Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Sport

Żukowski: Radość nadchodzi pocztš

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Mistrzem olimpijskim można dziœ zostać w ciszy, bez hymnu, łez radoœci na podium, entuzjazmu stadionu i euforii rodaków.

Medal przychodzi w paczce z siedziby MKOl w Lozannie, w prasie pojawia się informacja (najczęœciej krótka), w statystykach nanoszona jest korekta i wszyscy zapominajš o sprawie. Tak mistrzyniš w rzucie młotem została Anita Włodarczyk (z Londynu – 2012) i ostatnio mistrzem w podnoszeniu ciężarów Szymon Kołecki (z Pekinu – 2008).

Te zdarzenia to finalny efekt walki z dopingiem, która dziœ nie kończy się wraz z pozytywnym dla sportowca wynikiem badania na igrzyskach. Pobrane próbki przechowywane sš przez dziesięć lat i badane przy użyciu nowych metod. Jeœli sportowiec wpada w te sidła, to traci medal, a ci, których jako oszust pokonał, otrzymujš satysfakcję. Jest spóŸniona, doœć intymna i przede wszystkim podszyta goryczš, bo w pamięci korespondencyjnego mistrza bez wštpienia pojawiajš się obrazy sprzed lat, gdy stadion wiwatował nie na jego czeœć, lecz w uznaniu dla rywala – dopingowicza.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski zabiera medale złoczyńcom i przyznaje pokrzywdzonym, choć oczywiœcie zdarzajš się przypadki (głównie w podnoszeniu ciężarów), gdy oszusta na podium zastępuje inny oszust, tylko złapany póŸniej.

Ale to za mało, trzeba pójœć o krok dalej i uczynić z tej odłożonej w czasie powinnoœci uroczystoœć prawdziwš, odbywajšcš się przy pełnych trybunach, w œwietle telewizyjnych kamer. Każdy, kto w myœl obecnej procedury uzyskał prawo do medalu, powinien go dostać w Tokio (2020), przy okazji dekoracji w jego konkurencji. I tak musi być co cztery lata. Tyle chyba MKOl może zrobić, jest to konieczne, by walka z dopingiem miała nie tylko formalnoprawny, lecz także moralny sens.

Tak naprawdę uroczystoœci wręczenia tego zdobytego dzięki laboratorium medalu powinna też towarzyszyć ceremonia jego odebrania oszustom, ale trudno liczyć na ich stawiennictwo, choć być może znaleŸliby się jacyœ nawróceni grzesznicy. Poczuciu winy czasem towarzyszy chęć pokuty, było już kilka dopingowo wstrzšsajšcych spowiedzi kolarzy czy lekkoatletów.

Ale nawet bez winowajców możliwe jest ich napiętnowanie, sš przecież telewizyjne obrazy sprzed lat, można pokazać, że ten pan lub ta pani na podium była nielegalnie. W prawie znane jest pojęcie infamii jako kary, może warto na to spojrzeć w ten sposób, także ku przestrodze dla tych, którzy wygrywajš dziœ i grzejš się w cieple sławy i wyłudzonych dzięki oszustwu pieniędzy.

A propos pieniędzy: to kolejny problem. Zwykle medalom towarzyszš premie i nagrody, w niektórych krajach, np. w Polsce, sš olimpijskie emerytury. Co z tym robić? W nowej polskiej ustawie o sporcie ma być zapis, że każdy sportowiec skazany za poważny doping (kara powyżej dwóch lat dyskwalifikacji) automatycznie traci prawo do emerytury. I to jest decyzja słuszna, oby weszła w życie.

Doczekaliœmy czasów, gdy olimpijska radoœć stała się uczuciem w zawieszeniu, podszytym nieufnoœciš, a nawet strachem. Oczywiœcie nie myœlimy o tym w chwili euforii, gdy biało-czerwona i hymn, ale w razie dopingowej wpadki po latach nie zostaje nam nawet ta radoœć, którš sportowcy otrzymujš pocztš.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL