Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Tenis

Sylwetka Łukasza Kubota

Łukasz Kubot (z lewej) i jego deblowy partner Marcelo Melo.
PAP/EPA
Łukasz Kubot został najlepszym deblistš œwiata (Przypominamy tekst z lipca 2017)

Finał gry podwójnej Wimbledonu trwał blisko pięć godzin. Równie mozolna była też droga 35-letniego tenisisty z Bolesławca do największego zwycięstwa w karierze.

Na finał Kubot nie musiał zrywać się z łóżka bladym œwitem. Mecz rozpoczynał się o 17. Mógł więc wstać o normalnej porze i przystšpić do najważniejszego spotkania w trwajšcej ponad ćwierć wieku karierze. Nie zawsze cieszył się takim komfortem – żeby dojœć na szczyt, zmagał się z przeciwnoœciami, które innych by zniechęciły, ale tego skromnego chłopaka z Bolesławca zahartowały.

Kiedy dziœ tłumaczy, jak nauczył się gry na trawie, zawsze z rozrzewnieniem wspomina treningi na parkiecie lubińskiej hali. Miejsca było tak mało, a nawierzchnia tak szybka, że returny musiał odgrywać bez zastanowienia. A return to jedno z kluczowych zagrań na trawie. Na klepce nauczył się też innych elementów agresywnej taktyki – woleja i serwisu. Zawsze podkreœlał, że dzięki tym umiejętnoœciom stał się też dobrym deblistš.

Nie narzekał na warunki, tylko ćwiczył. Nie marudził, kiedy musiał wstawać o pištej rano, by jechać na zajęcia na szóstš, bo tylko wtedy sala była dostępna dla jego grupy. Raz podwieŸli go rodzice, innym razem sam wsiadał na rower i ledwie rozbudzony dojeżdżał do hali. Czasami było zimno, ale nie zniechęciło go i to. PóŸniej, kiedy dostał ofertę z Wrocławia, dojeżdżał na treningi, korzystajšc z autobusu PKS.

Ta droga nauczyła go pokory, pracowitoœci i wytrwałoœci w dšżeniu do celu. Jak zwykle w tenisie pomogli też rodzice, właœciwe wybory oraz trochę szczęœliwy zbieg okolicznoœci.

Mama Dorota zawsze wspierała syna w codziennym znoju. Ojciec Janusz, były piłkarz Zagłębia Lubin, absolwent wrocławskiej AWF, długo prowadził z synem zajęcia ogólnorozwojowe. Dał mu pierwsze wskazówki, jak dbać o siebie, właœciwie się zregenerować, rozcišgać, odżywiać. Pierwszy duży sukces, mistrzostwo Polski do lat 16, pozwolił Łukaszowi na wyjazd na stypendium do USA, gdzie zrozumiał, co to jest profesjonalizm, i postanowił definitywnie, że zostanie zawodowym tenisistš. Wtedy też rozpoczšł wspinaczkę w œwiatowym rankingu, najpierw juniorskim. W Wimbledonie, dotarł do ćwierćfinału w grze pojedynczej.

W Polsce znalazł się w programie wspierajšcym młodych zdolnych zawodników – Prokom Team, finansowanym przez trójmiejskiego biznesmena Ryszarda Krauzego. Obecnoœć dobrodzieja z Gdyni na trybunie kortu centralnego Wimbledonu podczas sobotniego finału debla była nie pierwszym już wyrazem wdzięcznoœci Kubota za okazanš pomoc.

Wsparcie, bez którego w tenisie niczego się nie zdziała, przychodziło też z innych Ÿródeł. Na wyjazd do Stanów Zjednoczonych pożyczki rodzicom Łukasza udzielił Andrzej Szarmach, œwietny przed laty napastnik reprezentacji Polski, pracujšcy przez pewien czas z piłkarzami Zagłębia jako II trener.

Występujšcy na zakończenie piłkarskiej kariery w Austrii ojciec zapewnił synowi kontrakt na sprzęt z firmš Fischer, kontakty z tamtejszš federacjš, możliwoœć treningów w komfortowych warunkach. Łukaszowi udało się także dosyć wczeœnie nawišzać współpracę z czeskim klubem TK Neride. Dzięki temu nie musiał się martwić o silnych sparingpartnerów i miejsce do treningów. Miał do dyspozycji œwietnych czeskich szkoleniowców tworzšcych jeden z najbardziej skutecznych tenisowych systemów na œwiecie.

Sukcesy Kubot osišgał póŸniej niż inni, dochodził do nich przede wszystkim ciężkš pracš, a nie wyłšcznie siłš talentu. Ale on przynajmniej go nie marnował. Jak już wszedł na właœciwš œcieżkę, to jej nie opuœcił.

W grze pojedynczej w 2009 roku dwa razy doszedł do finałów turnieju ATP. Przegrał w Belgradzie z Novakiem Djokovicem i w kolumbijskim kurorcie Costa de Salupe z Juanem Carlosem Ferrero. Ale stać go było także na to, by ograć zawodników z pierwszej dziesištki rankingu ATP – Andy'ego Roddicka i Gaela Monfilsa. Apogeum jego kariery singlowej nastšpiło podczas „polskiego Wimbledonu" w 2013 roku, kiedy dopiero w ćwierćfinale przegrał z Jerzym Janowiczem.

W deblu czuł się jednak najlepiej. Od 2009 roku do sobotniego wieczoru wygrał 18 turniejów rangi ATP. Trzy lata temu w parze ze Szwedem Robertem Lindstedtem zwyciężył w wielkoszlemowym Australian Open. Przed rokiem z Austriakiem Alexandrem Peyš dotarł do półfinału turnieju Roland Garros. Teraz triumfował w najbardziej prestiżowym z Wielkich Szlemów – Wimbledonie. Jako pierwszy Polak. I zapowiada, że chce grać jeszcze długo, bo 35 lat w deblu to nie przeszkoda.

Bez treningów na parkiecie hali w Lubinie, bez zrywania się o pištej rano nie byłoby to możliwe.

Napisaliœmy historię, ale jeszcze nie czuję jak wielkš - Łukasz Kubot, polski tenisista, zwycięzca Wimbledonu

Rz: Co się czuje po takim finale? Tylko radoœć, zmęczenie czy ogromne spełnienie?

Łukasz Kubot: Nie wiem, co odpowiedzieć. Mówiłem na konferencjach, że każdy mecz jest inny, że to wcišż nowa karta. Kiedy dzień wczeœniej zobaczyłem kort centralny, jakby pršd poraził mnie na ten widok. Wychodzšc tutaj, już czujesz dumę, że jesteœ tam, gdzie marzyłeœ, by kiedyœ być. Wszyscy znajš mojš historię, jak musiałem wczeœnie rano jeŸdzić rowerem na treningi. Teraz marzenie się spełniło, choć chyba jeszcze nie zdaję sobie z tego sprawy. Może po powrocie do Polski to do mnie dotrze. Wiem, że wykorzystaliœmy doœwiadczenie Marcelo, który był tu w finale. W Australian Open grałem z Robertem Lindstedtem, który wczeœniej był w trzech finałach i żadnego nie wygrał. Takie doœwiadczenia były bardzo cenne. Szczęœcie nam w końcu dopisało. Tak, napisaliœmy historię, ale jeszcze nie czuję jak wielkš.

Ceni pan jednakowo wielkoszlemowy sukces w Melbourne i Londynie?

Tego nie da się porównać. Teraz jestem myœlami na korcie centralnym Wimbledonu, gdzie była fantastyczna atmosfera, ciarki przechodziły, ludzie klaskali, to, co się działo po ostatniej piłce – nie do opisania.

Może pan dziœ powiedzieć, że porzucenie gry singlowej to był znakomity pomysł na dalszy cišg kariery?

To była bardzo trudna decyzja, jedna z najważniejszych w moim życiu. Czasem jeszcze łza się w oku kręci, ale trzeba umieć słuchać swojego ciała.

To jest czas, w którym może pan dziękować wielu ludziom. Komu szczególnie?

Oczywiœcie dziękuję Marcelo, że za partnera wybrał właœnie mnie, ale w loży były osoby, które również wspomagały mojš karierę: pan Ryszard Krauze, Wojtek Fibak, którego tenisowe uwagi zawsze ceniłem najbardziej, pan Jaroslav Kalát – jeden z tych, dzięki którym od 2005 roku występuję w klubie z Czech, TK Neride. Chciałem też podziękować panu Andrzejowi Szarmachowi, który wspierał mojš karierę na poczštku. Zapraszałem go, ale ze względów prywatnych nie mógł przylecieć do Londynu. Przede wszystkim jednak dedykuję ten sukces rodzinie – oni najlepiej wiedzš, przez co przechodziłem, by być tutaj.

Ma pan już następne marzenia?

Chcę być zdrowy i żebyœmy dalej się dogadywali z Marcelo na korcie jak dotychczas. Wiadomo, wkrótce będzie Ameryka, korty betonowe, pojawiš się kolejne cele. Na razie jednak chcę odpoczšć. Teraz jest czas, żeby œwiętować.   —w Londynie wysłuchał Krzysztof Rawa

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL