Gangster o Gawroniku: Jeszcze kilka godzin, a powiedziałby mi gdzie są ukryte zwłoki

aktualizacja: 27.10.2016, 21:30
Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Jeszcze kilka godzin, a Gawronik powiedziałby mi gdzie są ukryte zwłoki – mówił w czwartek w sądzie gangster Krzysztof Ł., świadek w procesie Aleksandra Gawronika. Były senator oskarżony jest o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary.

REDAKCJA POLECA
18.05.2016
Gawronik w sądzie: Tam nie ma faktów
06.04.2016
Dziennikarz świadkiem w procesie o podżeganie do zabójstwa Ziętary
05.02.2016
Sąd Apelacyjny utrzymał kary porządkowe dla obrońców Gawronika
12.01.2016
Gawronik sądzony ws. zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!
kariera
5 idealnych zdrowych przekąsek w biurze

Proces Gawronika (zgodził się na podawanie pełnego nazwiska) rozpoczął się w styczniu. Były senator oskarżony jest o nakłanianie ochroniarzy spółki Elektromis do porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa reportera "Gazety Poznańskiej" Jarosława Ziętary.

W czwartek przed Sądem Okręgowym w Poznaniu zeznawał m.in. Krzysztof Ł., jeden z członków działającej na południu kraju tzw. grupy Ala Capone, zajmującej się m.in. zabójstwami na zlecenie. Mężczyzna ostatnie 19 lat spędził w zakładzie karnym, który opuścił we wrześniu 2015 r. Jak mówił, w 2001 r., kiedy obaj z Gawronikiem przebywali w Areszcie Śledczym w Katowicach, Gawronik miał opowiedzieć mu o szczegółach sprawy Ziętary, w tym o motywie, przez który Ziętara, nazywany przez Gawronika w relacjach świadka "pismakiem" i "żydkiem", miał zostać "uciszony".

"Ja z Gawronikiem miałem wspólne tematy, np. związane z malarstwem. Spotykaliśmy się na spacerach, w łaźni, bardzo często, codziennie. Gawronik należał do rzadkiej grupy osób, które za bardzo nie mogą sobie poradzić w więzieniu. Był źle traktowany, nie wiem czy sobie zasłużył, ale coś tam miał z chłopakami. Raz czy dwa razy stanąłem w jego obronie" – mówił Krzysztof Ł.

Świadek zeznał, że jak mu tłumaczył Gawronik, Ziętara miał swojego informatora w Elektromisie. W pewnym momencie, kiedy dziennikarz wiedział już zbyt wiele oraz "doszło do jakiegoś przypadkowego przecieku informacji, niedługo potem zapadła decyzja, żeby go (Ziętarę – PAP) zgładzić. Nie wiem czy tę decyzję podjął sam Gawronik czy ze Świtalskim, ale na pewno nie sam. (...) Kiedy został zawinięty, o ile dobrze pamiętam, jeszcze dwa czy trzy dni go przesłuchiwali w magazynach Świtalskiego (Mariusz, twórca Elektromisu - PAP), był gnębiony. (...) Chyba zabrano mu jeszcze klucze, i chyba jakąś książeczkę" – tłumaczył. 

Jak mówił, relacja Gawronika była bardzo przekonująca, a b. senator darzył go pewną dozą zaufania. Krzysztof Ł. podkreślił, że gdyby niedługo po tej rozmowie nie został przeniesiony do innego zakładu, to "jeszcze kilka godzin, a Gawronik powiedziałby mi gdzie są ukryte zwłoki" - zaznaczył gangster. Swą wiedzę na temat sprawy Ziętary mężczyzna postanowił wyjawić prokuraturze tuż przed wyjściem z ZK w 2015 r. 

We wcześniejszych zeznaniach przytoczonych przez sąd Krzysztof Ł. mówił, że Gawronik miał mu się przyznać także do "milionowych przemytów alkoholu". Wskazał też, że informator Ziętary z "bliskiego otoczenia Świtalskiego" także miał zostać wtedy zlikwidowany. 

"Olek (Aleksander Gawronik - PAP) powiedział, że trzeba było zabić pismaka bo to zagrażało nie tyle im (Gawronikowi i Świtalskiemu - PAP), ale urzędnikom których mieli w kieszeni, bo to dzięki im się tak dorobili (...) zawinęli tego żydka jak wyszedł z jakiegoś sklepu i mieli go zawieźć do magazynów Elektromisu, miał być bardzo gnębiony (...) tam go przesłuchiwali. On miał bardzo rozległą wiedzę i był bardzo niebezpieczny dla niego i Świtalskiego. (...) Potem mieli przywieść do domu Olka dokumenty i klucze zakrwawione, to miał być dowód" – powiedział. "Trudno mi dziś powiedzieć w jaki sposób został zamordowany Ziętara, ale chyba raną kłutą, z której było bardzo dużo krwi" – dodał. 

W przytoczonych zeznaniach Krzysztof Ł. podkreślał też, że "Olek mówił, że to on razem ze Świtalskim zlecili to porwanie i zabójstwo. Tu przypominam sobie jeszcze, że Olek mówił, że ci ochroniarze oraz dżentelmen ze Wschodu dostali od nich, czyli od niego i Świtalskiego pieniądze za zlikwidowanie pismaka. Nigdy nie powiedział mi jaka to była kwota, ale podkreślał, że duża" – zaznaczył. 

Obrońca Gawronika adw. Patrycja Leśkiewicz powiedziała dziennikarzom po rozprawie, że po przesłuchaniu Krzysztofa Ł. "nie spodziewała się niczego nadzwyczajnego". Jak mówiła, jest to świadek, który zeznaje "o nieprawdopodobnych okolicznościach".

"W zeznaniach pana Krzysztofa Ł. jest bardzo dużo nieścisłości, choćby dotyczących rzekomego przemytu spirytusu przez przejście graniczne w Słubicach" – podkreśliła i dodała, że zeznania Krzysztofa Ł. to "typowy dowód z pomówienia". "Niestety takich dowodów w procesach karnych jest bardzo dużo, więc są ściśle określone wytyczne Sądu Najwyższego dotyczące tego, jak należy oceniać taki dowód" – powiedziała Leśkiewicz. 

Aleksander Gawronik ma się szczegółowo odnieść do zeznań Krzysztofa Ł. na kolejnej rozprawie. 

W czwartek przed Sądem Okręgowym w Poznaniu zeznawał też Jarosław D., były prokurator, i były prezes zarządu Elektromisu, a obecnie odbywający karę pozbawienia wolności. Powiedział, że nie ma żadnych informacji związanych ze sprawą Ziętary. Nawiązał jednak do kwestii swego przesłuchania w tej sprawie w Krakowie z 2014 r. 

Jak oceniał, przesłuchanie z prawniczego punktu widzenia nie było przeprowadzone do końca prawidłowo. "Policjanta z +Archiwum X+ bardziej interesowała osoba pana Mariusza Świtalskiego, informacje o jego działalności, przeszłości. (...) Ja oczywiście żadnych informacji na temat pana Świtalskiego nie udzieliłem" – mówił. 

Opisywał także przebieg przesłuchań, do jakich doszło w lipcu i grudniu 2014 r. Jak mówił, w pewnym momencie został mu zaproponowany układ – "jeśli wystawię im Mariusza Świtalskiego, to oni spowodują to, że nie będę musiał odpowiadać za moje przestępstwo (...) Była to dla mnie absurdalna sytuacja". Dodał, o naciskach na siebie, o których mówił w sądzie, był już przesłuchiwany w prokuraturze w Katowicach. 

Wcześniej o rzekomych naciskach krakowskiej prokuratury na świadków w tej sprawie mówił m.in. Maciej B. ps. Baryła, również świadek w procesie Gawronika. "Baryła" twierdził, że zeznawał zgodnie z "instrukcjami prokuratury", bo obiecano mu akt łaski. 

W czwartek zeznania składał także Przemysław Nowicki, b. redaktor naczelny "Gazety Poznańskiej", w której pracował Ziętara. Jak zeznał, dziennikarz zajmował się w gazecie głównie tematami gospodarczymi, politycznymi i społecznymi.

Nowicki mówił także o sytuacji, do jakiej doszło na przełomie 1993 i 1994 r., kiedy do "Gazety Poznańskiej" przyszedł Gawronik w sprawie publikacji na temat przygotowywania przemytu papierosów z jego udziałem i żądał zwolnienia dziennikarzy. "Myślę, że pan Gawronik zmienił już wtedy metody działania i przestał zlecać zabójstwa dziennikarzy, tylko przyszedł i żądał zwolnienia" – powiedział redaktor. 

Mec. Leśkiewicz podkreśliła na rozprawie, że artykuł, którego dotyczyła przytoczona przez Nowickiego sytuacja, miał dla Gawronika wówczas bardzo poważne konsekwencje biznesowe. Jak powiedziała, w związku ze słowami świadka nt. "metod postępowania Gawronika z dziennikarzami" nie wyklucza złożenia pozwania świadka o ochronę dóbr osobistych. 

W sądzie zeznawali także świadkowie, którzy odnosili się do sprawy samobójstwa związanego z Elektromisem Romana K., ps. "Kapela" w 1993. Według mediów, w tym "Głosu Wielkopolskiego", który w maju tego roku opublikował artykuł na ten temat, nadal wiele okoliczności tej sprawy jest niejasnych. "Kapela", według informatorów cytowanych przez media, "miał wyrzuty z powodu przyczynienia się do śmierci dziennikarza. Uczestnicząc w jego porwaniu, nie wiedział, że zostanie on zabity. Kiedy ruszyło śledztwo w sprawie Ziętary, obawiano się, że może on złożyć zeznania i dlatego postanowiono go uciszyć". 

Rodzina Romana K., w tym wdowa po nim powiedziała, że jej mąż nie był człowiekiem, który mógłby się zabić i nie miał ku temu powodów. Mówiła też, że już na dwa dni przed śmiercią Romana K., jej matka odebrała telefon, w którym ktoś ją poinformował, że jej zięć nie żyje. 

W czwartek przed sądem miał zeznawać także dziennikarz Piotr Najsztub, związany w latach 90. z poznańskimi mediami. Jak poinformował sąd, prokuratura nie była w stanie dostarczyć mu zawiadomienia w prawidłowy sposób i ustalić jego aktualnego miejsca zamieszkania. Na początku lat 90. Najsztub wraz z Maciejem Gorzelińskim opublikowali w "Gazecie Wyborczej" dwa artykuły, w tym "Państwo Elektromis", który opisywał m.in. mające zachodzić w firmie prowadzonej przez XXX Świtalskiego nadużycia podatkowe i celne. Dziennikarze po publikacji artykułów mieli otrzymywać pogróżki i być ostrzegani, że "ktoś ma na nich zlecenie". 

Proces Gawronika rozpoczął się w styczniu br. Były senator odpowiada z wolnej stopy. Nie przyznaje się do winy. Grozi mu nawet dożywocie. 

Jarosław Ziętara współpracował m.in. z "Gazetą Wyborczą", "Wprost" i "Gazetą Poznańską", gdzie zajmował się m.in. tematyką tzw. poznańskiej szarej strefy. 1 września 1992 r. wyszedł ze swego mieszkania i tam widziany był po raz ostatni. W 1999 roku został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dnia dzisiejszego nie odnaleziono.

POLECAMY

KOMENTARZE