W Wielkanoc co roku akty prawne skłócają społeczeństwo

aktualizacja: 09.04.2017, 13:30
Foto: Fotolia.com

Nie ocaleje nikt, kto nie spodoba się dyrektorowi generalnemu lub jego mocodawcy.

REDAKCJA POLECA

Zbliża się Wielkanoc, najstarsze i najważniejsze święto chrześcijan. Żal, że od roku celebrowanie tego święta zbiega się z aktami polityki państwa skłócającymi społeczeństwo na obszarach niemających nic wspólnego z wiarą ani ze zwyczajami zakorzenionymi w wielowiekowej tradycji. Jako takie właśnie akty można odpowiedzialnie odebrać zarówno ubiegłoroczną weryfikację kadry prokuratorskiej, jak i prawie dziewiczy pod względem badawczym rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o służbie zagranicznej oraz niektórych innych ustaw, przedłożony marszałkowi Sejmu 16 marca i już nazajutrz skierowany do pierwszego czytania na posiedzeniu plenarnym (druk nr 1385 Sejmu VIII kadencji).

Ani w pierwszym, ani w drugim przypadku nie chodzi mi o ocenę intencji projektodawców według kryterium dobra i zła.

Liczy się bilans zysków i strat

W prawotwórstwie kryterium to działa wszak zależnie od punktu odniesienia. Dane rozwiązanie może świadczyć o projektodawcy rozmaicie. Dobrze, gdy się je ogląda przez pryzmat deklarowanych chęci. Źle, jeśli się uwzględni nieuchronne skutki społeczne lub finansowe, chociażby peryferyjne, nie do przyjęcia przez trzeźwo myślącego uczestnika życia publicznego. Równie dobrze wynik może być neutralny, kiedy inicjatywa dotyczy kwestii niekonfliktowych, np. katalogu szkodników roślinnych. Inaczej mówiąc, oceny w tym aspekcie z natury swej muszą być wielowektorowe, przeto nigdy nie upoważniają do jedynie słusznych wniosków, czasem wręcz wywodzą w pole. Nauka prawa dopuszcza natomiast poszukiwanie filozofii ocenianych instytucji prawnych. Eksplorację przepisów w tym kierunku uosabia metoda wykładni zwana funkcjonalną, celowościową lub teleologiczną. Liczy się w niej zobiektywizowany, przeto podatny na test prawdy i fałszu bilans oczekiwanych zysków oraz prognozowanych strat. Jej ostateczne rezultaty weryfikuje identyfikacja imitujących prawo bytów o charakterze li tylko symbolicznym, a także tworów podszywających się pod prawo, których celem jest nie tyle generalna regulacja danego wycinka rzeczywistości, ile deportacja z niego pewnego grona adresatów.

Instynkt podpowiada nadto, aby podkreślić, że porównywane specreżimy urzędowe, prokuratorski i dyplomatyczny, dziś są warte badań wyłącznie w kontekście prawnym. Ich konotacje pozanormatywne prezentują się przecież jednoznacznie. Jakakolwiek analiza nie miałaby tutaj sensu. Tym bardziej polemika. O czym by dyskutować? O dawno wytkniętych i przyznanych błędach w dziejach prawej strony mapy? Nikt zresztą do tego się nie kwapi. Nawet głosiciele innych poglądów, jak powinno się traktować piastunów reformowanych urzędów. Wystarczy przypomnieć sobie niekontestowane wyniki głosowań w Sali Kolumnowej.

Czy wyrzucą dwa razy

Projekt noweli wprowadza negatywną przesłankę zatrudnienia w służbie zagranicznej. Określa ją dodany art. 2a w macierzystej ustawie z – proszę o uwagę – 27 lipca 2001 r. (DzU z 2017 r., poz. 161, z późn. zm.; dalej: u.s.z.). Stosownie do tego przepisu, w rzeczonej służbie nie może być zatrudniona osoba, która od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. pracowała, pełniła służbę lub była współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa w rozumieniu ustawy z 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990 oraz treści tych dokumentów (DzU z 2016 r., poz. 1721, z późn. zm.; dalej: ustawa lustracyjna).

Naiwnym optymistą okaże się wszelako każdy, kto się spodziewał, że ów bezlitosny scenariusz zmaterializuje się w drodze mobilizacji IPN pospołu z dyrektorem generalnym MSZ i jego obsługą, dzięki wyposażeniu ich w instrumenty ułatwiające superlustrację. Figa z makiem! W przepisach przejściowych (dalej: p.w.u.s.z.) projektodawca przerzucił czarną robotę na ustawę. Jedynie dla niepoznaki zapuścił kilkutygodniową zasłonę dymną w formie ministerialno-ipeenowskiej buchalterii, z ewidentnym nadużyciem istoty ustawy lustracyjnej.

Na pierwszy ogień rzuca się osoby – „zatrudnione w służbie zagranicznej", które przed dniem wejścia w życie projektowanej ustawy przyznały się do kolaboracji. Nawiązane z nimi stosunki pracy wygasną po upływie 30 dni od godziny zero (art. 4 p.w.u.s.z.). Identyczny los czeka krewnych i powinowatych tego personelu pracujących w placówkach zagranicznych. Zobowiązuje się ich, by w takim samym terminie złożyli oświadczenia lustracyjne (art. 5 ust. 1 p.w.u.s.z.). Jeśli zaś potwierdzą, że kolaborowali, stracą status pracowników po upływie 30 dni od złożenia oświadczenia (art. 5 ust. 2 p.w.u.s.z.). Za chwilę wyjdzie na jaw, że rozpisując te reguły, projektodawca cokolwiek się zaplątał, w następstwie czego pokrywają się one w dyscyplinowaniu wszystkich pracowników służby zagranicznej, zatem również członków ich rodzin zatrudnionych w placówkach zagranicznych na podstawie umowy o pracę na czas nieokreślony lub szczycących się członkostwem w służbie cywilnej. Cała ta populacja podlega wszakże obowiązkowi lustracji w trybie dotychczasowym (arg. ex art. 4 pkt 11 ustawy lustracyjnej w zw. z art. 2 ust. 2 pkt 3 u.s.z. w brzmieniu sprzed nowelizacji).

Wszelkie plany ucieczki przed dyscypliną udaremni alians dyrektora generalnego służby zagranicznej z prezesem IPN. W ciągu dwóch tygodni od ogłoszenia noweli pierwszy przekaże partnerowi listę osób obowiązanych się zdeklarować (art. 6 ust. 1 p.w.u.s.z.), poszerzoną o początkowo zgubionych członków rodzin bez statusu członka służby zagranicznej, czyli pracowników placówek zagranicznych na podstawie umowy o pracę na czas określony (art. 4 pkt 11 ustawy lustracyjnej w zw. z art. 2 ust. 2 pkt 2 u.s.z. w brzmieniu zmienionym). Drugi w terminie kolejnych 14 dni odwzajemni się informacją o osobach, które dokonały samooskarżenia (art. 6 ust. 2 p.w.u.s.z.).

W finale inicjator wymiany korespondencji zawiadomi pracowników bezterminowych w terminie 14 dni od wejścia w życie noweli, resztę w 30 dni od wykonania nowego obowiązku lustracyjnego – o skutkach prawnych ich szczerości (art. 6 ust. 3 p.w.u.s.z.). On też stwierdzi wygaśnięcie stosunków pracy z nimi (art. 6 ust. 4 p.w.u.s.z.).

Co znamienne, nowicjuszom w składaniu oświadczeń lustracyjnych mrzonki o zatajeniu kolaboracji wybije z głowy świadomość, że jeżeli IPN dysponuje dowodem prawdy i zostanie to potwierdzone prawomocnym orzeczeniem sądu, prędzej czy później i tak będą pozbawieni funkcji publicznej z mocy prawa (art. 21e ust. 1–3 ustawy lustracyjnej). Fazę tę charakteryzuje zamysł usuwania z gry rękami samych zainteresowanych.

Co ważne, nie ocaleje nikt, kto nie spodoba się dyrektorowi generalnemu bądź jego mocodawcom, bez względu na efekty lustracji. Stosunki pracy z członkami służby zagranicznej, a w konsekwencji także ze skoligaconymi z nimi osobami zatrudnionymi terminowo, wygasną po upływie sześciu miesięcy od nastania zaprogramowanego ładu, chyba że przedtem dyrektor zaproponuje każdemu z nich nowe warunki pracy i płacy, a oni się nie przeciwstawią (art. 7-9 p.w.u.s.z.). Nie lepiej wróży się członkom korpusu służby cywilnej obsługującym ministra właściwego do spraw członkostwa RP w UE (art. 10 p.w.u.s.z.).

Rekonstrukcja wedle uznania

Tak oto projekt noweli uderza w zasadę zaufania do państwa i stanowionego przezeń prawa kreowaną przez art. 2 konstytucji. Po pierwsze dlatego, że ustawa lustracyjna przewiduje utratę funkcji publicznej bez potrzeby wydawania decyzji indywidualnej jedynie za tzw. kłamstwo lustracyjne, nie zaś za wyznanie lustracyjnie doniosłej prawdy. Po wtóre, w okrzepłych demokracjach nie do zaakceptowania jest rekonstrukcja kadry w obrębie jakiejkolwiek służby publicznej za pomocą ustawy, która eliminuje wszystkich funkcjonariuszy, a zarazem pozwala na ponowne nawiązanie stosunku zatrudnienia z niektórymi według swobodnego uznania organu spełniającego rolę pracodawcy.

Oczywiście, powyższe oceny prawne nie pretendują do zbioru demokratycznych zdobyczy o charakterze absolutnym. Nieco inne prawidłowości rządzą transformacją ustrojową. Tyle że w Rzeczypospolitej Polskiej, jako następczyni PRL, czas transformacji dawno minął. Dla służby zagranicznej najpóźniej w dacie wejścia w życie nowej ustawy pragmatycznej. Najmłodsi lustrowani (urodzeni po 31 lipca 1972 r. – art. 7 ust. 1 ustawy lustracyjnej) w tym roku kończą 45 lat. Wystawianie im oraz starszym kolegom rachunku za przeszłość po 27 latach kłóci się z elementarnymi kanonami sprawiedliwości. W relacji do młodszych brakuje na to nazwy. Retorsje pod barwami państwa z przyczyn tkwiących poza prawem nie mogą być surowsze od prawa karnego. Szczególnie w systemach respektujących instytucję przedawnienia karalności przestępstw. Nie da się obecnie usankcjonować selekcji w służbie zagranicznej na zasadzie nie winy, lecz odpowiedzialności obiektywnej myślą wyrażoną w wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 28 kwietnia 1999 r., sygn. K 3/99, zgodnie z którą „z konstytucyjnej zasady ochrony zaufania do prawa stanowionego przez państwo nie wynika, że każdy może zawsze ufać, iż unormowanie jego praw i obowiązków nie ulegnie na przyszłość zmianie na jego niekorzyść; ocena zależy od treści dokonywanych przez prawodawcę zmian i sposobu ich wprowadzenia, przy uwzględnieniu całokształtu okoliczności oraz konstytucyjnego systemu wartości" (zob. uzasadnienie projektu noweli w formacie pdf, s. 22-25).

Autorka jest prokuratorem Prokuratury Generalnej w stanie spoczynku

POLECAMY

KOMENTARZE