Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Tenis

Mirosław Żukowski: Dom Marii – Ameryka

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Jeœli ktoœ nie wiedział, na czym polega dziœ w sporcie american way of life, po pierwszym dniu US Open w tenisie już wie.

W Europie ci, którzy chcieli, by Maria Szarapowa po dyskwalifikacji za doping wróciła do sportu po czerwonym dywanie, spotykali się raczej z krytykš niż uznaniem. Organizatorzy turnieju Roland Garros odmówili jej zaproszenia poza kolejkš (czyli dzikiej karty), w Wimbledonie odetchnęli z ulgš, gdy ogłosiła, że na trawie nie zagra z powodu kontuzji, bo musieliby postšpić tak samo.

Oczywiœcie nie wszyscy zadawali sobie fundamentalne pytanie, czy Szarapowej należš się specjalne względy, mniejsze turnieje w trosce o kasę zapraszały Rosjankę. Ale nie zmieniało to faktu, że wokół przywilejów dla Szarapowej klimat był dwuznaczny, ważono racje, cytowano opinie rywalek, mówišcych, że to gra nie fair, bo choć tenisowe prawo nie było łamane, to dobre obyczaje jak najbardziej.

W Ameryce takich wštpliwoœci nikt nie miał, tam najważniejszy jest show, telewizyjna oglšdalnoœć i zysk, a to Szarapowa gwarantuje jak mało kto. Pięknš Marię do Nowego Jorku zaproszono i zadbano, by jej powrót odbył się w hollywoodzkim stylu: wieczorem, w czasie najlepszej telewizyjnej oglšdalnoœci, jako częœć uroczystoœci dwudziestolecia kortu im. Arthura Ashe’a.

Bohaterka zachowała się stosownie do okolicznoœci: wyszła na pole bitwy w stroju upiększonym kryształkami Swarovskiego (francuska gazeta „L’Equipe” napisała, że potraktowała go jak szatę wojennš), wygrała i rozpłakała się na oczach publicznoœci zgromadzonej na największych tenisowych trybunach. Ale przede wszystkim w pojedynku z tenisistkš nr 2 na œwiecie Rumunkš Simonš Halep pokazała hart ducha godny wojownika i ma Amerykę u stóp.

Nawet ci, którzy często przypominajš, że Szarapowš mało kto lubi, bo jest wyniosła, w szatni nie mówi nikomu dzień dobry, wszystko podporzšdkowane jest interesom inwestujšcych w niš pienišdze i sprzedaży dóbr wszelakich, z paskudnymi, ale drogimi cukierkami Sugarpova włšcznie, muszš przyznać, że na korcie Rosjanka to lwica jakich mało. Jej wola walki jest imponujšca, a podrażniona ambicja sprawia, że gra znakomicie, tworzy spektakl, od którego nie można oderwać oczu, kort cišgle jest pod pršdem.

Zimnokrwiœci cynicy przekonujš, że łzy Marii to teatr majšcy wesprzeć sprzedaż ksišżki, która ukaże się niebawem, ale nawet jeœli majš trochę racji (w co ja nie do końca wierzę), urody i intensywnoœci sportowemu spektaklowi to nie odbiera.

Dużo bliżej mi do białego Wimbledonu, nawet z honorowymi stewardami opitymi Pimm’sem, niż do celebryckiego jarmarku na Flushing Meadows, ale mecze takie jak Szarapowa – Halep trudno zapomnieć.

Oczywiœcie warto pamiętać, że to dopiero pierwsza runda wielkoszlemowego turnieju, żšdza zwycięstwa podsycana urażonš dumš to paliwo, które może się szybko skończyć, ale wnioski z tego spektaklu refleksyjni kibice tenisa wycišgnęli chyba podobne: Ameryka to inny œwiat, a Szarapowa jest jego sztandarowym produktem.

Kilka lat temu w Moskwie po meczu Rosjanek w Pucharze Federacji zapytano Marię, co będzie teraz robiła, a ona odpowiedziała, że jeszcze kilka dni zostanie w stolicy, a potem wraca do domu, do Ameryki. Rosjanie jej to wybaczyli, a teraz dostała dowód, że Ameryka to naprawdę jej dom.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL