Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Sędziowie i sšdy

Spór o kadencje i stan spoczynku sędziów SN

Fotolia.com
Spór o kadencje i stan spoczynku jakoœ trzeba rozwišzać.

Dokonało się. Ustawy sšdowe zostały ogłoszone w Dzienniku Ustaw. I karuzela rusza. Rusza bardzo szybko, bo przepisy dotyczšce wyboru Krajowej Rady Sšdownictwa wchodzš w życie już dzień po opublikowaniu. Trzy dni póŸniej marszałek Sejmu obwieszcza w Monitorze Polskim rozpoczęcie procedury zgłaszania kandydatów, która ma trwać 21 dni. Czyli pod koniec stycznia listy kandydatów będš zamknięte. Cała procedura wyłaniania nowej KRS ma się skończyć w cišgu trzech miesięcy, czyli najpóŸniej do 2 kwietnia. I będzie po wszystkim.

Kwestiš do rozstrzygnięcia w najbliższym czasie jest, jak się zachować, gdy tryb wyboru członków KRS został okreœlony w sposób budzšcy poważne wštpliwoœci konstytucyjne. Co prawda, konstytucja nie okreœla wprost, kto wybiera sędziów do KRS, co daje możliwoœć różnorakich interpretacji, jednak dominujšca wykładnia celowoœciowa, systemowa i historyczna prowadzi do wniosku, że wyboru powinni dokonywać sędziowie.

Gaœnie zbiorowo czy indywidualnie

Do oczywistego złamania konstytucji może zaœ prowadzić przepis przejœciowy, wygaszajšcy kadencje dotychczasowych sędziów w KRS dzień przed objęciem funkcji przez nowych członków. Czteroletnia kadencja członków KRS jest bowiem jednoznacznie okreœlona w art. 187 ust. 3 konstytucji, wobec czego jej skrócenie na mocy ustawy zwykłej jest bezskuteczne.

Jest co prawda kwestiš spornš, czy powinna być liczona łšcznie dla wszystkich wybranych sędziów (jak np. senatorów), czy też indywidualnie dla każdego z nich (jak np. sędziów Trybunału Konstytucyjnego). Dotychczasowa ustawa tego nie przesšdzała, Konstytucja tym bardziej nie. A praktyka była zróżnicowana. Poczštkowo kadencję liczono łšcznie i sędzia wstępujšcy do KRS pełnił swš funkcję tylko do zakończenia kadencji wszystkich pozostałych. Zmieniło się to na mocy uchwały KRS z 2002 r., która wprowadziła zasadę indywidualnego liczenia kadencji każdego sędziego. I gdy w 2004 r., w połowie kadencji, członkiem Rady został sędzia Roman Kęska, nie skończył on kadencji wraz z innymi w 2006 r., lecz trwała ona pełne cztery lata, do 2008 r. I tak jest do dziœ.

Odmiennš koncepcję przyjšł Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 21 czerwca 2017 r. (K 5/17), kwestionujšc indywidualne liczenie kadencji KRS. Niestety, rozstrzygnięcie to nie tylko nie rozwišzało sprawy, ale jeszcze jš zagmatwało. W składzie TK zasiadły bowiem dwie osoby, które nie sš uprawnione do orzekania, tzw. dublerzy. W rezultacie nie wiadomo, czy mamy do czynienia z wyrokiem, czy też jedynie z opiniš trzech sędziów i dwóch profesorów „przy kawie i ciasteczkach".

A zagadnienie to ma duże znaczenie, bo przy łšcznym liczeniu obecna kadencja sędziów w Radzie wygaœnie 29 marca 2018 r., co niemal dokładnie pokryłoby się z rozpoczęciem kadencji według nowej ustawy. Czyli problem byłby jedynie teoretyczny. Gorzej byłoby w razie indywidualnego liczenia kadencji. Kadencje indywidualne wygasajš bowiem różnie. Większoœć do końca marca 2018 r., po jednej w maju i w czerwcu 2018, ale dwie (sędziowie: Jan Grzęda i Krzysztof Wojtaszek) zaczęły się w 2016 r. i powinny trwać do 2020 r. Tym samym w dwóch przypadkach na 15 mielibyœmy do czynienia z ewidentnym i długotrwałym złamaniem konstytucyjnej kadencji, a dwaj sędziowie wybrani na te miejsca (którzy?) mieliby status „dublerów", tak jak w TK. Jak wpłynęłoby to na skutecznoœć decyzji Rady? Kwestia jest otwarta.

Prezes na wychodŸstwie

Całkiem jednoznacznie wyglšda natomiast kwestia kadencji pierwszego prezesa Sšdu Najwyższego. Jest ona konstytucyjnie okreœlona na szeœć lat i kończy się 30 kwietnia 2020 r. Ustawš zwykłš zmienić się tego nie da, nawet poprzez obniżenie wieku spoczynkowego. Równie dobrze można byłoby skrócić kadencję prezydenta, ustalajšc w ustawie jakiœ nowy warunek sprawowania urzędu, którego Andrzej Duda nie spełnia. W takim przypadku jednak ustawa zapewne nie byłaby podpisana...

Rezultat jest taki, że prof. Gersdorf będzie formalnie pełniła swojš funkcję jeszcze przez dwa lata. A jeœli ktoœ zajmie jej gabinet – zostanie po raz pierwszy w historii pierwszym prezesem SN na wychodŸstwie. Całkiem możliwe, że jej następca na tym stanowisku może być traktowany jak dubler.

Wštpliwy bojkot

Pojawia się oczywiœcie podstawowe pytanie: co robić? Jakie działania należy podejmować po przegranej kampanii w obronie sšdów, w zupełnie nowych warunkach?

Terminy ustawowe wskazujš, że pierwsze decyzje w sprawie kandydowania do KRS trzeba podjšć już w styczniu. W œrodowisku sędziowskim dominuje przekonanie, że w wyborach do nowej KRS nie należy brać udziału. A nawet – że ze względu na wštpliwoœci konstytucyjne brać w nich udziału nie wypada, bo byłby to przejaw kolaboracji. I wobec długotrwałej kampanii skierowanej przeciwko sšdom nie można się dziwić takim poglšdom. Takie stanowisko, jeszcze w kwietniu 2017 r., zajęło Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia i je podtrzymuje. W podobnym tonie wypowiedziało się kilka organów samorzšdu sędziowskiego. Sędzia Jacek Ignaczewski na swoim portalu Imponderabilia Sšdowe rozpoczšł nawet akcję „Dziękuję – nie kandyduję". Wydawać by się więc mogło, że sprawa jest prosta. Skoro nowe przepisy budzš wštpliwoœci konstytucyjne, to lepiej nie legitymizować KRS w nowym składzie.

Czy jednak jest to stanowisko najkorzystniejsze z punktu widzenia podstawowego celu, jakim jest ochrona niezależnoœci sšdów i niezawisłoœci sędziów? Wydaje się, że niekoniecznie. Otóż przepisy nowej ustawy skonstruowane sš w ten sposób, że w drugiej turze każdy klub poselski może wystawić maksymalnie dziewięciu kandydatów (na 15 miejsc). Ostatecznie listę układa Prezydium Sejmu, więc można przypuszczać, że partia rzšdzšca te dziewięć miejsc obsadzi kandydatami proponowanymi przez siebie. Natomiast pozostałych szeœć miejsc może być obsadzonych przez partie opozycyjne. W razie jednak bojkotu wyborów do KRS – czy to z sędziów, czy też partii opozycyjnych – wszystkie 15 miejsc obsadza Prezydium Sejmu zdominowane przez partię rzšdzšcš.

W tej sytuacji bojkot wyborów oznacza oddanie walkowerem wszystkich miejsc w KRS partii rzšdzšcej. Wynik 9:6 a 15:0 to jest jednak różnica. Czy bojkot będzie lepszy dla ochrony nienależnoœci władzy sšdowniczej? Zwolennicy bojkotu uznajš, że to w sumie bez znaczenia, bo i tak te szeœć głosów niewiele znaczy w dwudziestopięcioosobowej Radzie. Jednakże sama możliwoœć udziału w pracach KRS, obserwowania tych obrad, zgłaszania wniosków i komentowania decyzji, jest istotnš wartoœciš, której nie można nie doceniać. W Sejmie opozycja też nie ma nic do powiedzenia, a przecież nikt nie twierdzi, że opozycyjni posłowie powinni z tego powodu złożyć mandaty.

Poza tym w skład KRS wejdš sędziowie w stanie czynnym, którzy siłš rzeczy sš przyzwyczajeni do niezależnoœci działania i wcale nie jest powiedziane, że kandydaci popierani przez jakšœ partię będš na pewno prowadzili politykę tejże. Nawet w TK mamy przykład sędziego Pszczółkowskiego, który nie wykonuje celów politycznych rekomendujšcej go partii. W KRS taka ewentualnoœć jest o wiele bardziej prawdopodobna.

Należy też rozważyć dalsze skutki zakwestionowania legalnoœci nowej KRS. Czy w takim wypadku za bezskuteczne należałoby także uznawać uchwały podejmowane przez nowš Radę? Czy trzeba by kwestionować wnioski o nominacje sędziowskie? A co za tym idzie – nominacje wręczone na podstawie tych wniosków? I czy w ostatecznym rachunku nie należałoby kwestionować orzeczeń wydawanych przez sędziów powołanych na wniosek nowej KRS? Zwolennicy bojkotu nie dajš odpowiedzi na te pytania, a sš one kluczowe dla dalszego funkcjonowania polskiego wymiaru sprawiedliwoœci.

Nie jest celem niniejszego artykułu propagowanie jednej, jedynie słusznej koncepcji, lecz przedstawianie różnych możliwoœci działania. Ocenie czytelników i sędziów rozważajšcych zgłoszenie swoich kandydatur pozostawiam rozstrzygnięcie, która możliwoœć jest dla sšdownictwa korzystniejsza.

Dylemat sędziów SN

Znacznie więcej dylematów majš przed sobš w najbliższym czasie sędziowie Sšdu Najwyższego. Ci z nich, którzy przekroczyli 65. rok życia, muszš zdecydować, czy odchodzš w stan spoczynku, czy też złożš wniosek o pozostanie w służbie czynnej. Profesor Gersdorf już złożyła publicznš deklarację, że takiego wniosku – jako wštpliwego konstytucyjnie – nie złoży. Niemniej sprawa nie jest wcale taka prosta, bo trzeba wybrać między rozwišzaniem bardziej honorowym, jakim jest odejœcie w stan spoczynku, a bardziej pragmatycznym, jakim jest pozostanie w służbie czynnej. Nie dla własnych korzyœci czy kariery, ale dla ocalenia dotychczasowego dorobku Sšdu Najwyższego. Bo na zwolnione miejsca przyjdš przecież nowi sędziowie, desygnowani przez nowš KRS.

Podobny dylemat majš sędziowie SN, którzy nie skończyli jeszcze 65. roku życia. Ustawodawca dał im bowiem wyraŸnš zachętę do odejœcia w postaci artykułu 111 § 2, który umożliwia przejœcie w stan spoczynku każdemu sędziemu SN, jeœli złoży taki wniosek w cišgu szeœciu miesięcy. W mediach pojawiły się opinie, że na znak protestu przeciwko nowelizacji wszyscy sędziowie SN powinni odejœć w stan spoczynku. To jednak znowu oddanie pola walkowerem. W takim wypadku ziœciłby się bowiem plan zawarty w pierwotnym projekcie ministra Ziobry, który zakładał dla SN „opcję zerowš".

Kolejny dylemat wišże się z obsadš stanowisk funkcyjnych. W pierwszej kolejnoœci chodzi o tymczasowe kierowanie SN lub Izbš, po przejœciu dotychczasowych pierwszego prezesa SN lub prezesa SN w stan spoczynku. W takim razie kierowanie SN lub Izbš powierza prezydent (art. 111 § 4). I powstaje wštpliwoœć, czy takš tymczasowš funkcję przyjmować, czy też nie. Z jednej strony ewentualny bojkot na pewno może mieć ważnš wymowę symbolicznš. A w razie powodzenia – także praktycznš, bo na dłuższy czas działalnoœć SN zostałaby sparaliżowana. Z drugiej strony – odpowiedzialnoœć za państwo wskazuje, by nie pozostawiać sšdu bez kierownictwa. Skoro politycy takiej odpowiedzialnoœci nie przejawiajš, to może przynajmniej sędziowie powinni?

Sytuacja powtórzy się w momencie wyłaniania kandydatów na stanowiska funkcyjne, po uzupełnieniu składu SN do planowanych 110 etatów sędziowskich. Szczególnie ważka będzie kwestia obsadzenia stanowiska pierwszego prezesa SN, które z mocy konstytucji pozostanie przecież obsadzone do 2020 r. Czyli ewentualny kandydat musi godzić się na niezbyt chlubnš rolę dublera. A ustawa przewiduje przedstawienie aż pięciu kandydatów.

Czy zatem sędziowie SN powinni – w sposób czynny i bierny – uczestniczyć w akcie wyboru kandydatów, czy też go zbojkotować? Zwłaszcza gdy bojkot oznacza de facto, że kandydatów wyłoniš jedynie „nowi" sędziowie SN, których w gronie 110 sędziów będzie co najmniej 62 (56 proc.), próba zatem zerwania kworum Zgromadzenia Ogólnego może okazać się nieskuteczna.

Podobny problem będzie dotyczył wyboru prezesów Izb, z tš różnicš, że ich kadencje nie sš regulowane konstytucyjnie, zatem przynajmniej w tych przypadkach nie będzie problemu dublerów. Co nie oznacza, że nie będzie problemów w ogóle, ponieważ każdy udział w akcie wyborczym (czynny lub bierny) może być traktowany jako legitymizacja obecnej nowelizacji. Brak zaœ tego udziału oznaczać może całkowite oddanie pola.

Jak widać, w najbliższym czasie sędziowie stanš przed iœcie Hamletowskim „być albo nie być?" w organach władzy sšdowniczej po zmianach. Już niedługo zobaczymy, jakš odpowiedŸ da nasze œrodowisko.

Autor jest sędziš Sšdu Okręgowego w Płocku, prezesem Oddziału Płockiego Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Profesor Gersdorf będzie formalnie pełniła funkcję pierwszego prezesa Sšdu Najwyższego jeszcze przez dwa lata. A jeœli ktoœ zajmie jej gabinet – zostanie po raz pierwszy w historii pierwszym prezesem SN na wychodŸstwie.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL