Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o prawie

Mariusz Królikowski: Nie ma wolności bez niezawisłości

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Niezależnoœć ma szczególne znaczenie, gdy obywatel występuje przeciwko władzy.

Znowu głoœno jest o kwestii niezależnoœci sšdów, zwłaszcza w kontekœcie zaskakujšcych koncepcji ustrojowych zgłaszanych przez przedstawicieli partii rzšdzšcej. Warto więc zastanowić się, czy sš realne zagrożenia dla niezależnoœci sšdownictwa i czy niezależny od polityków wymiar sprawiedliwoœci jest w ogóle obywatelom do czegokolwiek potrzebny. Konstytucja jasno stanowi zasadę trójpodziału władzy. Uznaje za wartoœć podstawowš traktowanie sšdów i trybunałów jako władzy odrębnej i niezależnej od innych (art. 173). Według konstytucji sšd ma być też „niezależny i niezawisły", co jest dla obywateli gwarancjš sprawiedliwego procesu (art. 45 ust. 1).

Czy zatem możemy spać spokojnie i nie martwić się kwestiš niezależnoœci sšdów? Gdy przyjrzymy się stosunkom władzy wykonawczej i sšdowniczej, a zwłaszcza próbom wpływania polityków na działalnoœć sšdownictwa, okazuje się, że postulat niezależnoœci sšdów jest dla z nich tylko sloganem. Politycy, zwłaszcza z partii w danym momencie rzšdzšcej, zwykle pragnš mieć wpływ na całokształt funkcjonowania państwa, w tym na teoretycznie niezależny wymiar sprawiedliwoœci. Obrońcami niezależnoœci sšdów stajš się natomiast chętnie po przejœciu do opozycji. Niezawisłoœć sędziów i niezależnoœć sšdów niewštpliwie uwiera polityków, zwłaszcza tych zajmujšcych gabinety w siedzibie Ministerstwa Sprawiedliwoœci.

Stšd prawdziwa karuzela kolejnych „racjonalizatorskich" pomysłów, którymi można pochwalić się przed mediami, niezależnie od tego, czy w rezultacie przyniosš jakikolwiek skutek. Pod tym pretekstem m.in. zlikwidowano sšdy w małych miejscowoœciach, by niedługo póŸniej je przywrócić. Wczeœniej stawiano na tworzenie sšdów grodzkich, a po kilku latach je zlikwidowano. Zmierzano ku koncepcji urzędu sędziego jako „korony zawodów prawniczych", by wrócić do aplikacji sšdowej i asesury. Raz dobre były sšdy małe, bliżej obywatela, innym razem duże. I tak naprawdę po paru latach już nikogo nie obchodzi, że te pseudoreformy niczego nie poprawiły, a często wręcz pogorszyły sytuację wymiaru sprawiedliwoœci, zaœ ich autorzy chodzš nadal z podniesionš głowš.

W kwestii zwiększenia nadzoru polityków nad sšdami istnieje najwyraŸniej porozumienie ponad podziałami i właœciwie główne partie polityczne – będšc przy władzy – sš zgodne, że wpływ polityków na sšdy powinien być większy.

Jasno obrany kurs

Politycy partii właœnie rzšdzšcej idš w tej kwestii jeszcze dalej. Niepokojšce pomysły pojawiły się w styczniu, podczas przedstawienia najważniejszych kierunków planowanych „reform". Upolitycznienie KRS, nie wiedzieć czemu zwane „demokratyzacjš", poprzez wybór sędziów do Rady przez Sejm, zwiększenie wagi głosów polityków w KRS, nowe zasady postępowań dyscyplinarnych, majšce na celu zapewnienie politykom wpływu na usuwanie sędziów z zawodu – jednoznacznie wskazujš na zamiary rzšdzšcych. W ten sposób politycy mogliby uzyskać wreszcie upragniony poœredni wpływ na treœć orzeczeń.

Niektóre fatalne pomysły legislacyjne zostały już skierowane do prac parlamentarnych, nie baczšc na protesty licznych podmiotów krajowych i międzynarodowych, a nawet sejmowych legislatorów. Alternatywna koncepcja ustrojowa, przestawiona w rzeczywiœcie demokratycznym projekcie dotyczšcym KRS, przygotowanym przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, została przez sejmowš większoœć odrzucona w pierwszym czytaniu, nawet bez próby pochylenia się nad propozycjami.

Wbrew obiegowym opiniom sšdy sš obecnie jednš z nielicznych sfer życia publicznego, która opiera się wpływom polityków. Sędziowie z zasady nie zajmujš się politykš, chociaż polityka nader często zajmuje się nimi. W wielu głoœnych sprawach padały wobec sędziów oskarżenia o niekompetencję, skorumpowanie, uleganie wpływom politycznym i wydawanie wyroków na zamówienie. Zjawisko to nasiliło się w ostatnich miesišcach. Notabene sędziowie sš chyba jedynš grupš zawodowš podlegajšcš atakom własnego ministerstwa. Jakoœ nie słychać, by podobne tezy wobec lekarzy stawiał minister zdrowia czy wobec nauczycieli – minister edukacji. Często oskarżenia te padały na podatny grunt, ponieważ spora częœć opinii publicznej żyje w przekonaniu, że sędziowie sš skorumpowanymi nierobami, chętnie ulegajšcymi wpływom pieniędzy i polityków.

Skšd się bierze to powszechne wœród polityków i sporej częœci opinii publicznej przekonanie? Przede wszystkim ze stereotypu, że sšdy w Polsce działajš opieszale, a jedynym sposobem poprawy sytuacji jest pogonienie leniwych sędziów przez ministra w ramach tzw. nadzoru zewnętrznego. Warto zaznaczyć, że zaledwie kilkanaœcie procent obywateli wyrabia sobie zdanie o sšdach na podstawie własnych doœwiadczeń. Zdecydowana większoœć opinii publicznej jest kształtowana przez przekaz medialny. Powstaje więc równia pochyła – ataki polityków na sšdy powodujš pogorszenie notowań trzeciej władzy, co z kolei daje politykom pretekst do dalszych ataków. A pozbawione profesjonalnej i scentralizowanej służby prasowej sšdy sš praktycznie bezbronne.

W kręgu mitów

Przekonanie o wyjštkowo złej pracy polskich sšdów nie ma jednak pokrycia w rzeczywistoœci. Z najnowszego raportu sporzšdzonego pod egidš Rady Europy wynika, iż porównanie danych statystycznych sytuuje nas w œrodku stawki krajów europejskich pod względem czasu postępowań. Nie każdy wie, że œredni czas postępowania to niecałe pięć miesięcy, a wieloletnie procesy bynajmniej nie sš regułš. Co do liczby spraw załatwionych rocznie przez jednego sędziego, mamy wyniki znacznie powyżej œredniej. A zaległoœci w rozpoznawaniu spraw wynikajš przede wszystkim z wyjštkowo dużego wpływu spraw do sšdów – w ostatnich latach wzrósł on dwukrotnie, podczas gdy sędziów praktycznie jest tyle samo.

Nikt z polityków nie chce przyjšć do wiadomoœci tej prostej prawdy, że stała liczba sędziów nie jest w stanie opanować rosnšcej lawinowo liczby spraw. Dużo łatwiej propagować mit o ich lenistwie i skorumpowaniu. Poganianie ich poprzez zwiększanie ministerialnego nadzoru nie może co prawda przynieœć deklarowanych rezultatów, ale dobrze wypada medialnie.

Często przywoływany jest kazus byłego prezesa Ryszarda Milewskiego z Gdańska, który służalczo odnosił się do rzekomego przedstawiciela rzšdu. Skutkiem była kara dyscyplinarna za sprzeniewierzenie się zasadom niezawisłoœci. Politycy ze sprawy sędziego Milewskiego nie wycišgnęli żadnych wniosków, a właœciwie wycišgnęli wniosek cokolwiek absurdalny – o koniecznoœci zwiększenia nadzoru nad sędziami. Mityczny nadzór ma być remedium na wszystkie bolšczki wymiaru sprawiedliwoœci. Tymczasem oczywiste jest, że ta naganna postawa wynikała z nadmiernej zależnoœci prezesa sšdu od władzy wykonawczej. Politycy, zamiast tę zależnoœć zmniejszyć, postępujš dokładnie odwrotnie i jš zwiększajš. To jak ratowanie tonšcego poprzez rzucenie mu worka kamieni zamiast koła ratunkowego.

Warto się w tej sytuacji zastanowić, czy niezależnoœć sšdów jest faktycznie komukolwiek potrzebna. Przede wszystkim trzeba podkreœlić, że atrybut niezawisłoœci nie jest dany sędziom dla ich wygody i przyjemnoœci. Niezawisłoœć i jej gwarancje, zwane niesłusznie przywilejami, nie służš bowiem sędziom, lecz obywatelom, którzy przed sšdami stajš. Chyba nikt nie chciałby, żeby sędzia rozpoznajšcy jego sprawę podlegał bezpoœrednio politykowi zajmujšcemu w danym momencie ministerialny fotel.

Niezależnoœć wymiaru sprawiedliwoœci ma szczególne znaczenie, gdy obywatel występuje przeciwko władzy państwowej (np. emeryci odwołujšcy się od niekorzystnych decyzji ZUS) albo to władza występuje przeciwko obywatelowi. W takich sytuacjach jedynie całkowicie niezależny od władzy wykonawczej sšd może należycie wykonać swoje zadanie. Podobnie jest w sprawach, w których występujš znani politycy, zwłaszcza z aktualnego obozu władzy. WyraŸnie wskazujš, jak ważna dla obywatela jest niezależnoœć władzy sšdowniczej.

Warto zatem poważnie zastanowić się, czy władza polityków nad sšdami nie jest nadmierna i czy rzeczywiœcie należy dšżyć do ograniczenia niezależnoœci władzy sšdowniczej. W mojej ocenie nie. Dlaczego? Oddajmy głos autorowi zasady trójpodziału władzy Monteskiuszowi: „Kiedy w jednej i tej samej osobie lub w jednym i tym samym ciele władza prawodawcza zespolona jest z wykonawczš, nie ma wolnoœci, ponieważ można się lękać, aby ten sam monarcha albo ten sam senat nie stanowił tyrańskich praw, które będzie tyrańsko wykonywał. Nie ma również wolnoœci, jeœli władza sšdowa nie jest oddzielona od władzy prawodawczej i wykonawczej. Gdyby była połšczona z władzš prawodawczš, władza nad życiem i wolnoœciš obywateli byłaby dowolnš, sędzia bowiem byłby prawodawcš. Gdyby była połšczona z władzš wykonawczš, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela".

Oby do takiego faktycznego połšczenia władz – wbrew zakusom polityków – nigdy w Polsce nie doszło. Bez niezawisłych sędziów nie może być bowiem mowy o wolnoœci obywateli.

Autor jest sędziš Sšdu Okręgowego w Płocku, prezesem Oddziału Płockiego Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia"

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL