Rzecz o prawie

Kontrowersyjny postulat w Szwecji: ujawniać pochodzenie gwałcicieli

Adobe Stock
Czy można rejestrować gwałcicieli, uwzględniając ich etniczność? Nie można. A Umiarkowana Partia Koalicyjna chce zbadać przestępczość seksualną w kraju. Zamiary partii przełamują tabu imigracji i są wodą na młyn szwedzkich decydentów i kręgów opiniotwórczych.

Kiedy dwa lata temu zwróciłam się do Rady Prewencji Przestępstw (BRA) o udostępnienie statystyki kryminalnej i pochodzenia sprawców, otrzymałam następującą odpowiedź: w kryminalnej statystyce nie rejestruje się kraju pochodzenia, etniczności, religii itp. Czasami jednak tylko dla celów naukowych bada się niektóre parametry przestępczości. Rada Prewencji Przestępstw nie posiada żadnego aktualnego raportu o imigrantach i przestępczości. Ostatnio taki raport BRA opublikował 12 lat temu. Jest jednak dostępne studium sprzed sześciu laty opracowane przez Johana Kardella z Instytutu Kryminologii przy Uniwersytecie Sztokholmskim. Autor zbadał w nim przyczyny tego, że grupy osób obcego pochodzenia są zarejestrowane za popełnienie większej ilości przestępstw, niż powinny, biorąc pod uwagę procent, jaki stanowią w społeczeństwie. Nie chodzi o to, by tworzyły większość osób widniejących w katalogu sprawców. Autor studium twierdzi, że badanie obszaru, który odnosi się do osób obcego pochodzenia, i ich udziału w rejestrze czynów karalnych jest często uważane za kontrowersyjne. Naukowcy (tacy jak Sveri, Ahlberg i Lööv) twierdzą jednak, że badanie przestępczości cudzoziemców przeciwdziała błędnym i bezpodstawnym wyobrażeniom. Brak odpowiedniej wiedzy rodzi tylko spiskowe teorie. Temat stanowił tabu i to przełożyło się na to, że szwedzcy kryminolodzy unikali szczegółowego studiowania nadreprezentacji osób obcego pochodzenia w rejestrach karnych. Po opublikowaniu raportu BRA w 1996 r. w prasowej postdebacie stwierdzono, że dominacja migrantów w szwedzkiej statystyce kryminalnej była tak nieprzyjemną prawdą, że wielu chce ją po prostu przemilczeć.

I tabu obowiązuje do dzisiaj. Dlatego Umiarkowana Partia Koalicyjna wystąpiła z bardzo odważnym postulatem, by rząd zlecił Radzie Prewencji Przestępstw opracowanie raportu o sprawcach gwałtów łącznie z ich pochodzeniem.

Rzecznik prawny Umiarkowanej Partii Koalicyjnej i przewodniczący komisji ds. sprawiedliwości Tomas Tobé tłumaczy, że w kraju przybyło przestępstw seksualnych. W latach od 2007 do 2016 r. statystyka zgłoszonych gwałtów była wyższa o 41 proc., podczas gdy liczba zidentyfikowania sprawców spadła. Sytuacja zdaniem Tobé jest nie do przyjęcia.

Nie trzeba dodawać, że postulat nie trafił na podatny grunt w kraju, który nie zawsze może się poszczycić publiczną transparentnościa, jeżeli chodzi o politykę migracji. Rzecznik i przewodniczący komisji ds. sprawiedliwości podkreślał, że ostatnio taki raport powstał w 2005 r. i dla ówczesnego socjaldemokratycznego premiera Szwecji Görana Perssona nie było to nic dramatycznego. Trudno mi zrozumieć, że opracowując raport, nie można badać, kto pada ofiarą i kto jest sprawcą czynów – mówił Tobé. Im więcej się o tym wie, tym skuteczniej będzie można zapobiegać – argumentował. Istnieją wszak czyny seksualne niezwiązane z etnicznością, i są takie, które się z tym łączą.

Zamiatanie zaś trudnych kwestii pod dywan i nieupublicznianie faktów prowadzi jedynie do powstawania mitów i spekulacji. Rada wszak otrzymuje pytania o wzroście seksualnych przestępstw i chciałaby, by zbadano tego przyczyny. Dlaczego zatem rząd ogranicza politycznie BRA w swoich działaniach?

Takie argumenty nie trafiają jednak do zagorzałych przeciwników ujawniania pochodzenia przestępców. Zdaniem Matsa Pertofta z współrządzącej z socjaldemokratami partii Zielonych w badaniu zjawiska należy skoncentrować się na nauce i empiryzmie, a nie na populizmie i propagowaniu przesądów. Definiowanie różnych przestępców pod względem ich pochodzenia jest krokiem w niewłaściwym kierunku.

Pertoft zarzucił także Umiarkowanej Partii Koalicyjnej chodzenie ścieżkami antyimigranckiego grupowania Szwedzcy Demokraci. W jego opinii cała fala wystąpień kobiet w akcji #Me Too wskazuje na to, że za seksualne prześladowania odpowiadają szwedzcy mężczyźni w średnim wieku.

I tu mają Zieloni częściowo rację. Szwedzi, ale nie tylko oni. Co jednak nie koliduje z przyzwoleniem na zbadanie faktycznego stanu rzeczy, jeżeli chodzi o imigrantów. Nie świadczy to bowiem o ich stygmatyzowaniu i nie prowadzi do skojarzeń z Instytutem Eugeniki w Uppsali, jak poniektórzy sądzą. Rozpoznanie byłoby wykorzystane w prewencji i zwalczaniu seksualnych zbrodni.

Umiarkowana Partia Koalicyjna ma również ideę zaostrzenia kar za przestępstwa seksualne, ponieważ nie zmieniły się od 50 lat. Najniższa kara za gwałt zostałaby podniesiona z dwóch do trzech lat za kratami, a za molestowanie groziłoby co najmniej dziewięć miesięcy więzienia.

Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką „Rz" w Szwecji

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL