Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Tenis

Radwańska w trzeciej rundzie Wimbledonu

Agnieszka Radwańska: – Grałam, raz lepiej, raz gorzej, ale o dziwo w trzecim secie czułam się najlepiej. Takie mecze wygrywa się sercem i ambicjš. Jeszcze brakuje mi szybkoœci, nogi nie niosš, jakbym chciała, ale najważniejsze, że wytrzymałam.
AFP
Agnieszka Radwańska w trzeciej rundzie po obronie dwóch meczboli.

Korespondencja z Londynu

Wynik spotkania Radwańskiej z Christinš McHale: 5:7, 7:6 (9-7), 6:3. Czas gry: 2 godziny 43 minuty. Temperatura na korcie po ostatniej piłce: 31 stopni. Każdy obecny potwierdzi, że łatwo nie było.

Do stanu 5:5 w pierwszym secie wszelkie znaki wskazywały, że Agnieszka ma mecz pod kontrolš. Remis remisem, lecz gemy serwisowe Radwańskiej wyglšdały lepiej, rywalka musiała znacznie dłużej pracować na każdy punkt. Ale przyszedł koniec seta i nastroje na polskiej ławce, wzmocnionej przez kolorowš obecnoœć piłkarza Marcina Wasilewskiego, się zmieniły.

Powiedzieć, że panna Christina to Amerykanka, to tylko częœć prawdy. McHale urodziła się w stanie New Jersey, ale mama Margarita i babcia Maria Livia na Kubie, tata to zamerykanizowany Irlandczyk. Kubańscy przodkowie tenisistki musieli opuœcić wyspę w 1962 roku, gdy dziadek Sergio, dziennikarz, napisał w gazecie, że ma obawy o przyszłoœć kraju pod rzšdami Fidela Castro. Przez Hiszpanię i stan Massachusetts trafili do New Jersey. Dziadek nie dożył, ale babcia w kwietniu tego roku mogła pojechać po 55 latach do Hawany, by wnuczka odkryła swe kubańskie korzenie.

Kubańsko-irlandzka goršca krew bardzo pomogła w końcówce pierwszego seta, gdy McHale przebrnęła przez trud długiej walki, cztery równowagi, aż dotarła do piłek setowych. Drugš wygrała.

Drugi set był podobny, zanotowaliœmy rosnšcš energię w grze McHale, atakowała z większš œmiałoœciš, serwis pomagał. Radwańska bardzo ambitnie dotarła jednak do tie-breaka i tę dogrywkę wygrała, bronišc dwie piłki meczowe. Tu już niemal wszystko zależało od siły woli i odpornoœci na stres, nie od mocy mięœni.

To, że Polka zwyciężyła w trzecim secie – kapelusze z głów. Zacisnęła zęby, zaciskała pięœci i od punktu do punktu, od wymiany do wymiany, wyrwała Christinie po kawałku ten sukces. Jeœli ktoœ stawiał kiedyœ zarzuty, że Polka nie potrafi zagrać sercem – miał dowód, że potrafi.

– Wygranie takiego meczu było Agnieszce bardzo potrzebne. Każde zwycięstwo cieszy, ale ten sukces był dla mnie ważniejszy niż wiele innych, nawet na wyższym szczeblu rywalizacji. McHale grała bardzo solidnie przez dwa sety, Agnieszka dała radę wygrać jeden z nich, odrobić stratę, potem utrzymać dystans do końca. Po pierwszej rundzie mieliœmy pewien niedosyt pod względem jakoœci gry, w tym meczu pojawiły się już zagrania pozwalajšce zajœć wysoko. Do soboty skupimy się na regeneracji, taktyce, na pewno nie będzie wielkich treningów – mówił trener Tomasz Wiktorowski.

Emocje na korcie nr 2 trochę przesłoniły nam inne wimbledońskie wydarzenia, a dzieje się wiele. Gdy grała Agnieszka, odpadł Juan Martin Del Potro po trzech setach z Ernestsem Gulbisem, łatwo awansował Novak Djoković (oddał Adamowi Pavlaskowi pięć gemów), do gry dopiero szykowali się Roger Federer i Andżelika Kerber.

W sobotę, z ukłonami pod adresem angielskiej pogody, będziemy patrzeć na mecz Polki ze Szwajcarkš Timeš Bacsinszky lub Słowaczkš Kristinš Kucovš. Dzień wczeœniej będzie spotkanie Jerzy Janowicz kontra Benoit Paire. Ten serial na razie nie ma wielu odcinków, w pištek będzie pišty, jeœli liczyć trzy mecze w ATP Tour (ostatni w Stuttgarcie 6:1, 7:6 dla Francuza) i jeden dawno temu w challengerze. Panowie sš na remis.

Raczej niechętnie przypominamy, że Paire ma w zapisie kariery, oprócz całkiem udanych meczów i jednego zwycięstwa turniejowego (w Bastad), sporo występków natury wychowawczej. Ostatnimi czasy m.in. zbierał cięgi za okrzyki o nienawiœci do Wimbledonu w 2014 roku, francuska federacja wyrzuciła go z igrzysk w Rio za „brak szacunku wobec innych członków ekipy", w tym roku awanturował się w Monte Carlo.

Może sport weŸmie górę, może nie, ale zanosi się na to, że po latach będzie tak, jak pisał Tadeusz Konwicki o relacji starego żołnierza napoleońskiego spod Moskwy: „Nic nie pamiętam, ale pamiętam, że było goršco".

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL