Tenis

Agnieszka Radwańska: Pozostał jeden kapeć

AFP
Polska tenisistka po trzecim zwycięstwie w tegorocznym Wimbledonie

To był mecz, jakiego pani oczekiwała?

Agnieszka Radwańska: Oczywiście, to był dobry mecz, zwłaszcza, że rywalka była naprawdę sprytna i potrafi wszystko zrobić na korcie: grać agresywnie, ale też slajsować, mieszać typy uderzeń. Mecz był zatem dobry od początku do końca. Ja w drugim secie odnalazłam rytm, spróbowałam grać odważniej, lepiej serwowałam, więc jakoś poszło.

Ma więc pani lepszy nastrój przed kolejnym spotkaniem?

Sądzę, że z meczu na mecz gram lepiej. Nie jest mi łatwo, mecz z Timeą też nie był prosty, ale wyniki dają mi więcej zaufania we własne siły. Każdy taki mecz pomaga, na pewno, także w budowaniu formy na resztę sezonu.

Kort centralny – brzmi dumnie. Gra na nim ma znaczenie?

Zawsze jest tak, że wyjście na ten kort robi na grająych szczególne wrażenie. W każdej rundzie. I każdy chce się tam pokazać z jak najlepszej strony. To jest w głowie. W moim przypadku, też tak jest, nie czułam się inaczej, niż w poprzenich latach. Swoją drogą – nie ma pojęcia, kiedy grałam tam pierwszy raz.

Lubi pani takie wszechstronne rywalki jak Timea Bacsinszky, z którymi tenis to coś więcej, niż odbijanie piłek mocno przed siebie?

Tak, lubię. Bacsinszky gra tak, że na korcie wiele się dzieje, są długie wymiany, ciekawe akcje, nie tylko serwis i kolejne uderzenie. Wiedziałam czego się spodziewać. Przypuszczam, że takie spotkania jak nasze są też bardzo interesujące dla publiczności. Może zobaczyć wszystko, co oferuje tenis. Z drugiej strony – my musimy na takie widowisko ciężko pracować przez te dwie lub trzy godziny.

Myśli pani, że kontuzja rywalki miała duży wpływ na wynik?

Nie wiem. Wiem jednak, że to ja zaczęłam lepiej się czuć w tym meczu. Miałam pewne dołki i górki, zwłaszcza w pierwszym secie, gdy zmarnowałam sporo szans na lepszy wynik i set mi się wymknął. Zatem gdy poczułam się lepiej, to potrafiłam zagrać tak jak potrafię.

Zmieniła pani strategię w czasie gry?

Nie, po prostu cały czas próbowałam nie grać na środek kortu, zmuszałam rywalkę do biegania, próbowałam być agresywna. Czasem nie wychodziło, bo piłki się zużywały i kort centralny nie miał zbyt szybkiej nawierzchni. W końcu jednak poszło mi dobrze.

Czy dzisiejszy tenis kobiecy wyrównał poziom? Czy pierwsze rundy są trudniejsze, niż kiedyś?

Zdecydowanie tak. Parę lat temu gra w pierwszej lub drugiej rundzie przeciw zawodniczkom nierozstawionym była łatwizną. Nawet nie trzeba było grać na 100 procent i się wygrywało. Dziś nie ma na to szans. Gra się od początku z trudnymi rywalkami, stąd duża liczba niespodziewanych porażek. Dziś, kto nie gra od startu na 100 procent, sprowadza na siebie wielkie kłopoty.

Swietłana Kuzniecowa to dobra pani znajoma. Sądzi pani, że na trawie ma pani pewną przewagę nad nią?

Grałyśmy wiele, na wszystkich nawierzchniach. Zawsze gra przeciw niej to wielkie wyzwanie. Każda piłka wraca na drugą stronę i to wiele razy. Nie ma ze Swietą punktów za darmo. To twarda dziewczyna i dużo potrafi. Nawet jeśli gra trochę po hiszpańsku, to na trawie też jest mocna. Od razu kojarzy mi się z tym, że najwięcej z nią grałam w WTA Tour. Był rok, że grałyśmy co miesiąc. No i spędzałyśmy zwykle dużo czasu na korcie.

Ma pani z nią wciąż dobre relacje poza kortem?

Nic się nie zmieniło, jest wciąż bardzo równą, fajną babką. Mimo wielu trudnych meczów i nerwów po obu stronach. Ale to nie przełożyło się na życie poza kortami.

Ale nie tęskni pani za meczami z Rosjanką?

Nie, absolutnie nie tęsknię!

Jak będzie z pani formą fizyczną w poniedziałek?

Całe szczęście, że gramy co drugi dzień, jest czas na odpoczynek. To dużo daje. Poprzednie mecze mnie sporo kosztowały, nawet pierwszy. Ale gram z tenisistką na poziomie pierwszej dziesiątki, do stracenia już nie mam za wiele, więc wyjdę i dam z siebie ile mogę. Mam nadzieję, że wystarczy, że będzie ze zdrowiem tak jak w sobotę, może nawet lepiej.

No to tradycyjnie: grę w Eastbourne opisała pani jako walkę w pidżamie, w Londynie doszliśmy po dwóch rundach do stroju sportowego, ale w kapciach na korcie, co jest teraz?

Teraz powiedzmy, że pozostał mi na nodze tylko jeden kapeć.

— w Londynie wysłuchał Krzysztof Rawa

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL