Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Tenis

Nie byłem dobrze przygotowany

Kamil Majchrzak ma 21 lat i jest reprezentantem Polski w Pucharze Davisa
AFP
Kamil Majchrzak. Polski tenisista nr 2 o zakończonym sezonie i ciężkiej doli gracza spoza pierwszej setki rankingu ATP.
Rz: W rankingu ATP zajmuje pan 198. miejsce, najwyższe w karierze. Czy ta pozycja odpowiada oczekiwaniom sprzed roku, czy może czuje pan niedosyt? Kamil Majchrzak: Taki był właśnie mój cel na 2017 rok. Fajnie, gdyby było to miejsce 160., a nie 198., ale i z tego, czego dokonałem. jestem zadowolony. Zadaniem, jakie sobie postawiliśmy z trenerem Tomkiem Iwańskim, było wywalczenie miejsca gwarantującego start w kwalifikacjach Australian Open. To też się udało. Teraz trzeba obrać nowe cele. Jakie?
Chcę awansować w połowie sezonu w okolice 150. miejsca, a na koniec roku być w setce, a przynajmniej na 120. pozycji. Powiedział pan w jednym z wywiadów, że polskiemu tenisiście jest dużo trudniej przebić się w ATP. Co miał pan na myśli? – To, że wszystko musimy sami sobie wywalczyć, nie dostajemy przepustek do turniejów ATP, jak rówieśnicy z innych krajów. Jeżeli zawodnik ma za sobą bogatą tenisową federację – francuską, amerykańską, brytyjską, australijską, niemiecką – ma większe szanse, by zagrać w challengerach i turniejach ATP Tour, bo w tych krajach takich zawodów organizuje się więcej. To pomaga, szczególnie u progu kariery. Na szczęście nie muszę już grać w eliminacjach challengerów. Pomocą byłby turniej ATP Tour w Polsce... Ale na razie to niewykonalne. Pana trener Tomasz Iwański powiedział, że dopiero miejsce w pierwszej setce rankingu pozwala tenisiście przestać myśleć o problemach finansowych... – Nie jestem w okolicach setki, nie wiem, jak to wygląda na tym poziomie. Wiem natomiast, że mimo znaczącego awansu, cały czas jest mi ciężko finansowo. Nie mam sponsora. Najpierw trzeba dużo pieniędzy włożyć, żeby inwestycja w tenis zaczęła się zwracać. W challengerach, w których teraz gram, mam zapewniony nocleg, ale trzeba dolecieć na taki turniej, na miejscu jeść, naciągać rakiety, płacić za masaż i wypadałoby polecieć z trenerem. Wszystko to bardzo dużo kosztuje. Pule nagród wynoszą około 50 tysięcy, nie ma szans, żeby taki wyjazd się zwrócił. Naprawdę zaczyna się zarabiać, dopiero gdy gra się regularnie w Wielkich Szlemach, turniejach ATP Tour i tylko od czasu do czasu w challengerze. ATP płaci już premie za kwalifikacje w Wielkich Szlemach, może jest szansa, by sytuacja graczy z dalszych miejsc poprawiła się? Ci najwyżej sklasyfikowani nadal będą zarabiać dużo więcej i między nimi a nami pozostanie ogromna różnica. Ale dobrze, że zaszły zmiany, bo np. do Australii poleci więcej osób. Najbliższe wyzwanie to kwalifikacje Australian Open... Eliminacje turniejów Wielkiego Szlema zawsze są trudne. Wierzę, że jestem w stanie je przejść i potem choć jedną rundę w turnieju głównym także. Wiele zależy od losowania. Byłem już w Australii jako junior, grało mi się przyzwoicie, doszedłem do ćwierćfinału juniorskiego Australian Open. Udane występy w challengerach, finał w Uzbekistanie zbiegły się w czasie ze zmianą trenera. Jest pan pod opieką Tomasza Iwańskiego. Czy właśnie jemu zawdzięcza pan ten postęp? – Dużo pracujemy nad każdym szczegółem mojego tenisa. Bardzo poprawiłem serwis, forhend i grę w ataku. Przede wszystkim odszedłem od stereotypu, że mogę dobrze grać tylko na nawierzchni ziemnej. Najlepsze wyniki w tym roku osiągałem na kortach twardych czy – jak w Antalyi w moim jedynym turnieju ATP Tour – na trawie. Współpraca z trenerem Iwańskim przyniosła rezultaty. Wcześniej też miałem dobre mecze, których jednak nie wygrywałem. Pracuje pan też z trenerem przygotowania fizycznego Mieczysławem Bogusławskim. Niestety, przez większość kariery nie byłem odpowiednio przygotowany do gry. Uważam, że praca, którą teraz wykonuję z trenerem Iwańskim na korcie i z trenerem Bogusławskim poza kortem, zapewnia mi wreszcie harmonijny rozwój – wzmacniam się, jestem szybszy, bardziej wytrzymały i dynamiczny. Jak wygląda pana dzień treningowy? – Dwa razy dziennie trening tenisowy i jeden przygotowania fizycznego. W zależności od okresu przygotowawczego mam siłownię, dynamiczne bieganie, pracę z gumami. Rozkład dnia planują trener Mietek w porozumieniu z trenerem Tomkiem. Cały dzień zajęty. Jakie będą przygotowania do Australian Open? Wylatujemy w drugi dzień świąt z trenerem Iwańskim. Od 1 stycznia biorę udział w challengerze w Australii, w drugim tygodniu roku zaczyna się Australian Open. Czy nadal mieszka pan w Piotrkowie Trybunalskim? Jestem zameldowany w Piotrkowie. Zawsze tam jadę w wolnym czasie. Na co dzień mieszkam w Łodzi, bo tu trenuję i tak mi jest wygodniej. A gdy będzie pan w okolicach 100. miejsca w rankingu przeniesie się pan do Monte Carlo? Jak na to zarobię, będę się tym martwił.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL