Sport

Żukowski: Moskwa daje nadzieję

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Rok kończy się dobrze, gdyż Rosja własnoręcznie rozbroiła podłożoną przez siebie bombę.

Kiedy wybuchł dopingowy skandal z igrzysk w Soczi, można się było spodziewać powrotu sportowej zimnej wojny. Dowodów rosyjskiej winy przybywało, w końcu stały się ewidentne. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) twardniał, a z Moskwy wciąż dochodziły sprzeczne sygnały – możliwa była podróż w obie strony: bojkotu i zmasowanej antyzachodniej propagandy oraz uspokojenia, z troską o los mundialu, który zacznie się w Moskwie 14 czerwca.

Na szczęście niepewność trwała krótko. Władimir Putin powiedział, że bojkotu Pjongczangu nie będzie, sportowcy mogą jechać do Korei i startować, nawet bez hymnu i flagi matki Rosji, a ostatnie wątpliwości rozwiały decyzje dotyczące wszechpotężnego jeszcze niedawno Witalija Mutki, którego prestiż gwałtownie się sfilcował. Na igrzyska nie pojedzie, a teraz okazało się, że nie powita też gości jako szef komitetu organizacyjnego mundialu.

W ten sposób olimpijski sport pokonał najgroźniejszy zakręt od upadku muru berlińskiego. Czy po bezpiecznej stronie jest też mundial – jeszcze nie wiadomo, gdyż wśród próbek gotowych do ponownego badania są też budzące dopingowe wątpliwości próbki rosyjskich piłkarzy. W obecnej sytuacji, gdy w mediach trwa antydopingowa krucjata, a Międzynarodowa Federacja Piłkarska (FIFA) musi stawić czoło poważnym korupcyjnym zarzutom związanym z przyznawaniem mundiali Rosji i Katarowi, zbagatelizowanie tej sprawy może się okazać trudne, nawet dla nawykłych do przekrętów futbolowych działaczy. MKOl nie mógł zamieść pod dywan dopingowej afery, bo groziłoby to definitywną erozją jego autorytetu wobec opinii publicznej, już i tak bardzo krytycznej w stosunku do koncernu, który uwłaszczył się, a potem utuczył na igrzyskach.

Opinia o FIFA jest jeszcze gorsza, Gianni Infantino – następca Seppa Blattera – nie wypowiedział ani jednego zdania, które świadczyłoby, że zrozumiał grzechy swego poprzednika i chce pchnąć futbol na nowe tory. O odebraniu mundialu 2022 Katarowi nie słychać, choć wszyscy wiedzą, że to pomysł absurdalny, zrodzony w czasach, gdy władcom futbolu pieniądze szejków odebrały rozum.

Media są wobec FIFA bezlitosne i trudno sobie wyobrazić, by mundialowa gorączka zakneblowała krytykę. Gdyby w tej sytuacji wypłynęły poważne dopingowe dowody przeciwko rosyjskim piłkarzom, FIFA znalazłaby się w jeszcze gorszej sytuacji niż MKOl po Soczi. I kto wie, czy Władimir Putin znów posypałby głowę popiołem. Soczi, które miało być dumą Rosji, stało się jej wstydem, powtórka z mundialem byłaby wizerunkowo jeszcze kosztowniejsza.

Z myślą o sportowych sprawach przeglądałem w świątecznym tygodniu prasę, szukając wsparcia dla swoich wniosków o Rosji, dopingu, mundialu. Na zagranicznej raczej się nie zawiodłem, przy naszym internecie przeżyłem szok. Trzymam się jak najdalej od walk w klatkach, niezależnie od ich nazwy, ale tym razem nie było ucieczki. Dopadli mnie polscy bohaterowie przedświątecznego tygodnia – Szpila, „Strachu", Popek i paru innych. Na czołówce portalu sport.pl o poranku wyczytałem, że „Damian Janikowski doszedł do krucyfiksa, z którego bezlitośnie wyprowadzał pięści i łokcie na bezbronną twarz Chmielewskiego".

Jak tu nie czekać na mundial, nawet w Rosji, nawet w Katarze.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL