Andrzej Talaga: Polska to skarb, o który UE musi dbać

aktualizacja: 17.05.2017, 16:19
Foto: Fotolia.com

Na unijnej politycznej szachownicy pozostała tylko jedna niewiadoma – wynik wrześniowych wyborów w Niemczech – do rozpoczęcia wielkiej gry o kształt UE.

REDAKCJA POLECA

Obecny układ figur sprzyja Polsce, tym bardziej, że rosną szanse na zwycięstwo niemieckiej chadecji. Popiskiwania o sankcjach, czy innych formach karania Warszawy za łamanie praworządności nie będą miały dużego wpływu na naszą pozycję. Można je zmarginalizować, gdy w relacjach z innymi państwami i instytucjami międzynarodowymi zrezygnujemy ze słownych szarż i zajmiemy się... polityką zagraniczną, czyli budowaniem bezpieczeństwa i siły państwa polskiego w oparciu o twarde oraz niekwestionowane zalety. Mamy ich niemało.

Nie będzie federalizacji

Bez wyraźnego powodu los ciągle sprzyja Polsce. Nic nie zagraża spójności NATO, Stany Zjednoczone uznały rewizjonistyczną postawę Rosji za zagrożenie ładu międzynarodowego i chcą mu przeciwdziałać. Unia Europejska przetrwała kryzys zadłużeniowy, rozumnie przygotowuje się na Brexit.

Pomimo deklaracji nowego prezydenta Francji oraz ciągot Komisji Europejskiej nie będzie szybkich zmian w kierunku federalizacji UE, ponieważ kontestują je Niemcy – najpotężniejsze państwo Wspólnoty, co pokazało ostatnie spotkanie kanclerz Merkel z prezydentem Macronem. Dopóki Paryż nie postawi gospodarki na nogi i nie zmieni radykalnie podejścia do zadłużania państwa, jego oferta przywrócenia francusko-niemieckiego duopolu w UE nie zostanie przez Berlin przyjęta. Sanacja Francji zaś potrwa, o ile w ogóle się powiedzie.

W polityce zagranicznej oprócz twardych filarów siły, takich jak zdrowa gospodarka, armia, wysoka jakość klasy rządzącej, istotną rolę odgrywa także pozycjonowanie. Francja w oczach niemieckich polityków jawi się obecnie jako część kłopotliwego południa, a nie zdrowej ekonomicznie północy.

A jak wygląda pozycjonowanie Polski? Postanowiliśmy prezentować się jako państwo broniące idei Europy narodów, suwerenności, tradycyjnej moralności. Tak też jesteśmy postrzegani w UE. Wybraliśmy pole aksjologiczne do samookreślenia i na tymże polu jesteśmy atakowani – za łamanie europejskich wartości. To pozycja zapewne korzystna na użytek polityki wewnętrznej, ale mało efektywna na zewnątrz.

Biało-czerwona siła

Tymczasem mamy w ręku potężne atuty, które zauważają Niemcy i dlatego są tak wstrzemięźliwi w krytyce polskich władz. To przede wszystkim ekonomiczna solidność, która pozycjonuje nas w gronie „zdrowych" państw północy UE, a nie „chorego południa". Ani Włochy, ani Hiszpania, Portugalia, ani Francja, o Grecji nie wspominając, nie mogą się pochwalić takimi jak my parametrami makroekonomicznymi. Ciągły, stabilny wzrost gospodarczy, relatywnie niski dług publiczny i deficyt, odpowiedzialna polityka fiskalna państwa i kredytowa banków, sprawny nadzór finansowy, społeczeństwo bez rozbuchanych oczekiwań socjalnych. Takie cechy w dzisiejszej Unii to skarb, który należy pielęgnować.

Polsce nie trzeba pomagać w finansowych tarapatach, a fundusze unijne wykorzystujemy do rozwoju gospodarki, nie „przejadamy" ich jak Włosi czy Grecy. W tym kontekście wątpliwe, by Berlin zgodził się na wiązanie w budżecie UE po 2020 r. wysokości pomocy strukturalnej z przestrzeganiem praworządności, jak proponuje Komisja Europejska. Dla Niemów jesteśmy zbyt cennym i perspektywicznym partnerem handlowym oraz politycznym, a także wojskowym, by poszły na aksjologiczną wojnę z Polską.

Skoro mamy w ręku tak solidne karty, czemu nie wykładamy ich demonstracyjnie na europejskich salonach? To nie tylko powód do zasłużonej dumy, ale też przekonujące argumenty dla unijnych partnerów. Nasza wyższość moralna ma słabe notowania, solidność i perspektywiczność polskiej gospodarki – wręcz przeciwnie. Ten atut trzeba wykorzystać do osiągania celów politycznych, czyli storpedowania federalizacji UE czy choćby strefy euro.

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute, doradcą firm zbrojeniowych

POLECAMY

KOMENTARZE