Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Widziane z regionu

Cudzoziemcy cišgnš do wielkich miast

shutterstock
Tam, gdzie jest dużo pracy, tam najszybciej przybywa pracowników z zagranicy. I wbrew mitom nie zabierajš oni miejsca Polakom, wcale nie sš też dużo tańsi.

W Poznaniu stopa bezrobocia to 1,5 proc., a w powiecie poznańskim – 1,8 proc., chętnych do pracy znaleŸć więc trudno – mówi Agnieszka Kownacka z Powiatowego Urzędu Pracy w Poznaniu. – Dotyczy to właœciwe wszystkich branż i zawodów, nie tylko pracowników o wysokich kwalifikacjach, ale także do tzw. prac prostych. Co więcej, przy tych pracach prostych występuje bardzo duża rotacjach, bo ludzie cišgle szukajš lepszych, bardziej satysfakcjonujšcych ofert. Pracodawcy, by poradzić sobie z tymi problemami, sięgajš coraz chętniej po pracowników z zagranicy – wyjaœnia Kownacka.

Mapa cudzoziemców

Pracodawcy z Poznania i okolic zgłosili w zeszłym roku zapotrzebowanie na prawie 68 tys. pracowników z zagranicy, co było jednym z największych poziomów w Polsce. Ale Poznań nie należy do wyjštków. Z informacji zebranych przez „Tygodnik Regionalny" wynika, że w ogóle imigranci zarobkowi najszerszym strumieniem płynš do największych polskich miast (i okolicznych miejscowoœci), czyli do Wrocławia, Warszawy, Krakowa, Gdańska, Łodzi czy aglomeracji œlšskiej. Im mniejsze miasto, tym mniej Ukraińców, co w sumie nie dziwi, a najmniej jest ich poza miastami.

Choć tu sš ważne wyjštki. Po pierwsze, chodzi o takie miejsca, gdzie nietypowo duże sš skupiska firm, m.in. w specjalnych strefach ekonomicznych (jako przykład można wymienić powiat wielicki w woj. małopolskim czy œwidnicki w woj. dolnoœlšskim). Po drugie, o powiaty typowo rolnicze, gdzie potrzeba cudzoziemców do prac sezonowych.

Uzupełnienie deficytów

W powiecie płońskim w zeszłym roku zarejestrowano aż 64,4 tys. tzw. oœwiadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom. To oferty przede wszystkim płynšce od lokalnych gospodarstw rolnych, bo plantatorom trudno znaleŸć chętnych do pracy "na polu" wœród Polaków. W powiecie dominuje uprawa takich owoców jak truskawki czy maliny oraz warzyw - w tym ogórków i kalafiorów. Podobnie jest w sšsiednim powiecie grójeckim (też prawie 65 tys. oœwiadczeń złożonych w zeszłym roku), z tym że tam dominuje sadownictwo.

Także w Warszawie, choć to w stolicy jest najwięcej nowoczesnego biznesu, firmy najczęœciej œcišgajš cudzoziemców do prac prostych – przy sprzštaniu czy na budowie (zdarza, że potrzeba informatyków, ale znacznie rzadziej). – Jeœli chodzi o tę pierwszš kategorię, to wyjaœnienie jest proste – niewiele osób jest skłonnych podjšć pracę w Warszawie za minimalnš płacę – zaznacza Piotr Ryło, zastępca kierownika w Urzędzie Pracy m.st. Warszawy. – Jeœli chodzi o budownictwo, to jest to efekt w ogóle braków kadrowych w tym sektorze.

W woj. pomorskim, głównie w Trójmieœcie i okolicach, popyt na pracowników z zagranicy też jest duży i z roku na rok prawie się podwaja. – Najczęœciej pracodawcy zgłaszajš zapotrzebowanie na takie zawody, które w naszych badaniach definiujemy jako deficytowe – zaznacza Tomasz Robaczewski, rzecznik Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Gdańsku. Chodzi więc o budowlańców, elektryków, kierowców, czy posiadaczy specjalizacji specyficznych dla przemysłu stoczniowego. – Plus branż turystyczna i gastronomiczna, które charakteryzujš się sezonowym brakiem ršk do pracy – dodaje.

Robaczewski również zaznacza, że zdecydowana większoœć mieszkańców Pomorza – co wynika z badań – nie odczuwa i nie skarży się, by ktoœ im zabierał pracę. – Za to zaskakujšce jest, że w tych badaniach aż 55 proc. ankietowanych Ukraińców deklaruje, że chciałoby tutaj zostać na stałe. Zwykle w badaniach ogólnopolskich większoœć goœci ze Wschodu traktuje pracę w Polsce jako stan przejœciowy – mówi.

Praca na czarno

Rosnšca obecnoœć cudzoziemców na polskim rynku pracy oznacza także pewne problemy. Przede wszystkim jeœli o chodzi o pracę na czarno, w uršgajšcych warunkach, czy za grosze. Z danych Państwowej Inspekcji pracy wynika, że w ubiegłym roku co ósmy pracownik z Ukrainy był zatrudniony nielegalnie (choć to znacznie mniej niż w 2016 r.). W mediach za to co i raz opisywane sš przypadki wykorzystywania imigrantów. Na łamach „Rzeczpospolitej" opisywaliœmy niedawno wyniki œledztwa warszawskiej prokuratury, która rozbiła szajkę zatrudniajšcš do niewolniczej pracy Ukraińców i Białorusinów. Szykanowani i zastraszani pracowali po kilkanaœcie godzin dziennie w znanych warszawskich restauracjach, zarabiajšc po 800 zł miesięcznie.

Choć to drastyczny przypadek, Vasily Voskoboynik, prezes Ukraińskiego Stowarzyszenia Międzynarodowego Zatrudnienia (działa na rzecz ucywilizowania i legalizacji pracy Ukraińców za granicš) przyznaje, że wielu obywateli jego kraju z własnego wyboru pracuje w Polsce nielegalnie albo półlegalnie dostajšc „pod stołem" częœć wynagrodzenia. – Wynika to przede wszystkim z panujšcego na Ukrainie przekonania, że dochód należy ukrywać, by unikać podatków, a w ogóle wynagrodzenie najlepiej otrzymywać w kopercie, bez umów i zbędnych formalnoœci – tłumaczy Voskoboynik.

Z kolei obowišzujšce od poczštku tego roku procedury przy œcišganiu cudzoziemców do pracy potwierdziły, że w Polsce w ogóle mamy problem z wiedzš, ilu ich w kraju tak naprawdę jest i co zasadniczo robiš. Okazało się bowiem, że pracodawcy potwierdzajš podjęcie pracy tylko w przypadku 25–30 proc. wydanych tzw. oœwiadczeń o zamiarze zatrudnienia pracownika. Takie oœwiadczenie to swoiste zaproszenie np. Ukraińca do pracy w Polsce. Jeœli 70 proc. nie zostało potwierdzone, to czy to znaczy, że tyle cudzoziemców pracuje na czarno, a może w niezbyt legalny sposób pojechali dalej w Unię, by szukać lepiej płatnej pracy?

Wcale nie tak tanio

Niemniej ci pracodawcy, którzy legalnie zatrudniajš Ukraińców w Polsce, chwalš sobie ich pracę. I apelujš o jeszcze większe ułatwienia w ich zatrudnianiu.

– Pracownicy z Ukrainy ceniš sobie stabilizację, jakš daje umowa o pracę – podkreœla Zbigniew Miodowski, kanclerz Loży Szczecińskiej BCC i prezes firmy Zinkpower Szczecin, która na umowach o pracę zatrudnia ok. 25 ukraińskich robotników, w tym spawaczy i monterów. – W dodatku sš sumienni, zaangażowani i sami dopytujš o możliwoœć pracy po godzinach czy w soboty. – Dla firm optymalne byłoby zatrudnienie pracownika z Ukrainy na dwa, trzy lata lub zatrzymanie go na stałe. Jednak nie pozwala na to obecnie obowišzujšca uproszczona procedura – zaznacza Krzysztof Inglot, prezes agencji zatrudnienia Personnel Service, która specjalizuje się w rekrutacji pracowników z Ukrainy.

Uderzajšce jest, coraz częœciej też pracodawcy wskazujš, że pracownik z zagranicy wcale nie jest dużo tańszy niż ten z Polski. – Wbrew powszechnej opinii, zatrudnianie obcokrajowców nie jest wcale tanie – pracodawca musi ponieœć koszty pozyskania takiego pracownika i najczęœciej jego zakwaterowania – podkreœla Jan Wróblewski, współzałożyciel Zdrojowa Invest & Hotels.

– Oferta pracy obejmujšca jednoczeœnie zakwaterowanie, w tym przede wszystkim organizację noclegów – jest już pewnym rynkowym standardem – zaznacza też Marcin Kołodziejczyk, dyr. ds. rozwoju projektów międzynarodowych w gdańskiej Grupie Progres. – Różne sš jednak formy rozliczania tego benefitu, który nie zawsze jest bezpłatny. Często pracownicy opłacajš częœć kosztów noclegów np. do kwoty 200 zł miesięcznie. Podobnie jest w przypadku codziennego transportu do pracy i z powrotem, który pracodawcy organizujš najczęœciej dla osób mieszkajšcych w odległoœci powyżej 3 km od zakładu. Niekiedy jest on bezpłatny, a czasem pracownicy płacš za dowóz 50–100 zł miesięcznie. Do tego dochodzš posiłki regeneracyjne – także w branżach, gdzie pracodawcy nie sš kodeksowo do tego zobligowani – w tym w branży budowlanej. Niektóre też ich szkolš, pomagajšc np. w zdobyciu certyfikatu spawalnictwa czy uprawnień do prowadzenia wózka widłowego. Wtedy pracodawca organizuje i najczęœciej opłaca szkolenie, które pracownicy spłacajš potem w częœci lub w całoœci.

Dodatkowe benefity

Pracodawcy, którzy planujš zatrudnianie obywateli Ukrainy, najczęœciej zdajš sobie sprawę, że konieczne będzie zapewnienie im dodatkowych benefitów. – Te najbardziej podstawowe to zakwaterowanie i transport do miejsca pracy – wyjaœnia Inglot z Personnel Service. Ciekawe, że widać tu pewne regionalne różnice. Skłonnoœć do zapewniania mieszkań i transportu największa jest w regionach, gdzie bezrobocie jest niewielkie, a o kandydatów do pracy najtrudniej – czyli na Mazowszu, w Wielkopolsce i Dolnym Œlšsku. – Natomiast w województwach zachodniopomorskim czy lubuskim jest ona mniejsza – ocenia Inglot. W badaniu Personnel Service ponad jedna trzecia firm zadeklarowała, że zapewnia pracownikom z Ukrainy œwiadczenia socjalne, m.in. opiekę zdrowotnš, a prawie co trzecia – mieszkanie. Te dodatkowe wydatki podnoszš koszty zatrudniania cudzoziemców nawet o 30 proc.

– Z ich punktu widzenie to bardzo istotne wsparcie, gdyż ogromnej większoœci pracowników ze Wschodu nie stać na szkolenia za kilka tysięcy złotych, które umożliwia im podjęcie konkretnej pracy i buduje ich pozycję wykwalifikowanych pracowników– podkreœla dyrektor z Grupy Progres, która sama zorganizowała i sfinansowała niedawno Ukraińcom szkolenie dla operatorów wózków transportowych.

Zdaniem Krzysztofa Inglota, nie liczšc zakwaterowania i transportu, pracownicy z Ukrainy dostajš zwykle takie same benefity jak Polacy; jeżeli firma oferuje np. darmowe posiłki, to otrzymujš je wszyscy pracownicy. Podobnie jest z kartami sportowymi czy bezpłatnymi szczepieniami dla załogi. W swoim pakiecie œwiadczeń pracowniczych ma je np. potentat drobiarski, grupa Superdrob. Firma, która w swoich zakładach w Łodzi i Karczewie pod Warszawš zatrudnia ok. 400 pracowników z zagranicy, w tym 50 Ukraińców na umowach o pracę.

W sumie, jak wynika z badań Personnel Service, tak naprawdę obecnie niewielu polskich pracodawców zatrudnia Ukraińców po to, by obniżyć koszty pracy. Na takie motywy wskazuje jedynie 3,3 proc. ankietowanych firm. Zdecydowana większoœć– niemal oœmiu na dziesięciu pracodawców, twierdzi że sięgajš po Ukraińców, gdyż nie może znaleŸć lokalnych kandydatów. Co trzeci zatrudnia ich zaœ na stanowiska, na których nie chcš pracować Polacy.

Nic więc dziwnego, że co czwarty z pracodawców byłby skłonny zapłacić Ukraińcowi nawet więcej niż Polakowi.

Opinia

Paweł Sadza, starosta powiatu pszczyńskiego

Nasz powiat ma jeden z najwyższych wskaŸników przedsiębiorczoœci w województwie œlšskim oraz jeden z niższych poziomów bezrobocia (3,3 proc.). Pracodawcy borykajš się z dużymi problemami ze znalezieniem pracowników, zwłaszcza w dużych zakładach produkcyjnych z branży ogrodniczej i rolniczej, dlatego przejawiajš bardzo duże zainteresowanie zatrudnianiem pracowników ze Wschodu, a sprowadzajšc ich do Polski, zwykle zapewniajš zakwaterowanie. W kontaktach z cudzoziemcami występuje czasem bariera językowa. Posiadamy podstawowe ulotki w języku rosyjskim czy ukraińskim dotyczšce np. zatrudnienia. Ale pojawiajš się pytania o rozliczenia skarbowe czy pomoc prawnš w przypadku naruszeń przez pracodawców praw pracowniczych, gdzie cudzoziemcy potrzebujš szybkiej doraŸnej pomocy.

Ewa Grzebieniak, dyrektor Dolnoœlšskiego Wojewódzkiego Urzędu Pracy

Zmienia się rynek pracy w Polsce i na Dolnym Œlšsku. W zawodach, którymi nie sš zainteresowani Polacy, zatrudnienie znajdujš cudzoziemcy. Najczęœciej przy prostych pracach i w usługach, ale i to się zmienia, bo już dziœ docierajš do nas sygnały np. o braku białego personelu w służbie zdrowia. Dyrektorzy szpitali zaczynajš się zastanawiać, czy i tu nie sięgnšć po cudzoziemców. Podobne zjawiska obserwujemy od lat np. u naszych zachodnich sšsiadów. Rynek pracy staje się powoli rynkiem pracowników. Pracodawcy majš coraz większy problem ze znalezieniem ršk do pracy, a występujšcš lukę zapełniajš osoby z zagranicy. Takie też wnioski płynš z naszego badania, w którym kilka miesięcy temu wzięło udział aż 2000 pracodawców. Brak ršk do pracy na rynku lokalnym to kluczowy czynnik decydujšcy o zatrudnieniu cudzoziemców.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL