W sieci opinii

Kotleciki na ceracie, czyli sprawa smaku

Anna Kozicka–Kołaczkowska
archiwum prywatne
„W gruncie rzeczy jest to sprawa smaku. Tak smaku.”( Zbigniew Herbert „Potęga smaku”)

Wieszczu Herbercie, w Polandii retoryka kartoflano – parciana wciąż trzyma nas w żelaznej obręczy. „Łańcuchy tautologii, parę pojęć jak cepy (...), żadnej dystynkcji w rozumowaniu, składnia pozbawiona urody koniunktiwu"- jest jakeś rzekł.

„Ja sama niekiedy, powiem wam szczerze, mimo że jestem w parlamencie od kilku lat, ale czytam pisma, które otrzymuje moja mama, moi najbliżsi i oni, przynosząc te pisma, mówią: no, ale właściwie, o co chodzi?" – tak finezyjnie zapewnia się naród, tym razem, o potrzebie kształcenia językowego. Teraz już szczerze, z pozycji kumpeli, która wysoko zaszła i czyta, mimo że jest w parlamencie od kilku lat. „Ona sama" czyta! Jako czuła córka i krewniaczka czyta pisma, które „otrzymuje moi najbliżsi". Po stokroć, Mistrzu Herbercie! Gdybyż nas choć „lepiej i piękniej kuszono"!

Zbrzydzenie jest w Polandii stanem ciągłym. Wracasz, jak po rekonwalescencji, do rodzimej tiwi, zaledwie tkniesz pilota i bingo. Poznański notabl, zmajstrowawszy podpatrzoną w świecie huśtawkę „deszczową", puszy się do kamery z jej racji jako rzeczy „mniej poważnej i smutnej" od akurat, jak bredzi, pomnika. W decydenckim rozumku zaistnieć więc może opozycja: deszczowa huśtawka contra pomnik. Uciecha contra dołująca martyrologia. Taki smak. Łatwo, Mistrzu Herbercie, szydzić z Polandii. Tylko jest nam coraz smutniej.

„Tak więc estetyka może być pomocna w życiu. Nie należy zaniedbywać nauki o pięknie" – zalecasz. Ziarenko poczucia estetyki i łuseczka śródziemnomorskiej pozłotki to, niestety, dość, by wypisać się z Polandii, cedząc gorzkie drwiny. Lecz ten stan permanentnego obrzydzenia już nad wyraz jest męczący.

Wolną Polandię błogosławi się podczas lansów przy ołtarzu ( „Ojczyznę wolną..." ), ale wciąż na palcach jednej ręki liczy się tu ryzykantów, którzy nie strachają się pytać, jak jest, nawet drżącym głosikiem, i o rzeczy małe. Nie wiadomo więc, ile kosztuje kolejna bzdura, czyli portal „przyjaznej komunikacji" z obywatelami i darmowe podręczniki dla czynowników zamiast porządku prawnego. Proceder obdarowywania kosztownymi bublami trenowany na dzieciach przez Kluzikową pewnie musi się opłacać. Polakom się nie opłaca. Polandii natomiast nie opłaca się ani film o rotmistrzu Pileckim, ani wykopanie kości Żołnierzy Niezłomnych, wciąż Wyklętych. Opłacają się wizerunkowe śmieci, rządowy cyrk obwoźny z wyposażeniem meblarskim i zaangażowaniem potrójnej obsługi komunikacyjnej oraz „urodziny pałacu" zrodzone w chorych, zniewolonych umysłach. Marny jest los estety w Polandii, w której trzeba znieść taką masę rzeczy prymitywnych, brzydkich. Oczywista, pragmatycznie jest znosić je w milczeniu. Medyk, który dopiero co postulował godziwą toaletę dla położnic przed obliczem ministra, w ojczyźnie błogosławionej w Kościele wolności, pośród koleżeńskiego stadka, wyszedł na samotnego, straceńczego śmiałka i bezrobotnego frajera.

W Polandii tłum niedostatecznie rozentuzjazmowany na widok władzy prowokuje się zaczepką:„Więc ani trochę nie jesteście dumni z Polski?", z tym, że tu obowiązuje duma nie z Polski, lecz z półki, na której leżą deszczowe huśtawki. Wyraz „Polska" oznacza w niniejszym pytaniu Polandię, a za niezrozumienie tej podmianki już jesienią można lizać rany na dołku. Kiedy Polandia miłościwie słucha, to życzy sobie słyszeć pod swoim adresem rzeczy miłe. W tym celu na chybcika, w wakacje płodziła ustawowy zakaz okrzyków antypolandyjskich. - Miłowanie was ma być miłe i morda w kubeł – tak brzmi jej ostatnia lekcja dumy i wolności słowa.

Tym cudniej po referendum tańczyło się z Grekami na widok teutońskiego kanciarza, który chwilowo przejechał się na swoich kantach. Zorbę krótką, ale piękną i dumną, zwłaszcza dla nas bezwzględnie, uporczywie pchanych pod bat tego samego, ponurego pana, który nie zna się na żartach i tylko chwilowo sprytnie zaniemówił i przyczaił się za kotarką w kampanijnej porze. Już nie tylko euro, europejski rząd, ale i internetowe domeny, kończące się na „de" zamiast na „pl", błądzą po główkach Polandii. Na gwałt potrzeba nam władców, którym czerwone dywany nie plączą chwiejnie, choć szeroko, po plebejsku kroczących odnóży. Którym oko pierwszego lepszego Junckera nie lasuje mózgu. Których nosy nie wtykają się w cudze kotleciki w imię wciskania głupkowatej dumy z byle pendolina. Gdy tu Piotrowska, Błońska, Kluzik, Misiek i inne Fuszary – całe to Wagonowe Buffo - a dookoła zawodowcy Merkel, Putin, Miedwiediew, Ławrow.

I po co mi było, rzecz może drobna, ujrzeć, jak polandyjska szpica, za którą bez sensu mkną limuzyny i samoloty trawiąc miliony, pożywia się podczas kolacji obozu harcerzyków bułką wprost z ceraty? Zobaczyć skandaliczną nędzę, poziom tej okropnej uczty. Okraszono ją wprawdzie rządową obietnicą wybudowania stołówki, ale przecież na tym obozie pilnie brakowało „tylko" kultury i rzetelności. Esteta nie ma spokoju, jeżeli dzieci na oczach premiera w środku lata dostają na kolację bułę z topionym serem! A to wszystko na gołej ceracie! Rzecz przecież nie w kafelkach, a w tym, że harcerz z harcerskiego, blaszanego talerza powinien jeść rzeczy pyszne i odżywcze. Pod namiotem, na trawie, na ławie ma mieć koniecznie niezbędne mu masło, wędliny, prawdziwy ser, pomidory, ogórki, czereśnie, truskawki, dobre, gotowane potrawy, letnie ciasta. Sto innych, taniutkich, sezonowych produktów i, na Boga, NA TALERZU!!! Z serwetkami. To nie kwestia kosztów, tylko kultury. Tu była, jest i ma być Polska, czyli Europa.

Wielki jest ciężar gatunkowy afer „Amber Goldu", „Ciechu", parasola nad biznesem

dopalaczy, wora innych, kryminalnych przekrętów, dla których żałosnym parawanem jest obecnie wakacyjny serial łgarstw ku spacyfikowaniu SKOK-ów, a jednak gdyby działało w Polandii choć abecadło, pozór kultury sprawowania władzy, byłoby o wiele lżej. Jeśli krocząca buraczaność powstrzymałaby się choć trochę.

Ale buraczaność nie rozumie Herberta ze swej natury. Wysokie standardy Prezydenta - Doktora Dudy grzęzną w polandyjskim betonie. Prezydent Elekt, będąc wraz z ekipą, wbrew cywilizowanej normie, wymiksowany nagle, mściwie i brutalnie z brukselskiego biura i etatów, wzniósł się na niewidziany tu od dawna poziom kultury politycznej i darował swemu twardemu konkurentowi w lokalowych opałach nadterminowe pomieszkanie w Belwederze. Andrzej Duda jest klasą dla samego siebie i już co rusz obrywa z buta. Polandia tuż przed objęciem przez niego urzędu, prawem absurdalnych jakichś protokołów, przydzieliła mu ostatnie miejsca w kolejkach składających wieńce ku czci Powstania Warszawskiego. Po prostacku pozbawiwszy go głosu, acz przezornie unikając porównań.

Wyszła z tego normalna, siermiężna porcja buły z kitem i trochę śmiechu, gdy szpica Polandii w wydekoltowanym kabaciku serwowała hołdy „żołnierzą" i „powstańcą", którzy płacili za „tą" walkę. Kotleciki na ceracie i „parę pojęć jak cepy". Wprost z Herberta,

Źródło: W Sieci Opinii

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL