Rzecz o prawie

Trybunał Konstytucyjny okiem adwokatów: Konkurencja dla „Ucha Prezesa”

Fotolia
Okiem adwokatów: Trybunał Konstytucyjny ostatnio załatwił hurtem kilka swoich spraw, więc je hurtem skomentujemy. Nie potrzebujemy na to wiele miejsca i nie musimy posługiwać się prawniczą finezją. Trybunał już jej nie używa.

Argumentacja nie jest bardziej skomplikowana od znanej konstrukcji urządzenia do oddzielania ziarna od plew, więc trudno komentować te orzeczenia poważnie. Zwłaszcza na gruncie zasad prawa, gdyż nie wiemy, według zasad której kategorii Trybunał dziś orzeka. Jak widać, zasada „nikt nie może być sędzią we własnej sprawie" w Trybunale się nie przyjęła. Łaskawie natomiast spojrzano na starą dobrą zasadę służb: „o swoje interesy zadbaj sam, bo ktoś inny może nie być ci tak przychylny". Zważywszy, że działalność orzecznicza Trybunału polega na ważeniu zasad, chyba swoiste ważenie zostało dokonane. Tyle że w mechanizmie ważeniowym chodzi o najważniejsze zasady prawne. Cóż, być może konstytucyjne już do nich nie należą... Wszakże Trybunał stosuje te kategorie zasad, z którymi się identyfikuje. Przeoczył tylko, że przy okazji przestaje być „Konstytucyjny".

W pierwszym z orzeczeń z końca października uznano, że panowie Cioch i Muszyński mogą orzekać we własnej sprawie. Bo decydują nie tylko o sobie, lecz i o innych osobach w podobnej sytuacji. Skoro zatem załatwiają nie tylko swoje, lecz również cudze sprawy, to nie działają we własnej sprawie, bo również w cudzej. Argumentacja nowatorska i prawniczo zaskakująca. Przyjmujemy ją jednak z radością. Do tej pory radziliśmy prezesom spółek, by sami nie wypłacali sobie wynagrodzenia, lecz występowali do rady nadzorczej. Ale od dziś już mogą. O ile przy okazji wypłacą koledze. Człowiek uczy się przez całe życie.

W drugim z orzeczeń uznano, że regulamin Sądu Najwyższego, na podstawie którego wybrano pierwszą prezes Sądu Najwyższego, jest niezgodny z konstytucją oraz, że wybór pierwszej prezes SN jest nieważny. Wreszcie, że dotknięcie protokołu ślubowania pierwszej prezes SN „zaczarowanym ołówkiem" prezydenta „uzdrowiło" tę wadę. Twórcom tej genialnej prawniczo koncepcji zadajemy pytanie, w jaki sposób miało zgromadzenie ogólne wybrać pierwszego prezesa SN, skoro dysponowało regulaminem, który trzy lata później będzie uznany przez TK za niekonstytucyjny?

Czy miał Sąd Najwyższy działać bez wymaganych konstytucyjnie prezesów? Czy może jednak sędziowie TK powinni przeczytać coś więcej niż „Wstęp do prawoznawstwa", by orzekać o nieważności czynności konwencjonalnych i jej ograniczeniach na poziomie ustrojowym? Piszą o tym w książkach trochę trudniejszych od komiksów. Czy może należało z Sądu Najwyższego biec na wyścigi do prezydenta Bronisława Komorowskiego z prośbą o zaprzysiężenie jako prezesa tego, który pierwszy przybiegł? W myśl zasady „kto pierwszy, ten lepszy" w zestawieniu z zasadą „zaczarowanego ołówka" nawet nie musiałby być sędzią.

Koncepcją „zaczarowanego ołówka" prezydenta Trybunał Konstytucyjny spróbował jeszcze uzdrowić tzw. sędziów dublerów – czyli tych, którzy zostali przez prezydenta zaprzysiężeni na zajęte już miejsca przez wybranych zgodnie z konstytucją sędziów: Hausera, Jakubeckiego i Ślebzaka. Na zajęte miejsce nie mogli już być wybrani sędziowie Muszyński, Cioch i Morawski, bo konstytucja dopuszcza 15 sędziów w Trybunale. Trybunał uznał, że „zaczarowany ołówek" prezydenta i tę wadliwość odczaruje. I cóż kogo obchodzi, że art. 193 konstytucji mówi tylko o wyborze sędziego TK, a o zaprzysiężeniu nic? Ani o podpisie „zaczarowanym ołówkiem". Przy okazji Trybunał nie dostrzegł niekonstytucyjności uprawnienia sędziego Muszyńskiego do oceny, czy trzeba publikować te wyroki TK, które on uważa za wydane „z naruszeniem przepisów ustawy", choć konstytucja każe publikować wszystkie, a instytucji p.o. prezesa w ogóle nie przewiduje. Uznano też, że nie koliduje z konstytucyjnymi zasadami: proporcjonalności i nieusuwalności sędziów TK wyrzucenie ich z powodu prowadzenia przez małżonka działalności gospodarczej. Nie przeszkadza też Trybunałowi pozbawienie obywatela kontroli konstytucyjnej nieobowiązującej już ustawy, choć na jej podstawie sąd ma orzekać w jego sprawie. W ocenie Trybunału to nic, że obywatel przegra sprawę. Zapłaci, znowu zapłaci i złoży skargę konstytucyjną. Wtedy być może Trybunał się tym zajmie. Jeśli będzie chciał. Tyle zostało z proobywatelskości.

Koncepcja „zaczarowanego ołówka" czyni jednak Trybunałowi kłopot. Prezydent podpisuje wszakże każdą ustawę. Skoro tak, to po co nam TK, który badać miałby zgodność „ustaw z konstytucją. W końcu ustawy dotknięte „zaczarowanym ołówkiem" nie mogą być niekonstytucyjne.

Pytanie, „po co nam Trybunał", byłoby jednak nie na miejscu. Załatwił przecież wszystkie ważne dla siebie sprawy. Dodatkowo uradowała nas pani prezes Trybunału stwierdzeniem, że wśród pracowników merytorycznych nie było politycznych czystek kadrowych, bo to musi oznaczać, że jest w kierownictwie Trybunału ktoś, kto potrafił dokonać merytorycznej oceny kompetencji tych zwolnionych. Pytanie tylko, którą kategorię zasad stosował, oceniając? Chyba umiemy już odpowiedzieć sobie na pytanie, czy naprawdę Trybunał stoi jeszcze na straży konstytucji, czy też konkuruje z kabaretem „Ucho Prezesa" o miano największego prześmiewcy realizowanych od dwóch lat personalnych zmian w sądownictwie. Nazywanych dla niepoznaki „reformą".

Prof. Maciej Gutowski jest dziekanem poznańskiej Okręgowej Rady Adwokackiej

Prof. Piotr Kardas jest wiceprezesem Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL