Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Temat tygodnia

Trzeba zapobiec tej tragedii

Prof. Przemysław Œleszyński, Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN, Komitet Nauk Demograficznych PAN.
materiały prasowe
Jeœli œrednie miasta upadnš, to będzie katastrofa w całych regionach – ostrzega ekspert Polskiej Akademii Nauk.
Rz: Myœli pan, że samorzšdy nie zdajš sobie sprawy ze swojej trudnej sytuacji? Przemysław Œleszyński: Samorzšdowcy oczywiœcie doskonale wiedzš, co się u nich dzieje. Ale nie zawsze zadajš sobie sprawę, jak dużym zagrożeniem jest to tracenie bazy ekonomicznej i potencjału ludnoœciowego. Na szczęœcie sš pewne możliwoœci łagodzenia skutków tych procesów i my je proponujemy. To kwestie zwišzane z lepszš organizacjš różnych systemów dostępnoœci przestrzennej, lokalizacji nowych inwestycji czy prowadzeniem takiej polityki rozwojowej, by osoby z obszarów o złej strukturze osadniczej w regionach rolniczych, zapóŸnionych, peryferyjnych nie przenosiły się od razu do Warszawy czy za granicę, ale w pierwszej kolejnoœci właœnie do œrednich miast. Depopulacja, migracja wewnętrzna bardzo silnie dotyka także małych miasteczek czy wsi. Dlaczego państwo ma wspierać œrednie miasta?
Bo dla różnych jednostek osadniczych różne sš konsekwencje depopulacji. Miasta œrednie powinny być niezwykle ważnym szczeblem poœrednim między największymi oœrodkami, w tym metropoliami takimi jak Warszawa czy Trójmiasto, a regionami słabo zurbanizowanymi. Przykładowo nie możemy dojeżdżać do pracy i usług tylko do miast obecnie wojewódzkich. Jeœli miasta œrednie upadnš, to będzie to katastrofa w ich regionach, bo wówczas różnice wewnštrzregionalne między stolicami województw a peryferiami pogłębiš się jeszcze bardziej. Ale wracajšc do tych mniejszych miast i zwłaszcza wsi. Na Podlasiu czy Mazowszu sš miejscowoœci, gdzie zostało 50 czy 100 mieszkańców, a większoœć z nich jest w wieku poprodukcyjnym lub póŸnym produkcyjnym. Wraz z upływem czasu ta struktura demograficzna będzie się jeszcze pogarszać i choć trudno to dzisiaj sobie wyobrazić, zostanš tam sami starzy ludzie. I wioska zniknie... Pamiętajmy, że przy zabudowie rozproszonej, a takš mamy na obszarach wyludniajšcych się, występuje problem z dostarczeniem usług publicznych, nie tylko tych podstawowych zwišzanych z budowš infrastruktury, ale też np. zwišzanych z opiekš zdrowotnš czy społecznš. Zanikanie takich małych osad jest niestety naturalnym procesem, nie da się go odwrócić, a moim zdaniem nawet powinniœmy przyœpieszyć ten proces. Oczywiœcie nie chodzi o to, by zaorać wszystkie wsie, tylko zachęcić ludzi w wieku jeszcze mobilnym do przenoszenia się do innych oœrodków, w tym zwłaszcza do œrednich miast. A małe miasteczka? Małe miasto, które się wyludnia, jakoœ sobie poradzi, dostosuje się do zmian. Mamy wiele takich przykładów na Podlasiu czy LubelszczyŸnie. Ale œrednie miasta majš już pewnš masę krytycznš w postaci instytucji, szpitali, sieci dróg, szkół itp. Jeœli taki oœrodek traci potencjał ludnoœciowy, to efektywnoœć korzystania z tej infrastruktury dramatycznie spada. Miasta, które traci mieszkańców, po prostu nie stać na jej utrzymanie. Z naszych badań wynika, że sš takie miasta, jak Tarnów, Ostrołęka, Łomża i wiele innych, które mogš stracić 30–40 proc. ludnoœci, nawet jeœli częœć osób przeniesie się pod miasto i pozostanie z nim zwišzana, choćby dojazdami do pracy. Trzeba zapobiec tej katastrofie. Resort rozwoju przygotował pakiet pomocowy dla miast œrednich. Pana zdaniem to wystarczy? Sam pakiet zakłada m.in. koncentrację niektórych rodzajów unijnego wsparcia właœnie w œrednich miastach. I bardzo dobrze, bo dotychczas mieliœmy dużo działań jednakowych dla wszystkich. To znaczy wszyscy musieli konkurować o dotacje mniej więcej na tych samych zasadach, czego efektem było silne rozproszenie unijnych funduszy i jednoczeœnie ich nieefektywne wykorzystanie. To znaczy wszyscy budowali wszystko, ale bez jakiegoœ spójnego celu. WeŸmy chociaż znanš sprawę aquaparków. Nie mam nic przeciwko nim, ale znam przypadek, gdy powstały dwa aquaparki w dwóch niedużych miastach w odległoœci 15–20 minut przejazdu samochodem, co nie ma oczywiœcie sensu. To najbardziej charakterystyczny przykład, ale jest dużo więcej tego typu inwestycji, to cała infrastruktura techniczna, oczyszczalnie œcieków i obiekty innych usług publicznych, które powstawały często w oderwaniu od tego, co działo się w sšsiedniej gminie czy powiecie. A jak uatrakcyjnić rzecz najważniejszš dla ludzi, czyli rynek pracy? Rynek pracy to w tej chwili kwestia przede wszystkim polityki lokalizacyjnej i reindustrializacji. By były miejsca pracy, nie możemy w kraju tak dużym jak Polska stawiać wyłšcznie na usługi. To także kwestia przemysłu, oczywiœcie nowoczesnego, zaawansowanego technologicznie. W latach 90. w efekcie szoku transformacyjnego, nieco przejaskrawiajšc, można powiedzieć, że wszystko praktycznie zamknęliœmy albo sprywatyzowaliœmy na rzecz zagranicznego kapitału. Bo przemysł kojarzył się z przeżytkiem komunizmu, że jest zbyt towarochłonny, zbyt kapitałochłonny, zbyt czarny i brudny. A tymczasem koncerny zagraniczne, które ten ówczesny niby-balast przejęły, nie były specjalnie zainteresowane wspieraniem technologii w Polsce, tylko starały się jak najtaniej produkować towary wymyœlone w laboratoriach w centralach na Zachodzie, wykorzystujšc u nas m.in. rynki zbytu, ale także niskie koszty produkcji, w tym płace. I tak wpadliœmy w pułapkę œredniego dochodu.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL