Sądownictwo

Sebastian K.: Udowodnię, że nie jestem winny ws. wypadku premier Szydło

Fotorzepa, Radek Pasterski
- Wiem, czym jest warunkowe umorzenie i jakie są jego warunki i konsekwencje. Jednak dziękuję, nie skorzystam z tego dobrodziejstwa - mówi Sebastian K., który według prokuratury jest sprawcą drogowego wypadku premier Beaty Szydło w Oświęcimiu.

"Rzeczpospolita": Prokuratura skierowała do sądu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania przeciwko panu. Przyjmie pan tę propozycję?

Sebastian K.: Informacja ta wzbudziła mój sprzeciw. Nie jestem winny tego wypadku, dlaczego więc miałbym za takie być uznany? Wiem, czym jest warunkowe umorzenie i jakie są jego warunki i konsekwencje. Jednak dziękuję, nie skorzystam z tego dobrodziejstwa.

Czyli chce pan jawnego procesu. Dlaczego?

Razem z moim obrońcą wierzymy, że uda nam się wykazać, że nie ja jestem winien spowodowania tego wypadku a w konsekwencji obrażeń u ludzi, zwłaszcza u oficera BOR, który doznał, spośród wszystkich poszkodowanych, obrażeń najpoważniejszych.

Jak zapamiętał pan wypadek? Co wydarzyło się 10 lutego 2017 r. na skrzyżowaniu w Oświęcimiu?

Proszę mi wybaczyć, ale nie chciałbym tu mówić nic, co mogłoby później zostać użyte przeciwko mnie w postępowaniu, które przed sądem jeszcze się nie rozpoczęło.

Jest pan przekonany o swojej niewinności. Biegli twierdzą że to Pana nieostrożność doprowadziła do wypadku.

Jestem przekonany, że nie ja ponoszę winę za spowodowanie tego wypadku. Mój obrońca przestrzegał mnie przed mówieniem publicznie o szczegółach tej sprawy do czasu, aż nie zostaną one odczytane w sądzie. Proszę wiec nie mieć mi za złe, że nie ustosunkuję się do drugiej części pytania.

Media, w tym „Rzeczpospolita”, donoszą o kontrowersjach w wyjaśnianiu tego wypadku. Czy jest coś co Pana szczególnie niepokoi?

Niepokoi mnie czas trwania tegp postępowania, jakieś bliżej niewyjaśnione zawirowanie związane z odejściem trzech prokuratorów od prowadzenia tej sprawy. Z przekazów medialnych wiadomo, że ich już nie ma ale nie wiadomo, czy sami odeszli na własne żądanie, czy też ich przełożony ich wyrzucił, a jeśli tak to dlaczego. Razem z moim obrońcą wierzymy, że nadejdzie taki czas, kiedy i ta okoliczność zostanie wyjaśniona. Nie chcę absolutnie czegokolwiek sugerować, ale jeśli w tej sprawie były jakieś zamierzone nieprawidłowości, które skutkowały choćby tak długim czasem śledztwa, to jako człowiek, który tak długo pozostaje pod zarzutem popełnienia przestępstwa, spodziewam się, że działania takie zostaną właściwie ocenione i osądzone.

Czy wierzy pan w uczciwy proces i sprawiedliwy wyrok?

Gdybym nie wierzył, to nie podjąłbym decyzji o braku zgody na warunkowe umorzenie postępowania. Jestem przekonany, że przed sądem uda mi się wykazać okoliczności, które zdejmą ze mnie winę za to zdarzenie. W konsekwencji zaś spowoduje to ściganie właściwego sprawcy związanego z tym wypadkiem i właściwą ocenę (z wszystkimi konsekwencjami) wszelkich, jak mówi mój obrońca, „źródeł dowodowych” w tej sprawie.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL