Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o prawie

Studia, kariera, firma, koszty pracy - mity III RP

www.sxc.hu
Ukończone studia gwarancjš kariery zawodowej,wysokie koszty pracy, przedsiębiorczoœć oparta na istnieniu dużej liczby firm. To mity, które jeszcze kształtujš myœlenie o sytuacji społeczno-gospodarczej w Polsce. Fundamenty te kruszejš lub już zostały zburzone – uważa Bartłomiej Cišżyński.

Mit o wyższym wykształceniu, czyli nie wszystko złoto, co się œwieci. U progu nowej rzeczywistoœci społeczno-gospodarczej, w roku akademickim 1990/1991 w Polsce było 390 tys.studentów. Ta liczba lawinowo rosła. W rekordowym pod tym względem roku akademickim 2005/2006 liczba studentów sięgnęła niemal 2 mln (1 953 832). Współczynnik skolaryzacji, czyli stosunku liczby osób uczšcych się w 1990 r. wynosił niespełna 10 proc., a w 2007 r. prawie 40 proc. Kiedy wchodziliœmy do Unii Europejskiej, rozpoczynał studia niemal co drugi absolwent szkół œrednich. Czy to Ÿle? Nie. Złe okazały się natomiast polskie uniwersytety, które nie mogš zmieœcić się w pierwszej œwiatowej pięćsetce (poza dwoma). Złe jest, że uczelnie słabo współpracujš z biznesem. Zły jest feudalny układ hierarchiczny na uczelniach, który utrudnia lub uniemożliwia młodym, zdolnym, pracowitym zrobienie kariery naukowej, a chroni synekury profesorów, którym się już nic nie chce. Złe jest ich chroniczne niedofinansowanie i to, że doktoranci muszš dorabiać za barem.

Mit: studia = kariera

Zły jest niski poziom kształcenia, archaiczny program i metody dydaktyczne. Mit, że studia sš przepustkš do kariery, runšł pod naporem uczelnianej rzeczywistoœci i wymagań rynku pracy. Moje pokolenie (i nasi rodzice) wierzyło, że ukończenie dobrego kierunku to warunek sine qua non zrobienia kariery zawodowej. Czasami tak było, choć tajemnicš poliszynela jest, że najlepsze wzięli ci, co wchodzili w rynek pracy w latach dzikiego kapitalizmu ('90), a nie kiedy kapitalizm już okrzepł (2000). Obecnie studenci już wiedzš, że sam dyplom polskiego uniwersytetu niewiele daje. Że studia to dodatek do œcieżki kariery – obok stażów, kursów, podyplomówek, pierwszych szlifów w korpach. Mit III RP – studia wyższe gwarantem kariery – został obalony, ponieważ jednš z większych porażek polskiej transformacji jest upadek szkolnictwa wyższego i głęboka degradacja dyplomu.

Mit: koszty pracy

Nie taki diabeł straszny, jak go malujš. Ten mit obala Europejski Urzšd Statystyczny. Według Eurostatu w 2013 r. pozapłacowe koszty pracy wyniosły w Polsce 16,7 proc. całkowitych kosztów pracy. Dla porównania, œrednia w strefie euro to 25,9 proc., a ogółem w krajach Unii Europejskiej 23,7 proc. Wynika z tego, że pozapłacowe koszty pracy w Polsce sš relatywnie niskie. Płace (netto) polskich pracowników sš natomiast bezwzględnie niskie. Niższe w UE otrzymujš jedynie Bułgarzy, Rumuni, Łotysze i Litwini. Dane te stojš w sprzecznoœci z powszechnym wœród przedsiębiorców i popularnym niegdyœ w mediach utyskiwaniem na to, jak dużo kosztuje praca w Polsce. Otóż nie kosztuje. W każdym razie nie tyle co w UE. No, chyba że się porównujemy do krajów rozwijajšcych się (najniższe koszty pracy sš w Afryce), a nie rozwiniętych. Wszak nie doœć, że mamy jedne z najniższych w UE wynagrodzeń, to pozapłacowe koszty pracy (podatki, składki) też należš do tych stosunkowo niewysokich. Polski pracownik jest tani w sensie otrzymywanej płacy i pobieranych od pracodawców danin, które sš niższe niż np. w Niemczech, we Francji, Włoszech, w państwach skandynawskich. W konsekwencji Polska nie konkuruje jakoœciš, ale tanioœciš. Dlatego mamy przewagę Amazonów, montowni i oddziałów międzynarodowych korporacji zajmujšcych się prostymi usługami outsourcingowymi nad firmami i filiami z obszaru technologii, IT, designu, konsultingu, audytu. Nawet jeżeli w dużych miastach instaluje się sporo międzynarodowych korporacji, to zazwyczaj polskie „młode wilki" nie zajmujš się tam złożonymi operacjami finansowymi, prawem międzynarodowym, projektowaniem,. Raczej zapewniajš usługi na opracowanych instrukcjach. Niskie koszty pracy sprawdziły się wówczas, kiedy trzeba było wydobywać masy bezrobotnych po upadku przedsiębiorstw państwowych. 25 lat póŸniej, po edukacyjnym boomie, to już nie działa. Mit wysokich kosztów pracy upada pod ciężarem twardych danych. A niskie koszty pracy już nie podŸwignš gospodarki, bo aspiracje nowego pokolenia nie dadzš się pogodzić z pracš w Amazonie, call center lub montowni pralek. No, chyba że za zachodniš granicš, za cztery razy lepsze pienišdze.

Mit: własna firma

Mit o przedsiębiorczych Polakach, czyli czy każdy chce mieć firmę? W Polsce jest ok. 1,8 mln firm (95 proc. to mikrofirmy). Jeszcze ciekawsze sš dane dotyczšce „przedsiębiorczych" kobiet. Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan z chlubš podaje, że jedna trzecia pracujšcych na własny rachunek to kobiety. Polek prowadzšcych swoje firmy jest procentowo więcej niż u każdego z naszych sšsiadów. Najważniejsze jednak jest to, że spoœród tej masy przedsiębiorców ok. 1,2 mln to samozatrudnieni.

Częœć z nich to wolne zawody (np. prawnicy, lekarze, architekci, artyœci), dla których prowadzenie biznesu na własny rachunek jest najbardziej optymalne. Częœć z nich to tzw. freelancerzy, którzy zdecydowali, że wolš umowy-zlecenia, o dzieło, o współpracę niż umowę o pracę.Czujš się na tyle pewnie na rynku pracy, że wybierajš wolnoœć ponad stabilizację etatu. Jednakże większoœć spoœród tych miliona dwustu tysięcy samozatrudnionych to nieetatowi najemnicy wypchnięci spoza obszaru prawa pracy. To prekariusze, którzy nie z własnej woli pracujš bez etatu. Przy czym prowadzenie jednoosobowej działalnoœci gospodarczej w ogóle nie pasuje do specyfiki ich pracy, ponieważ wykonujš pracę w ustalonych godzinach i miejscu oraz majš szefa. Sš to np. pielęgniarki, kierowcy, pracownicy biurowi, pracownicy call center, budowlańcy. Oni – w rozumieniu prawa pracy – powinni mieć etat, ale pracodawcy „optymalizujš" koszty i omijajš kodeks pracy. Pracodawcy zyskujš w ten sposób, że płacš mniejsze (albo w ogóle) składki do ZUS, nie muszš przejmować się arsenałem uprawnień pracowniczych (wszelkie urlopy, zwolnienia lekarskie, płaca minimalna, zwišzki zawodowe), mogš zwolnić prekariusza z dnia na dzień i bez podania przyczyny, a nadto przerzucajš na niego odprowadzanie podatków i koszty organizacji firmy (oszczędnoœć na kadrowych, księgowych). Najemnik taki nie zyskuje natomiast nic oprócz możliwoœci szybkiego porzucenia takiej pracy. Czy około miliona takich samozatrudnionych nie wolałoby etatu? Za sprawš głoœnego ostatnio wołania o walkę z tzw. œmieciówkami upada mit o upodobaniu Polaków do prowadzenia własnej działalnoœci gospodarczej. Okazuje się bowiem, że masa przedsiębiorców (około miliona) prowadzi działalnoœć gospodarczš niejako z przymusu. Taka firma to fikcja, bo samozatrudniony wykonuje pracę jak pracownik etatowy. Miłoœć Polaków do prowadzenia działalnoœci gospodarczej jest w dużej częœci wymuszona i niechciana.

Trzeba pożegnać się z tymi kilkoma mitami, które Polskę w obecnym kształcie społeczno-gospodarczym ufundowały. Skoro bowiem wiemy, że polskie uniwersytety nie dajš gwarancji powodzenia na rynku pracy, to może zaczniemy je reformować. Jeżeli już wiemy, że mamy niskie koszty pracy, to może poczynimy kroki w kierunku budowy gospodarki nie tylko opartej na tanich pracownikach. Jeœli właœnie odkryliœmy, że samozatrudnieni to nie realni przedsiębiorcy, którzy tworzš wzrost gospodarczy, to podejmiemy walkę ze œmieciówkami. Mity trzeba obalać, by móc pójœć dalej.

Autor jest radcš prawnym, prowadzi Kancelarię Prawnš we Wrocławiu

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL