny pomysł na biznes nie będzie tracić życiowej szansy, bo jego rodzinna firma akurat nie jest w obszarze strefy. Jest małym przedsiębiorcą? No to dostanie mniejszą pomoc. Ale dostanie! Obojętnie, gdzie znajduje się jego biznes. Premiowana będzie innowacyjność inwestycji. Słusznie, bo im bardziej nowatorski pomysł, tym łatwiej powinno się otrzymać pomoc.

Polskie małe i średnie przedsiębiorstwa będą mieć nareszcie takie same szanse jak światowe koncerny w staraniach o państwowe wsparcie. Przypomnę, że firmy takie jak Apple, Amazon, Disney czy Mattel zaczynały w... przydomowych garażach. Identyczne garaże są pewnie w Sejnach, pod Grójcem czy gdzieś na Kujawach. Trzeba tylko pomóc ich właścicielom w wybiciu się do nieco większego pomieszczenia. Do tej pory małe polskie firmy nie mogły wejść do SSE, bo były... za małe. No właśnie! Jak do diabła miały urosnąć, skoro nikt im nie pomagał na starcie? Wszyscy wiemy, że to właśnie start jest najtrudniejszy.

W polskich warunkach rozkręcanie biznesu przypomina zresztą pewien skecz Monty Pythona. Jego bohater podejmował próbę skoku w dal przez kanał La Manche. Ponieważ był sponsorowany przez wytwórnię cegieł, w każdej ręce miał pełną ich torbę...

Projekt ustawy za chwilę trafi do konsultacji społecznych. Pracodawcy RP wnikliwie go przestudiują i z pewnością dorzucą wiele cennych propozycji. Będziemy pilnować jednoznaczności przepisów. Żądać gwarancji, że po rozpoczęciu inwestycji żaden urzędnik nie zakwestionuje nagle zawartych wcześniej ustaleń. Nie podważy np. prawa do odliczenia poniesionych już kosztów.

Wielu pewnie powie, że taka rewolucja się nie uda. Że to niemożliwe. Niemożliwe? Powiedzcie to Henry'emu Fordowi.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL