Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Szułdrzyński: Dekompozycja systemu władzy PiS

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Lider formacji rzšdzšcej ma prawo do frustracji, bo sytuacja wymyka mu się spod kontroli

Trzy weta Andrzeja Dudy, jak również nasilajšcy się konflikt z niektórymi ministrami, przez częœć bardziej podejrzliwych i niechętnych PiS komentatorów traktowane sš jak swego rodzaju ustawka między partiš rzšdzšcš a oœrodkiem prezydenckim. Andrzej Duda miałby być dobrym policjantem i pomagać się wycofywać PiS z decyzji, których realizacja mogłaby wišzać się z płaceniem poważnej ceny. Zwolennicy tej tezy zyskali ostatnio nowy argument, zauważajšc, że w efekcie prezydenckiego weta, mimo ulicznych protestów przeciwko zmianom w sšdownictwie, notowania PiS po raz kolejny poszły mocno w górę i osišgnęły poziom 40 proc.

Takie rozważania to jednak œlepa uliczka. Pomijajš sprawę, która z punktu widzenia obserwatora polityki jest najważniejsza – władzę. Wydarzenia ostatnich miesięcy mogš bowiem wskazywać na to, że jesteœmy œwiadkami poważnej erozji zbudowanego po wyborach 2015 roku systemu władzy. Wyglšda na to, że prezydenckie weta sš nie tyle przyczynš, ile skutkiem tego, że Jarosław Kaczyński przestał w pełni kontrolować politycznš sytuację.

Po zwycięstwie w 2015 roku PiS od razu rozpoczšł budowę nowej architektury władzy. Jak pamiętamy, w myœl klasycznych teorii władzy – tyle że rodem z połowy XX wieku – na pierwszy ogień poszły służby specjalne (nie tylko ich natychmiastowe przejęcie, ale również wyposażenie w nowe kompetencje za pomocš m.in. ustawy antyterrorystycznej) oraz media publiczne. Równoczeœnie pomny doœwiadczeń z lat 2005–2007, gdy na przeszkodzie budowy IV RP stanšł Trybunał Konstytucyjny (np. kastrujšc szeroko zakrojonš ustawę lustracyjnš), Jarosław Kaczyński postanowił go zneutralizować. Prezes PiS trafnie uznał Trybunał za niezwykle potężny oœrodek władzy w sytuacji, gdy wybory wygrywa jedna partia, zaœ cztery pište składu TK zostały wybrane przez poprzedniš większoœć. Przy czym nie chodziło nawet tyle o przejęcie Trybunału, lecz jego zdegradowanie, by nie odgrywał – jak dzisiaj – niemal żadnej istotnej roli w systemie władzy.

Do tego dochodził przyjęty hybrydowy model zarzšdzania państwem. Z jednej strony były formalne oœrodki władzy – rzšd czy parlament. Ale równoczeœnie istniał drugi obieg władzy zwišzany z faktem, że szef rzšdzšcej partii nie objšł teki premiera. Doprowadziło to do sytuacji, w której ważniejszym miejscem niż sala obrad Rady Ministrów stała się siedziba partii przy ul. Nowogrodzkiej. To tam regularnie jeŸdziła premier Beata Szydło, tam przyjeżdżali raportować, dyskutować, prosić o decyzję lub zgodę na poszczególne rozwišzania wicepremierzy, ministrowie czy wiceministrowie czy inni ważni urzędnicy, doœć wymienić prokuratora krajowego. To tam zapadały najważniejsze dla państwa decyzje, dotyczšce nie tylko rzšdu, ale choćby o tym, by skierować do Sejmu jakšœ fundamentalnš ustawę (zazwyczaj jako projekt poselski).

Oczywiœcie Jarosław Kaczyński nie był w stanie zarzšdzać z Nowogrodzkiej całym państwem. W jednym z wywiadów dla „Rzeczpospolitej" żartował, że nie jest I sekretarzem KC, który na swoich usługach miał cały aparat partyjny. Prezes PiS dał swoim współpracownikom doœć dużš autonomię, rezerwujšc sobie prawo do bycia arbitrem w sprawach, które uznał za kluczowe.

Posiadanie wpływu na najważniejsze decyzje w zakresie spraw zagranicznych, wewnętrznych – ze szczególnym uwzględnieniem służb specjalnych, prokuratury i wymiaru sprawiedliwoœci, mediów publicznych, łšcznie z najważniejszymi nominacjami w tej sferze, podobnie jak w spółkach Skarbu Państwa, oraz rozstrzyganie sporów pomiędzy poszczególnymi kluczowymi graczami na scenie politycznej – przez kilkanaœcie miesięcy dawało prezesowi PiS subiektywne poczucie realnej kontroli nad tym, co się dzieje w państwie.

Dlaczego subiektywne? Dlatego, że państwo dziœ wyglšda zupełnie inaczej niż kilkadziesišt lat temu, gdy na wykładach prof. Erlicha młody Jarosław Kaczyński zgłębiał tajniki polityki. Państwo wyglšda dziœ też inaczej niż na poczštku lat 90., gdy prezes PiS mógł mu się przyglšdać z potężnego oœrodka prezydenckiego Lecha Wałęsy. Wyglšda inaczej nawet niż dziesięć lat temu, gdy Kaczyński siedział w fotelu premiera. Państwo nie jest już hierarchicznym monolitem, gdzie wystarczy przejšć kilkadziesišt kluczowych stanowisk, by podporzšdkować sobie strukturę. Szczególnie w sytuacji naszego członkostwa w Unii Europejskiej, ale też z powodu zwykłych przemian cywilizacyjnych, wzmacnianiu roli samorzšdu, rozpraszania władzy itp., państwo jest znacznie bardziej sieciowe, by nie powiedzieć – postmodernistyczne.

To samo dotyczy kontroli nad ludzkimi umysłami. Banałem jest twierdzić, że dziœ internet radykalnie przeorał obieg informacji, zmienił oœrodki dominujšce w debacie publicznej itp. Ale same strukturalne zmiany zachodzšce na rynku mediów sprawiajš, że dziœ PiS zaczyna sobie powoli uœwiadamiać, że przejęcie mediów publicznych nie wystarczy, by spacyfikować krytykę. Walka z obcym kapitałem czy mniej lub bardziej zakamuflowanymi wrogami „dobrej zmiany" w pozostałych mediach jest tylko rozpaczliwš próbš zagadania tego problemu, że – podobnie jak w przypadku państwa, tak i jeœli chodzi o debatę publicznš – pocišgnięcie za kilka kluczowych sznurków nie jest w stanie przynieœć zamierzonego efektu.

Dlatego też można odnieœć wrażenie, że ten wymarzony przez PIS system władzy zaczšł erodować jeszcze nim tak naprawdę został zbudowany i osišgnšł swojš œwietnoœć. Jednš z pierwszych jego jaskółek była saga Bartłomieja Misiewicza. Fakt, iż mimo zapowiedzi prezesa PiS, że dla tej osoby nie ma miejsca w szeregach dobrej zmiany, młody współpracownik Antoniego Macierewicza robił, co chciał i w dodatku obejmował posady w spółkach skarbu, pokazywał, że przy pewnej determinacji nawet prezesa PiS można ograć. Choć sprawa dla samego Misiewicza skończyła się odejœciem z partii i partyjnym sšdem kapturowym, sam fakt, że Kaczyński, by zdyscyplinować wiceprezesa rzšdzšcego ugrupowania musi się uciekać do tak ponadstandardowych œrodków, pokazywał, że system władzy prezesa PiS może być kolosem na glinianych nogach.

Innym przykładem tej słaboœci jest sytuacja wokół Puszczy Białowieskiej. Nie wchodzšc w decyzje dotyczšce zasadnoœci, sprawa dobrze pokazuje sieciowoœć polityki. Okazało się, że nad władzš ministra œrodowiska jest jeszcze władza instytucji europejskich, które nakazały wstrzymanie wycinania drzew. Jak wynika z naszych informacji, Ministerstwo Spraw Zagranicznych ma œwiadomoœć tego, że zabezpieczenie wydane przez Trybunał Sprawiedliwoœci UE w postaci wstrzymania prac, powinno zostać przez Polskę uznane. Niemniej poprzez upór Jana Szyszki, na którego jak się wydaje nie ma obecnie wpływu nikt ani w rzšdzie, ani w PiS, decyzje ministra œrodowiska pchajš Warszawę na kurs kolizyjny z Uniš Europejskš niczym okręt pasażerski na górę lodowš.

Również sytuacja, w której podczas prac nad – najważniejszš z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego – ustawš dotyczšcš Sšdu Najwyższego i Krajowej Rady Sšdownictwa (które w przeciwieństwie do wczeœniejszych projektów tak zostały ostatecznie przedstawione, że odbierały częœć władzy prezydentowi) dochodzi ze strony głowy państwa najpierw do ultimatum, a potem do weta, pokazuje, że fakt, iż można kwestionować władzę prezesa PiS, staje się coraz bardziej oczywisty. Dotychczas oœrodek prezydencki karnie wykonywał w ramach obozu dobrej zmiany wszystkie zalecenia ze strony partyjnej centrali. Ale napięcie było coraz większe. Sprawy nie da się wyjaœnić wyłšcznie konfliktem personalnym, bowiem w konsekwencji zakwestionowany został w sposób otwarty system władzy budowany po 2015 roku.

Również ostatni konflikt na linii MON – Pałac Prezydencki pokazuje, że lider partii stracił prawo do bycia arbitrem w napięciach, które pojawiajš się w obrębie obozu władzy. Być może Kaczyńskiemu jest na krótkš metę na rękę, by Antoni Macierewicz próbował upokorzyć Dudę, niemniej w dłuższej perspektywie konflikt w obozie „dobrej zmiany" podmywa fundamenty władzy Kaczyńskiego.

To wszystko sprawia, że lider PiS ma prawo czuć się sfrustrowany. Sytuacja, a szczególnie władza, zaczyna mu się powoli wymykać spod kontroli. Wybuch prezesa PiS podczas lipcowych obrad Sejmu – tuż po tym, jak Duda postawił mu się po raz pierwszy w tak otwarty sposób – może œwiadczyć o tym, że do Kaczyńskiego mogło zaczšć docierać, że projektowana przez niego architektura władzy się rozpadnie i w zwišzku z tym nie uda mu się zrealizować swoich politycznych marzeń o radykalnej zmianie w Polsce. Poprzez błędy własnego obozu, słaboœci kadrowe, pęknięcia w drużynie, ale też opór zewnętrzny i niezrozumienie zmian, które zaszły w sprawowaniu władzy w Polsce, Europie i na œwiecie, Kaczyński nie będzie w stanie zrealizować swojego planu, by niemal trzy dekady po upadku komunizmu w Polsce zrobić nowy reset, nowy punkt zero, próbować cofnšć czas w wielu obszarach państwa i zrealizować swojš politycznš wizję.

Pytanie tylko, czy Jarosław Kaczyński już to rzeczywiœcie zrozumiał w pełni i czy będzie podejmował jakieœ próby przeciwdziałania erozji tego systemu. Jeœli będzie chciał walczyć, być może wkrótce zdecyduje się podjšć ostatniš próbę integracji władzy i spróbować szarpnšć cuglami i samemu sišœć w fotelu premiera. Małe sš jednak szanse, że to nie zapobiegnie dalszej dekompozycji systemu władzy. Š?

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL