Sędziowie i sądy

Antoni Górski dla Rzecz o prawie: Prezydent poza politycznymi gierkami

123RF
Większość posłów i senatorów gotowa jest nie respektować konstytucji

Prezydenckie weta do nowelizacji ustawy o KRS i o Sądzie Najwyższym trochę uspokoiły rozhuśtane nastroje społeczne. Powoli zaczyna opadać kurz protestów związanych z ich uchwaleniem.

W tak krótkim czasie i w takiej atmosferze trudno o stanowienie dobrego prawa. Z zadowoleniem i nadzieją przyjąłem więc zapowiedź pana prezydenta zgłoszenia inicjatywy ustawodawczej w obu tych ważnych dziedzinach ustrojowych. Wprawdzie została poniekąd na nim wymuszona przez szczególny splot przyczyn prawnych, politycznych, społecznych i ambicjonalnych, ale nie umniejsza to znaczenia jego aktywnego wkroczenia w proces stanowienia prawa.

To sprawa głowy państwa

Wydaje się zresztą, że materia wymiaru sprawiedliwości powinna być domeną prezydenta. Jest to uzasadnione, aby organ, który powołuje sędziów, wykorzystywał swoje konstytucyjne kompetencje także do projektowania ich statusu prawnego oraz kształtu ustrojowego sądownictwa. Dodatkowym argumentem jest tu stabilność personalna urzędu prezydenta, która umożliwia szersze spojrzenie na wymiar sprawiedliwości. Inaczej jest z ministrami tego resortu. Zmieniają się często, mając ambicje wniesienia swoich pomysłów reformujących ustrój sądownictwa i negując często działania poprzedników. Nie służy to poczuciu stabilności i powagi, niezbędnych przy ferowaniu orzeczeń sądowych. Nie bez znaczenia jest też szczególna pozycja ustrojowa prezydenta i jego silny mandat społeczny, udzielany mu w wyborach powszechnych, co stwarza szansę na zdystansowanie się od bieżących gier i gierek politycznych.

Jest tylko jedna legalna droga

Trzeba przyznać, że przejęcie inicjatywy legislacyjnej przez prezydenta następuje w szczególnie trudnym okresie. Jako organ czuwający z mocy art. 126 ust. 3 konstytucji nad jej przestrzeganiem, zobowiązany jest do respektowania jej nieprzekraczalnych granic określających ustrój sądownictwa. Podstawowe kontury tych granic zakreślone są w ustawie zasadniczej wyraźnie i kategorycznie. Artykuł 179 stanowi, że sędziowie są powoływani przez prezydenta, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, na czas nieoznaczony i jest to jedyna legalna droga uzyskania urzędu sędziowskiego.

Zgodnie zaś z art. 180 ust. 1 sędziowie są nieusuwalni, chyba że sąd dyscyplinarny orzeknie o złożeniu sędziego z urzędu (ust. 2), sędzia nie jest w stanie pełnić go z przyczyn zdrowotnych (ust. 3) albo osiągnie wiek skutkujący przejściem w stan spoczynku. Zgodnie z art. 180 ust. 4 sędziego można też przenieść w stan spoczynku w razie zmiany ustroju sądów lub zmiany okręgów sądowych. Innym przykładem kategorycznego brzmienia konstytucji jest art. 187 ust. 3, ustanawiający czteroletnią kadencję sędziów-członków KRS.

Z drugiej strony prezydent, chcąc uchwalenia przedstawionych projektów ustaw, musi się liczyć z realnym układem sił w parlamencie, a jak się okazało, większość posłów i senatorów gotowa jest nie respektować tych fundamentalnych postanowień konstytucji dotyczących ustroju sądownictwa.

Nadzieją napawa jednak deklaracja prezydenta o przeprowadzeniu możliwie szerokich konsultacji i dyskusji społecznych nad jego propozycjami legislacyjnymi, co być może pozwoli na utarcie się i zrównoważenie przynajmniej najbardziej skrajnych propozycji. Pozytywnie należy ocenić też płynące z Kancelarii Prezydenta sygnały, że w projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym znajdą się także propozycje zmian proceduralnych, w tym poszerzenia katalogu możliwości wydawania przez SN orzeczeń merytorycznych, zmieniających zaskarżone rozstrzygnięcia z powodu rażącego naruszenia prawa.

Lepsza konsultacja niż manifestacja

Nie wątpię, że w te prace legislacyjne włączą się środowiska sędziowskie, wnosząc do nich znaczący wkład intelektualny i znajomość rzeczy. Będzie to bardziej właściwe spełnienie przez nas obowiązku obywatelskiego i powinności wynikających z racji pełnionego urzędu niż udział w protestach i manifestacjach ulicznych. Te bowiem rządzą się swoimi prawami, a ich organizatorzy nie są w stanie zapanować nad emocjami części ich uczestników. Chodzi tu zwłaszcza o wypowiedzi, które trudno pogodzić ze statusem sędziowskim, tj. mające niewybredny charakter oraz o wzywające do obalenia demokratycznie wybranej władzy.

Nie przystoi

Dawanie pretekstu do kojarzenia sędziów z pierwszymi z nich po prostu nam nie przystoi. Drugie, zwłaszcza ze względu na liczną obecność polityków opozycji, mogą być odbierane jako opowiedzenie się po ich stronie przez stojących obok sędziów, a przynajmniej rodzić wątpliwości co do naszej bezstronności. Sędzia uczestniczący w takiej manifestacji nie ma bowiem, rzecz jasna, możliwości odcięcia się od takich słów, wobec czego, siłą rzeczy, pewne ich odium pośrednio spływa także na niego.

Koledzy uczestniczący w tych manifestacjach tłumaczą to koniecznością obrony wszelkimi sposobami zagrożonych podstawowych zasad wymiaru sprawiedliwości, a więc swego rodzaju stanem wyższej konieczności. Rozumiejąc te intencje, podzielam jednak zgłaszane licznie wątpliwości co do tego, czy uzasadnia to udział sędziów w takiej formie protestu.

Autor jest sędzią Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, byłym przewodniczącym Krajowej Rady Sądownictwa

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL