Rzecz o prawie

Kłopotliwy urlop sędziego Biernata

Stanisław Biernat
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Od kilku dni media roztrząsają kwestię urlopu sędziego Biernata, wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego. Doszło bowiem w Trybunale do nietypowego sporu między prezes TK jako pracodawcą a jednym z sędziów, występującym w tym wypadku w roli pracownika.

Otóż prezes postanowiła wysłać sędziego Biernata na zaległy urlop wypoczynkowy, a ten uważa, że jego roszczenia urlopowe się przedawniły. Nie wchodząc w meritum sporu, czyli ile i w jakich terminach sędzia Biernat wykorzystał urlopu, albo też nie, chciałbym odnieść się do podniesionej tu interesującej kwestii prawnej, a mianowicie, czy pracownikowi służy prawo do powołania się na przedawnienie roszczeń urlopowych.

Kwestię przedawnienia roszczeń pracowniczych reguluje kodeks pracy w art. 291 i nast., dziale XIV. Szczególnie ważny jest tu art. 292, w myśl którego „roszczenia przedawnionego nie można dochodzić, chyba że ten, przeciwko komu roszczenie przysługuje, zrzeka się korzystania z przedawnienia; zrzeczenie dokonane przed upływem przedawnienia jest nieważne".

Przepis ten jest kluczowy dla wyjaśnienia przedmiotowej sprawy. Zgodnie bowiem z tym przepisem i jednolitym stanowiskiem judykatury i literatury prawniczej, roszczenie przedawnione bynajmniej nie wygasa, a skutkiem przedawnienia jest jedynie pojawienie się po stronie dłużnika (w tym wypadku pracodawcy) zarzutu procesowego przedawnienia, po podniesieniu którego roszczenie nie będzie mogło być skutecznie dochodzone przed sądem. Sąd taką okoliczność uwzględnia z urzędu. Jednakże, w istocie, to jest uprawnienie, a nie obowiązek pracodawcy. Jeżeli nie wyrazi takiej woli, to nie ma obowiązku prawnego podniesienia takiego zarzutu, ani, co więcej, nie może go w tym zastąpić pracownik. Nie ma to zresztą uzasadnienia – w obecnym stanie prawnym przedawnienie służy jedynie podniesieniu zarzutu w procesie cywilnym, nie skutkuje wygaśnięciem roszczenia. A od pracownika zależy, czy zechce skierować, czy też nie sprawę do sądu pracy. Jeżeli więc pracownik uważa, że jego roszczenie się przedawniło, to powinien po prostu zrezygnować z wyjaśniania tego na drodze sądowej.

Warto zwrócić uwagę, że w myśl tegoż art. 292 kodeksu pracy dłużnik, w tym wypadku pracodawca, jest wprost uprawniony do zrzeczenia się korzystania z zarzutu przedawnienia. Ustawodawca wprost dopuszcza więc możliwość, że dłużnik (pracodawca) z przyczyn moralnych postanowi nie korzystać ze swojego uprawnienia do korzystania z zarzutu przedawnienia. Nadmienić można, że to zrzeczenie się zarzutu przedawnienia ma formę jednostronnej czynności prawnej, a do swojej skuteczności wymaga jedynie poinformowania wierzyciela (tu pracownika), bez konieczności uzyskiwania jego zgody. Może to mieć także formę dorozumianą, poprzez niepowoływanie się na tę okoliczność w procesie. Zgodnie z art. 300 kodeksu pracy w sprawach nieuregulowanych sięgać należy do kodeksu cywilnego. W tym wypadku nie ma potrzeby, ponieważ sprawa przedawnienia jest w kodeksie cywilnym uregulowana, co do istoty, tak jak w kodeksie pracy. Jedyna interesująca różnica polega w istocie na tym, że zarzut procesowy przedawnienia sąd powinien brać pod uwagę z urzędu, a w innych sprawach cywilnych na wniosek.

Jako ciekawostkę dodam, że opisana wyżej konstrukcja instytucji przedawnienia nie ma w polskim prawie stałego kształtu. Otóż przed 1990 r. obowiązywała odmienna reguła, że roszczenie przedawnione wygasa. Obecnie także prowadzone są prace legislacyjne w tym kierunku, bo trzeba szczerze powiedzieć, że dla szerokiego kręgu obywateli nie jest do końca zrozumiałe, dlaczego roszczenie przedawnione nie wygasa, a nawet może skutecznie być dochodzone przed sądami.

Autor jest warszawskim adwokatem

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL