Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Styl życia

Jak zarobić miliony?

Twórcš Żółtej Uœmiechniętej Twarzy był rysownik Harvey R. Ball.
Fotolia
Aby zarobić miliony, nie potrzeba wielkiego kapitału. Wystarczy mieć tylko dobry pomysł i chęci.

Każdy z nas zapytany o to, co jest potrzebne, aby odnieœć sukces biznesowy, wymieni w pierwszym rzędzie duży kapitał niezbędny do rozkręcenia działalnoœci gospodarczej. Tymczasem przykłady wielkich fortun przedstawionych w tym artykule dowodzš, że nie zawsze jest to konieczne. Jak mawiał wielki niemiecki poeta Johann W. Goethe, „Jeœli możesz coœ zrobić lub marzysz, że mógłbyœ to zrobić, zabierz się za to. Odwaga ma w sobie moc geniuszu".

„Have a nice day"

Czasami, aby zostać bogatym, nie trzeba inwestować nawet złamanego grosza. Takš opinię potwierdza historia znaczka przedstawiajšcego uœmiechniętš buŸkę na żółtym tle. Yellow Smiley Face to znaczek, który zna każdy z nas. Jest on wizualnym synonimem powiedzenia „Have a nice day!" („miłego dnia"), które stało się korporacyjnym substytutem pozdrowienia czy każdego innego zwrotu kończšcego rozmowę.

Ponieważ zwrot taki byłby za długi do umieszczenia na torbie, w której jest nam dostarczane jedzenie z restauracji lub jakakolwiek przesyłka, o wiele prostszš metodš jest umieszczenie Żółtej Uœmiechniętej Twarzy.

Twórcš genialnie prostego pomysłu Żółtej Uœmiechniętej Twarzy był urodzony w 1921 r. amerykański rysownik Harvey Ross Ball. Po latach nudnej pracy akwizytora reklamy w lokalnej gazecie artysta postanowił się uniezależnić i w 1959 r. założył firmę projektujšcš szyldy i reklamy rysunkowe, Harvey Ball Advertising. Cztery lata póŸniej pewna firma ubezpieczeniowa ze stanu Massachusetts, The State Mutual Life Assurance Company, zwróciła się do niego z proœbš o zaprojektowanie symbolu, który można by umieœcić na każdym urzšdzeniu biurowym w terenowych przedstawicielstwach tej firmy. Harvey Ball stworzył projekt najprostszy pod słońcem i do słońca zresztš nawišzujšcy – parę oczu i uœmiech wpisane w żółty okršg.

Rysownik popełnił wówczas największy życiowy błšd: będšc przekonanym, że i tak robi œwietny biznes, sprzedał buŸkę za 45 dol. Lata póŸniej wyłšcznoœć na sprzedaż buŸki chciał odzyskać jego syn Charles Ball, okazało się jednak, że ojciec nigdy nie zarejestrował swojego pomysłu w urzędzie patentowym. Tymczasem od 1964 r. znaczek zaczšł robić oszałamiajšcš furorę. Jego niewyjaœniony status prawny spowodował, że w latach 70. XX wieku dwaj bracia: Bernard i Murray Spain, dopisali do niego najbezczelniej w œwiecie napis „Have a nice day!" i ogłosili swoje prawa do tego symbolu.

Nierozstrzygnięty spór o prawa własnoœci do znaczka na terytorium USA wykorzystał we Francji wydawca magazynu „France Soir" – czasopisma opatrzonego żółtš œmiejšcš się buŸkš jako symbolem samych dobrych wiadomoœci. Ostatecznie buŸkę zarejestrował francuski biznesmen Franklin Loufrani, który mimo sporu o prawa autorskie z amerykańskim Walmartem zarobił na znaczku 100 mln dol. W ten oto sposób znaczek namalowany za 45 dol. stał się najdroższym, najbardziej dochodowym i rozpoznawalnym logo rysunkowym na œwiecie.

Kamyczek i oœmiorniczka

Nie trzeba być jednak rysownikiem, aby stworzyć za kilka dolarów coœ genialnie prostego, co uda się sprzedać z wielomilionowym zyskiem. Takim przykładem jest pudełeczko tekturowe do przewozu małych zwierzšt domowych firmy Pet Rock oraz dołšczony do niego kamień, od którego firma wzięła swojš nazwę.

W 1975 r. na pomysł równie prosty, co tani, wpadł pewien szeregowy pracownik branży reklamowej. Gary Dahl doszedł do wniosku, że do każdego zwierzaczka sprzedawanego w sklepach zoologicznych na terenie Kalifornii powinna być dołšczana ksišżeczka opisujšca jego hodowlę. Innymi słowy – instrukcja obsługi pupila. Rok póŸniej do sprzedaży każdego zwierzęcia i ksišżeczki doliczano także niezwykle proste, składane z kawałka tektury, pudełeczko w kształcie koszyczka z dziurkami przepuszczajšcymi powietrze do przewozu zwierzšt ze sklepu do domu. Ale nie tylko pudełko okazało się gigantycznym sukcesem komercyjnym. Popularnoœciš wœród klientów cieszyły się zwykłe kamienie przypominajšce œredniej wielkoœci jajo położone w gniazdku ze słomy. Ten zwykły kamień i odrobina słomki majšce rzekomo służyć zwierzštkom domowym jako przedmiot zabaw sprzedawał się po 3,95 dol. od sztuki. W cišgu tylko jednego roku Gary Dahl zarobił na tym nadzwyczaj prostym produkcie ponad 15 mln dol.

Sukces kamyczka Pet Rock jest jednak niczym wobec furory, jakš na rynku gadżetów dla dzieci zrobiła jedna z najbardziej dziwacznych zabawek, jakie kiedykolwiek wyprodukowano. W latach 70. i 80. XX w. w chińskich sklepach można było kupić gumowš oœmiorniczkę, która rzucona na œcianę „sama schodziła", odklejajšc się jednym bokiem i przyklejajšc drugim do powierzchni. W ten sposób miało się wrażenie, że oœmiorniczka sama schodziła po œcianie. Produkt ten był kompletnie nieznany na Zachodzie. Dopiero na poczštku lat 80. do Ameryki przywiózł jš gospodarz telewizyjnych programów dziecięcych Ken Paik Hakuta, znany bardziej pod pseudonimem Doctor Fad. Pod koniec jednego ze swoich programów z serii „The Dr. Fad Show" Hakuta pokazał oœmiorniczkę jako ciekawostkę przywiezionš z Chin. Nie spodziewał się zapewne, że jego studio zostanie zalane tysišcami listów dzieci z proœbš o podanie adresu firmy produkujšcej gumowš zabawkę.

Zamiast œcišgać produkt z Chin, Hakuta postanowił zainwestować w produkcję galaretowatego gadżetu, któremu nadał nazwę Wacky Wall Walker. Z powodu braku jednolitych regulacji dotyczšcych praw autorskich w Chinach Hakuta mógł zainwestować 100 tys. dol. w opatentowanie zabawki na terytorium USA. Ale już sama produkcja pierwszej partii wacky wall walkerów kosztowała go nie więcej niż 100 dol. Produkt okazał się jednym z największych bestsellerów rynkowych wszech czasów. Tylko w 1983 r. sprzedano 240 mln oœmiorniczek. Gumowe walkery były tak popularne, że nawet słynna firma Kellogs postanowiła dołšczać je do każdego większego opakowania swoich płatków œniadaniowych. W cišgu zaledwie dwóch lat Wacky Wall Walker przyniósł swojemu producentowi ponad 80 mln dol. zysku.

Pomysły tak proste, że aż doskonałe

Niektóre pomysły biznesowe sš tak proste, że aż trudno uwierzyć, że mogš przynieœć swoim twórcom całkiem pokaŸne dochody. Jednym z takich przykładów jest pewne zdjęcie, którego popularnoœć w Stanach Zjednoczonych do dzisiaj wzbudza zdumienie w Europie.

W 2007 r. Eric Nakagawa, bloger i miłoœnik cheeseburgerów z Hawajów, postanowił wraz ze swoim przyjacielem internetowym i zwolennikiem tofuburgerów Kari Unebasami opublikować w sieci serię œmiesznych zdjęć zwierzšt opatrzonych napisem „I can has a cheezburger?", co w bardzo wolnym tłumaczeniu można odczytać jako pytanie: „czy mogę ma seloburgera?". Szczególnš popularnoœciš cieszyło się zdjęcie szarego, długowłosego kota zadajšcego to dziwaczne pytanie.

Strona, na której publikowano zdjęcia sympatycznych zwierzaków ze œmiesznym napisem, stała się internetowym hitem. W 2007 r. dziennie odwiedzało jš 1,5 mln internautów. Pod koniec tego samego roku założyciele sprzedali jš za 2 mln dol. Poczštkowy koszt pierwszych fotek i ich publikacji w globalnej sieci można przyrównać do ceny symbolicznej zgrzewki piwa.

Ale czymże jest sukces miłoœników różnych rodzajów hamburgerów przy osišgnięciu twórców czegoœ tak genialnie prostego jak sprężynka Slinky (ang. to slink – skradać się). Zabawka ta wykorzystuje prosty mechanizm nagłego wyładowania się nagromadzonej energii mechanicznej, dzięki czemu sama „wędruje" po powierzchni płaskiej.

Zabawka sprężyna została wynaleziona w latach 40. ubiegłym wieku przez inżyniera morskiego Richarda Thompsona Jamesa. Nazwę Slinky nadała jej żona wynalazcy, Betty James. Także ona namówiła męża do wzięcia 500 dol. pożyczki w celu zakupu maszyny do produkcji zabawki. To było chyba najlepiej ulokowane 500 dol. w historii gospodarki.

Slinky okazała się hitem. Dzieci, które po raz pierwszy ujrzały nowš zabawkę zimš 1945 r. na wystawie œwištecznej w filadelfijskim Gimbels Department Store, były niš oczarowane. Richard James nie mógł uwierzyć, że w cišgu 90 minut od otwarcia sklepu sprzedano aż 400 sprężynek w cenie dolara za sztukę. Pod koniec pierwszego dnia sprzedaży koszty inwestycji zwróciły się trzykrotnie. Potem były już tylko sukcesy komercyjne.

W samych tylko Stanach Zjednoczonych sprzedano po wojnie ponad 300 mln sztuk Slinky. Sprężynka przyniosła jej twórcy fortunę szacowanš na 250 mln dol.

Niestety, nie przyniosła Richardowi Jamesowi szczęœcia rodzinnego. W tej historii spełniło się powiedzenie, że pienišdze szczęœcia nie dajš. Fortuna rozbiła małżeństwo państwa Jamesów, a on sam, osłabiony kryzysem wieku œredniego, wstšpił do sekty, która szybko opróżniła jego portfel. Twórca Slinky zmarł w 1974 r. w Boliwii. Dalszš produkcjš Slinky zajęła się jego żona Betty James, która w 1998 r. sprzedała patent na sprężynkę firmie Proof Toys. Na poczštku nowego stulecia sprężynka Slinky trafiła do grona najsłynniejszych i najpopularniejszych zabawek wszech czasów w nowojorskim „National Toy Hall of Fame".

Przytulny kocyk, który zarobił 200 mln dol.

Fenomen popularnoœci sprężynki Slinky można tłumaczyć na wiele sposobów, m.in. fascynacjš dzieci i dorosłych prostš mechanikš. Jak jednak wytłumaczyć fenomen popularnoœci szaty noszonej tyłem do przodu? Brzmi niedorzecznie? A jednak na rynku amerykańskim ten pomysł okazał się jednym z przebojów handlowych poczštku obecnego stulecia.

Na czym polega fenomen produktu o nazwie Snuggy lub Snuggie (od angielskiego przymiotnika snug – przytulny)? Otóż jest to zwykły koc z rękawami, przypominajšcy szlafrok noszony tyłem do przodu, lub płaszcz przypominajšcy togę akademickš noszonš przez studentów w knajpach w celu wylewania na siebie alkoholu. Pomysł ten wydaje się w swojej prostocie wręcz głupi, a jednak w cišgu roku od ukazania się na rynku sprzedano 20 mln egzemplarzy Snuggie po 19,95 dol. za sztukę. Doœć powiedzieć, że Scott Boilen i jego firma Allstar Products zarobili na patencie ponad 200 mln dol. Dwa lata temu produkt ten dotarł także do polskich sklepów, ale został niemal niezauważony przez konsumentów.

Po sprężynce Slinky i kocyku z rękawami noszonym tyłem do przodu nic już nie powinno nas zaskoczyć w œwiecie biznesu. A jednak ludzka kreatywnoœć wydaje się nie mieć granic. Przykładem jest twórczoœć 21-letniego Brytyjczyka Alexa Tewa, który tworzy obrazy zbudowane z miliona kolorowych pikseli lub małych obrazków i sprzedaje je online po dolarze za sztukę. Wydawałoby się, że taka działalnoœć jest nudna, trudna i niedochodowa. I znowu rzeczywistoœć może nas zaskoczyć. W cišgu roku Alex Tew zarobił na sprzedaży swoich „dzieł"... milion dolarów, które przeznaczył na dalszš edukację.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL