Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Andrzej Talaga: Nie odwracać się od USA

Jeszcze we wrzeœniu 2015 r. podczas sesji ONZ Andrzej Duda siedział przy obiedzie obok Baracka Obamy. Od tego czasu nastšpiła niedobra zmiana
UN Photo
Po amerykańskim ostrzeżeniu dla Polski.

Prezydent Andrzej Duda nie spotka się w Stanach Zjednoczonych z Barackiem Obamš. Jedni to bagatelizujš, inni mówiš o kryzysie w relacjach dwustronnych. Jakkolwiek jest, Polska nie może sobie pozwolić na ochłodzenie relacji z Amerykš, choć przyda się w nich więcej realizmu. To jedyna œwiatowa potęga, która może nam przyjœć z pomocš w razie konfliktu. O ile oczywiœcie zechce. Niestety, nie zdołaliœmy zbudować takiego potencjału gospodarczego i militarnego, byœmy w razie kłopotów mogli poradzić sobie sami.

Duda jedzie na szczyt dotyczšcy bezpieczeństwa nuklearnego. Polska nie ma tam wiele do powiedzenia. Nie dysponujemy broniš atomowš, nie składuje jej na naszym terytorium inne państwo, nie mamy nawet elektrowni atomowej. Skoro zatem nasze kompetencje w tej materii sš nikłe, a prezydent nie tylko nie spotka się z Obamš, ale też z sekretarzem stanu czy obrony, trudno będzie uznać tę wizytę za sukces.

Można, rzecz jasna, pomniejszać znaczenie niewpisania Dudy do kalendarza spotkań amerykańskiego prezydenta. Że wielu przywódców, a czasu mało, że to nic znaczšcego, bo z wieloma innymi Obama też się nie spotyka, że nie udało się skoordynować kalendarzy itp., itd. Kiedy jednak przypomnimy sobie, iż na 70. Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ we wrzeœniu 2015 r. polski prezydent przemawiał po Obamie, a na obiedzie siedział obok niego, jeszcze niedawno zaœ szef naszej dyplomacji zapewniał, jakoby niedoszłe spotkanie z Obamš nie było zagrożone, widzimy zmianę w relacjach z Amerykš, jaka dokonała się w cišgu półrocza.

Dzieje się niedobrze. Napięte relacje z instytucjami UE, fala krytyki przelewajšca się przez media zachodnie, dyskretne ostrzeżenia dyplomacji amerykańskiej i brytyjskiej – Polska zaczyna być mniej lub bardziej skonfliktowana z zewnętrznymi gwarantami naszego bezpieczeństwa. Intencje sš zapewne inne. Nikt z rzšdzšcych nie chce przecież izolacji naszego kraju, ale wyszło, jak wyszło, i nie ma co odwracać się do rzeczywistoœci plecami. Jeszcze nie pokazano nam palcem drzwi, lecz krzywe miny też majš w polityce swojš wagę.

Z geopolitycznego punktu widzenia jednoczesne iskrzenie na liniach Polska–UE, Polska–USA i Polska–Niemcy to sytuacja trudna do przyjęcia. Z natury rzeczy pcha ona Warszawę w ramiona Moskwy. Ocieplenie relacji z Rosjš zrównoważyłoby wszak ochłodzenie na Zachodzie, ale taki wariant byłby już bezwzględnie nie do zaakceptowania.

Unia Europejska winduje nas, jeœli chodzi o potencjał polityczny i gospodarczy wobec Rosji, Stany Zjednoczone zaœ w zakresie twardego bezpieczeństwa militarnego. Potrzebujemy ich obu.

Jesteœmy kilka miesięcy przed szczytem NATO w Warszawie, który ma podjšć decyzję o zwiększeniu obecnoœci wojskowej paktu na wschodniej flance. Właœciwie klamka już zapadła, potrzebne jest tylko formalne „tak" lipcowego szczytu. Pod jednym warunkiem wszakże: „tylko tego sami nie sknoćcie", jak powiedział niedawno na nieformalnym spotkaniu ambasador jednego z mocno przyjaznych Polsce państw.

Opozycja i obóz rzšdzšcy na szczęœcie nie różniš się w poglšdach na temat bezpieczeństwa Polski. Jeœli chodzi o NATO i modernizację sił zbrojnych czy przyjazny realizm w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, PiS właœciwie kontynuuje politykę poprzedników. Kłopot polega na tym, że na arenie międzynarodowej izolujš nas skutki konfliktu wewnętrznego.

Głos decydujšcy w NATO majš Amerykanie, a oni nie będš wnikać w to, kto ma rację w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Niepokoi ich prosty fakt, że organ ten nie działa, w Polsce nie ma zatem kontroli konstytucyjnej nad władzš legislacyjnš.

Waszyngton zapala więc œwiatełko ostrzegawcze. To jeszcze nie czerwony znak „stop", ale nie wolno ignorować tego sygnału. Tylko polska klasa polityczna może go wyłšczyć, rozwišzujšc polubownie kwestię Trybunału. Nawet Komisja Wenecka przyznała, że winne sš obie strony, obie muszš razem winę wymazać.

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute, doradcš firm zbrojeniowych

 

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL