Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o historii

Czy Kennedy'ego zabiła przypadkowa kula?

Amerykański prawnik Mark Lane w 1967 r. w programie BBC zaprezentował makietę miejsca zamachu na prezydenta Johna F. Kennedy’ego, by podważyć wczeœniejsze teorie.
Forum
John Fitzgerald Kennedy, 35. prezydent Stanów Zjednoczonych, zginšł w zamachu 22 listopada 1963 r. w Dallas. Może wytłumaczenie tej tragedii jest znacznie bardziej prozaiczne i banalne, niż chcieliby to przyznać twórcy dotychczasowych teorii?

Wszyscy znamy różne hipotezy dotyczšce zamachu na prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy'ego w Dallas. Poczšwszy od wersji zaproponowanej przez Olivera Stone'a w filmie „JFK" aż po zgoła œmieszne pomysły rodem z naszego podwórka publicystycznego propagujšce tezę, że w spisku na 35. prezydenta USA brał udział wywiad PRL. Wszystkie one sš mniej lub bardziej pocišgajšce dla zwolenników spiskowej teorii dziejów. Tymczasem rozwišzanie zagadki z Dallas może być o wiele bardziej banalne, niż można się spodziewać.

Ten artykuł nie jest próbš przedstawienia mojego osobistego poglšdu na kulisy zamachu na 35. prezydenta USA, a jedynie prezentacjš pewnej koncepcji, która w swojej prostocie wydaje się bardzo logiczna.

Dallas nie było pierwszym miastem w Teksasie na prezydenckiej trasie. Dzień wczeœniej JFK odwiedził San Antonio i Houston. Przyjaciel prezydenta, szef sztabu Białego Domu i zarazem szef zbliżajšcej się kampanii wyborczej Partii Demokratycznej Kenneth Patrick O'Donnell uważał, że dzięki tej podróży prezydent pozyska sympatię centrowego elektoratu amerykańskiego Południa. Tylko w ten sposób Kennedy mógł pokonać wystawionego przez Partię Republikańskš senatora z Arizony Barry'ego Goldwatera.

Plan podróży ułożył już w lipcu wiceprezydent Lyndon B. Johnson, który był rodowitym Teksańczykiem. Johnson chciał, żeby podobnie jak w Dallas Kennedy przejechał w otwartej limuzynie przez ulice Houston i jego rodzinnego San Antonio. Jednak ze względu na ograniczenia czasowe zdecydowano, że taki przejazd odbędzie się w Dallas. Wizyta w tym mieœcie miała wieńczyć kolejny etap kampanii po rozpoczętej we wrzeœniu podróży prezydenta po 11 stanach i miastach Wschodniego Wybrzeża. Wiadomoœć, że Kennedy odwiedzi Dallas, przedostała się do mediów już 25 wrzeœnia 1963 r. Szeœć lat póŸniej szef policji w Dallas, Jesse Curry, wspominał, że od samego poczštku ta wizyta przyprawiała go o ciarki na plecach. „W mieœcie dało się wyczuć napięcie, które tworzyły niewielkie grupy ekstremistyczne" – rozpamiętywał Curry. On sam jechał tego dnia w jednym z kolejnych samochodów prezydenckiej kolumny. „Mieszkańcy Dallas licznie ustawiali się na trasie przejazdu prezydenta i niezwykle ciepło go witali – wspominał Curry. – Na krótkš chwilę zdšżyłem się nawet uspokoić". Nie trwało to jednak długo.

O godzinie 11.50 John F. Kennedy wsiadł do wyprodukowanej przez Ford Motor Company czarnej limuzyny SS-100-X, którš miał się udać w ostatniš drogę swojego życia. Samochód prezydencki prowadził agent Secret Service William R. Greer, obok którego siedział agent Roy H. Kellerman. Kierowca doskonale wiedział, że prezydent preferuje wolniejszš jazdę ze względu na chory kręgosłup. Musiał więc zachować szybkoœć gwarantujšcš bezpieczeństwo i dobre samopoczucie głównego pasażera. Kolejnym samochodem w kawalkadzie prezydenckiej był tzw. samochód tropišcy, w którym jechało aż oœmiu agentów Secret Service. Czterech z nich stało na bocznych progach limuzyny i bacznie obserwowało tłum wiwatujšcy na czeœć pierwszej pary Ameryki. W trzecim samochodzie także jechali prezydenccy ochroniarze. Czwartym w kolumnie był samochód z wiceprezydentem Lyndonem B. Johnsonem i jego małżonkš Lady Bird Johnson, którym towarzyszyli senator z Teksasu Ralph Webster Yarborough, agent Rufus Wayne Youngblood oraz funkcjonariusz Hurchel Jacks ze stanowej policji drogowej Teksasu.

O godzinie 12.30 kolumna prezydencka przejechała Ross Avenue i kierujšc się w stronę hotelu Dealey Plaza, minęła składnicę ksišżek. Nagle rozległo się kilka strzałów. Według opisu zawartego w raporcie specjalnej komisji œledczej prezesa Sšdu Najwyższego Stanów Zjednoczonych Earla Warrena prezydent miał się złapać za szyję, krzyczšc: „Boże, zostałem trafiony". Kula, która przeszyła szyję Kennedy'ego, raniła także gubernatora Johna Connally'ego. Kolejny strzał rozerwał czaszkę prezydenta. Przerażony gubernator Connally krzyczał: „Zabijš nas!".

Strzelec wyborowy?

Poczštkowo zdezorientowany kierowca William R. Greer zwolnił, żeby zobaczyć, co się dzieje z prezydentem i czy nie odczuwa bólu spowodowanego jazdš. Kiedy jednak zobaczył, co się stało, przyspieszył, kierujšc się do szpitala Parkland Hospital. Tam, mimo półgodzinnej reanimacji i wykonania tracheotomii, prezydent John F. Kennedy zmarł ok. godziny 13.00. O œmierci głowy państwa powiadomił dziennikarzy dr Kemp Clark. Takš historię znajš wszyscy.

Dzisiaj wiemy jednak, że tego dnia działy się dziwne rzeczy ze zwłokami i trumnš prezydenta. 48 minut po zamachu podejrzany o jego dokonanie Lee Harvey Oswald zabił policjanta. Niedługo póŸniej został aresztowany w kinie, gdzie próbował się ukryć przed policyjnš obławš. Kilka godzin póŸniej ciało prezydenta zostało przetransportowane do Waszyngtonu, gdzie miała być dokonana autopsja. Dwa dni póŸniej, w niedzielę 24 listopada 1963 r. o godzinie 11.21, właœciciel klubu nocnego w Dallas Jack Ruby zabił Oswalda w miejskiej komendzie policji.

Wróćmy jednak do miejsca zbrodni i samego zamachu. Każdy, kto był w Dallas, zauważył, że okno na szóstym piętrze składnicy ksišżek przy Elm Street byłoby idealnym miejscem do oddania strzału snajperskiego, gdyby nie pewien mały mankament, który mógł utrudnić zadanie strzelca. Skręcajšc w prawo z Houston Street w Elm Street, droga biegnie w dół i w lewo. W opinii znakomitego funkcjonariusza australijskiej policji, dokumentalisty i kryminologa Collina McLarena, który przeprowadził w 2013 r. własne œledztwo w sprawie zamachu na prezydenta Kennedy'ego, oddanie jednego celnego strzału z tej pozycji było zadaniem bardzo trudnym. Oddanie trzech celnych strzałów z karabinu Carcano M91/38 do niewielkiego celu poruszajšcego się z szybkoœciš ok. 18 km/h było prawie niemożliwe.

W 1967 r. telewizja CBS przeprowadziła własne œledztwo. Zbudowano wieżę strzelniczš i tor, które miały odwzorować warunki na Dealey Plaza. 11 doœwiadczonych ochotników miało powtórzyć „wyczyn" Lee Harveya Oswalda, celujšc do poruszajšcej się na wagoniku ruchomej tarczy wielkoœci człowieka. Żaden z nich nie wykonał zadania za pierwszym razem. Eksperyment dowiódł dobitnie, że karabin snajperski Carcano M91/38 nie nadawał się do tego typu misji. Eksperci jednoznacznie stwierdzili, że karabin był ciężki, niewygodny w użyciu, z tendencjš do zacinania się po oddaniu jednego strzału. Tylko jednemu ze strzelców, Howardowi Donahue, udało się oddać trzy celne strzały w 5,6 sekundy, ale dopiero przy trzecim podejœciu. Ten eksperyment nie obronił teorii jednego strzelca lansowanej w raporcie komisji Warrena. Wyniki strzeleckie Oswalda z okresu służby w US Marines nie wskazujš, że był on równie znakomitym strzelcem jak Donahue, który strzelajšc w kontrolowanych warunkach, dopiero za trzecim razem oddał trzy celne strzały w 5,6 sekundy. Strzelajšcy w Dallas Oswald znajdował się pod presjš i z przyczyn oczywistych nie miał możliwoœci przeprowadzenia wczeœniejszych prób.

Zdumiewa fakt, że agenci Secret Service nie zauważyli w oknie na szóstym piętrze składnicy ksišżek człowieka z karabinem, mimo że œwiadkowie zeznajšcy przed komisjš Warrena widzieli w oknie zarys jego sylwetki. Sam Oswald wybrał sobie niezbyt wygodne miejsce do oddania strzału. Ładujšc naboje do starego włoskiego karabinu Carcano M91/38 z czasów II wojny œwiatowej, opierał się jedynie o kilka pudeł. Jeżeli do tego dodamy nerwy, które musiały go zżerać podczas przeładowywania karabinu, można dojœć do wniosku, że to nie on mógł oddać ostatni, najgorszy strzał, który roztrzaskał czaszkę 35. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Rodzi się więc podejrzenie o spisek, w który był zaangażowany przynajmniej jeszcze jeden strzelec. Ale czy jest to właœciwy trop?

Tajemnicza „tańczšca" kula

Pod koniec lat 60. redakcja magazynu „True" poprosiła wspomnianego Howarda Donahue, któremu jako jedynemu udało się trafić trzy razy ruchomy cel w teœcie telewizji CBS, o ocenę raportu komisji Warrena. Donahue zgodził się przeprowadzić własne œledztwo, które po pewnym czasie zamieniło się w jego życiowš obsesję. Donahue uznał za komisjš Warrena, że na Dealey Plaza oddano trzy strzały. Pierwszy ugodził prezydenta w szyję i ranił siedzšcego przed nim gubernatora Connally'ego. Drugi uznano za niecelny. Trzeci, œmiertelny strzał, trafił prezydenta w głowę i odłupał mu dużš częœć czaszki.

Zwolennicy teorii spiskowych uważajš, że najbardziej kontrowersyjny był pierwszy strzał. Raport Komisji Warrena dowodzi, że kula trafiła prezydenta u podstawy karku po prawej stronie od kręgosłupa, żeby wyjœć przez gardło tuż pod jabłkiem Adama, a następnie skręcić w dół, aby ugodzić gubernatora Teksasu poniżej prawej pachy, roztrzaskać jego pište żebro, a potem, wychodzšc przez brzuch, uszkodzić jego prawy nadgarstek i na koniec zanurkować jeszcze w dół, aby ugrzšŸć w jego lewym udzie. Wbrew wszelkiej logice kula musiałaby wykonać dwa ciasne zwroty. Jej trajektoria tworzyłaby poziomš i pionowš literę „S". Poczštkowo Howard Donahue uznał, że ta teoria jest niedorzeczna. Zdanie zmienił dopiero wówczas, gdy odkrył fakt przeoczony przez niemal wszystkich œledczych badajšcych tę sprawę. Gubernator Connally i jego żona siedzieli w fotelach, których ustawienie nie było równoległe – jak zakładał raport Komisji Warrena – do tylnej kanapy limuzyny, na której siedzieli państwo Kennedy. Fotele te znajdowały się bliżej osi auta i niżej względem kanapy. Chociaż patrzšc na zdjęcia, mamy wrażenie, że gubernator siedzi tuż przed prezydentem na tym samym poziomie, to w rzeczywistoœci był on niżej i głębiej w stosunku do œrodka samochodu, niż to się zdawało. Ten szczegół, niemal całkowicie pominięty przez wszystkie œledztwa, z badaniami komisji Warrena włšcznie, tłumaczy „tajemniczš" trajektorię pierwszej kuli. Poza tym gubernator był zwrócony do prezydenta lekko bokiem. Bioršc pod uwagę te wszystkie czynniki oraz spadek ulicy, trajektoria lotu pierwszej kuli przestaje być tajemniczym plšsem w przestrzeni, jak utrzymujš zwolennicy teorii spiskowej. Teoria jednej kuli ranišcej obu polityków ma w œwietle tych faktów całkowite uzasadnienie.

Przeciwnicy teorii jednej kuli uważajš, że badany przez komisję Warrena pocisk, który trafił przy pierwszym strzale obu mężczyzn, zadajšc im poważne rany, była w zbyt dobrym stanie. Howard Donahue obejrzał pocisk pod lupš jubilerskš w Archiwum Narodowym w Waszyngtonie i stwierdził jednoznacznie, że wbrew obiegowej legendzie kula była zdeformowana w takim stopniu, w jakim opisywała to komisja Warrena. Badania balistyczne dowiodły też dopasowania pocisku do œladów pozostawianych przez zamek należšcego do Oswalda karabinu Carcano M91/38.

Jednak nie wyjaœniało to wszystko kwestii, czy kula, która ugodziła obu mężczyzn, na pewno była pierwszš kulš wystrzelonš tego feralnego dnia. Wštpliwoœci wzbudził sam gubernator Connally, który oœwiadczył na konferencji prasowej, że jest przekonany ponad wszelkš wštpliwoœć, iż nie został ugodzony pierwszš kulš. „Usłyszałem pierwszy strzał, odwróciłem się w prawo i nic nie zobaczyłem. Zaczšłem odwracać się w lewo, kiedy ugodziła mnie druga kula – wspominał Connally. – Pierwszy pocisk sięgnšł prezydenta, ale nie mnie. Jak mówiłem, to zeznanie przedstawiłem komisji Warrena, która nie zgadza się z mojš interpretacjš zdarzeń i z tym, co zapamiętałem".

Howard Donahue odkrył także, że z oficjalnš wersjš wydarzeń nie pokrywajš się zeznania starszego agenta Secret Service Roya Kellermana, który jechał na przednim siedzeniu prezydenckiej limuzyny, obok kierowcy. Zeznajšc przed komisjš Warrena, Kellerman stwierdził, że usłyszał jakby wybuch petardy, spojrzał w prawo, chcšc zobaczyć, co się dzieje, i wtedy zza pleców usłyszał głos prezydenta krzyczšcego „Boże, dostałem". Kiedy się odwrócił, zobaczył prezydenta trzymajšcego prawš rękę na klatce piersiowej. Jak to możliwe, skoro wedle Komisji Warrena pierwsza kula miała przebić prezydentowi gardło, nie pozwalajšc na wydobycie głosu? Jeœli pierwsza kula nie ugodziła prezydenta, to co się z niš stało? Wielu œwiadków uważało, że pierwszy pocisk uderzył w chodnik i rykoszetował. Stojšca na chodniku Virgie Rachley, księgowa z pobliskiej składnicy ksišżek, która wyszła tego dnia przed budynek, żeby zobaczyć przejeżdżajšcego prezydenta, zeznała przed Komisjš Warrena, że widziała pocisk odbijajšcy się od nawierzchni ulicy. Czy fragment tego pocisku mógł trafić prezydenta, który krzyknšł „dostałem", a w szyję ugodziła go dopiero druga kula? Dlaczego odpowiedŸ na to pytanie jest tak ważna?

Pocisk z innej broni

Na podstawie badań balistycznych Komisja Warrena ustaliła bezsprzecznie, że 22 listopada 1963 r. na Dealey Plaza w Dallas padły trzy strzały. Potwierdza to przeprowadzona przez prof. Larry'ego Sabato z Uniwersytetu Wirginii analiza nagrania zarejestrowanego tego dnia przez mikrofon motocykla policyjnego. Komisja Warrena uznała, że pierwsza kula trafiła prezydenta w gardło, a druga w głowę, jedynie trzecia kula nikogo już nie trafiła. Jeżeli jednak kolejnoœć jest inna, to zmienia to całkowicie obraz całego zamachu.

Poczštkowo Howard Donahue uznał, że komisja Warrena Ÿle policzyła strzały. Wielu nieznajšcych się ze sobš œwiadków stwierdziło w czasie odrębnych przesłuchań, że widziało kulę odbijajšcš się od chodnika. Donahue uznał, że odprysk mógł trafić prezydenta w klatkę piersiowš. Detektyw uznał, że to była pierwsza kula. Oswald chybił, ale tragicznym zbiegiem okolicznoœci fragment pocisku przebił prezydenckš klatkę piersiowš. Dopiero druga, tym razem celna kula przebiła gardło prezydenta i raniła siedzšcego przed nim gubernatora. Trzecia kula miała przypieczętować los Johna F. Kennedy'ego, rozrywajšc mu głowę. Pozostaje więc pytanie: czyj pocisk tragicznie trafił prezydenta w głowę? I to właœnie ten strzał otwiera cały rozdział różnych mniej lub bardziej fantastycznych hipotez. Jednš z najbardziej kontrowersyjnych jest ta o zamachu przeprowadzonym przez grupę spiskowš zawišzanš przeciw braciom Kennedym w samym rzšdzie USA. Zwolennicy tej teorii wskazujš na bardzo dziwne zachowanie agentów Secret Service, którzy za wszelkš cenę utrudniali przeprowadzenie œledztwa.

Howarda Donahue niepokoił fakt, że pocisk rozerwał głowę prezydenta. W tym wypadku pomocne okazało się zeznanie doktora Jamesa Humesa, patologa ze szpitala Marynarki Wojennej z Bethesda, który przeprowadził sekcję zwłok prezydenta kilka godzin po zamachu. Oœwiadczył przed komisjš Warrena, że prezydent miał rozległe obrażenia czaszki, skóry i mózgu. Rana cišgnęła się na ok. 12 cm w kierunku twarzy, od ucha ku włosom. To zeznanie jest kluczowe dla sprawy, ponieważ patolog wojskowy nie stwierdził, że rana cišgnie się z boku czaszki do œrodka, co wskazywałoby na drugi strzał zza płotu okalajšcego po prawej stronie Dealey Plaza, ale od tyłu, czyli od strony jadšcych z tyłu samochodów.

Powstał zatem kolejny dylemat – dlaczego wczeœniejszy pocisk, który przebił ciała dwóch mężczyzn, nie rozpadł się, a pocisk, który rozbił czaszkę prezydenta, rozleciał się w kawałki? Jaki pocisk miał takie możliwoœci? Czemu dwa pociski, rzekomo wystrzelone z tej samej broni, zachowały się w tak różny sposób?

Doktor James Humes wskazał na zdjęcia rentgenowskie głowy prezydenta, na których widać ok. 40 różnej wielkoœci fragmentów substancji, która nie przepuszcza promieniowania. Jak stwierdził Humes, „ta substancja była rozprowadzona w różnych miejscach mózgu". Howard Donahue wiedział, że pocisk pełnopłaszczowy, wystrzelony z karabinu Carcano M91/38, tak nie działa. W przeciwieństwie do amunicji rozpryskowej. Czy w takim razie Oswald mógł użyć dwóch rodzajów amunicji? Było to kluczowe niedopatrzenie komisji Warrena, która zwyczajnie zlekceważyła ten szczegół.

Pocisk pełnopłaszczowy o kalibrze 6,5 mm do karabinu Carcano M91/38 został tak zaprojektowany, aby po trafieniu przeszył ciało na wskroœ, dajšc szansę rannemu na przeżycie, hospitalizację i powrót do zdrowia. Pocisk eliminował przeciwnika z walki, ale nie zawsze odbierał mu życie. Strzelajšc do specjalnie zaprojektowanej gipsowej kuli imitujšcej czaszkę, detektyw Collin McLaren potwierdził opinię Howarda Donahue, że pocisk pełnopłaszczowy z karabinu Oswalda na pewno przebiłby czaszkę prezydenta na wylot, pozostawiajšc dziurę wlotowš i wylotowš. Jedynym rodzajem kuli, która mogła zabić prezydenta, była rozpryskowa amunicja kaliber 5,56 mm. Ten rodzaj pocisku eksploduje zaraz po trafieniu, a skutki sš niemal zawsze œmiertelne. Eksperymentalne strzały dowiodły, że ta amunicja za każdym razem rozbijała gipsowš czaszkę na fragmenty. Teorię pocisku kalibru 5,56 mm potwierdza œrednica rany wlotowej na czaszce. Dr James Humes stwierdził, że rana tylnej częœci czaszki nie sięgała jej koœćca i miała rozmiary 15 x 6 mm.

Œrednica rany wlotowej wyniosła zatem 6 mm, a kula musiała przelecieć jakieœ 15 mm w głowie, zanim eksplodowała, odrzucajšc boczny fragment czaszki w górę. Gdyby prezydenta ugodził pocisk z karabinu Oswalda, rana wlotowa musiałaby mieć powyżej 6 mm, ponieważ rana wlotowa jest zawsze większa od œrednicy pocisku.

Tajemniczy zapach prochu

Na stanowisku Oswalda na szóstym piętrze składnicy ksišżek znaleziono trzy łuski, a mimo to jest niemal pewne, że œmiertelny strzał padł z innej broni niż karabin Carcano. Trzecia znaleziona łuska leżała z daleka od pozostałych i jak zauważył Donahue, była dziwnie wyszczerbiona. Nie pasowała do pozostałych. Donahue doszedł do wniosku, że trzecia łuska była łuskš spustowš, która jest trzymana „na sucho" w broni, żeby wilgoć nie dostała się do komory. Oswald prawdopodobnie wyrzucił łuskę, zanim zajšł pozycję przy oknie. Stšd też łuska była w innym miejscu i dlatego była wyszczerbiona. Ale w takim razie skšd pochodził trzeci strzał, który słychać na nagraniu? Warto przy tym zaznaczyć, że w opinii większoœci œwiadków dwa pierwsze strzały były do siebie podobne, przypominajšce odgłos petardy, w przeciwieństwie do trzeciego.

Komisja Warrena ustaliła, że trajektoria pocisku wynosiła 16 stopni w dół i około 6 stopni w prawo względem osi pojazdu. Zrównanie linii między Oswaldem a siedzšcym w limuzynie prezydentem powoduje, że strzał pod tym kštem musiałby trafić prezydenta w lewš stronę czaszki. Trajektoria pocisku wyraŸnie wskazywała, że strzał padł z tyłu prezydenta, ale z niższej wysokoœci niż szóste piętro składnicy ksišżek. Kim więc mógł być drugi strzelec?

W celu wyjaœnienia tej sprawy Howard Donahue skontaktował się w marcu 1968 r. z dr. Russelem Fisherem, głównym patologiem stanu Maryland, który z polecenia prokuratora generalnego Roberta Kennedy'ego analizował raport autopsji ciała prezydenta. Ku zdumieniu Howarda dr Fisher stwierdził, że rana wlotowa znajdowała się o 10 cm wyżej, niż to podawał raport komisji Warrena. Lekarze ze szpitala Marynarki Wojennej w Bethesda twierdzili, że rana znajdowała się obok kostnego guzka na tyle głowy, ale dr Fisher uważał, że była wyżej. Czy komisja lekarska ze szpitala Marynarki Wojennej w Bethesda mogłaby się aż tak bardzo pomylić? Czy może wyniki były œwiadomie sfałszowane? Nowe dane wskazywały, że pocisk musiał przelecieć z lewej strony nad drugim samochodem ochrony. Wszystko wskazywało, że strzał padł... z jednego z jadšcych w kawalkadzie samochodów.

Chcšc wyjaœnić tę sprawę, Howard Donahue napisał list do Secret Service Agency z proœbš o przekazanie nazwisk agentów jadšcych w drugiej limuzynie. Œledczy prosił też o podanie informacji na temat uzbrojenia wszystkich agentów, którzy jechali tego dnia w prezydenckiej kolumnie. W krótkim liœcie agencja odpowiedziała, że agenci byli wyposażeni w rewolwery, których nie użyli w czasie zamachu. Poszukujšc drugiego strzelca, Donahue zwrócił uwagę na zeznania dziesięciu œwiadków, którzy oœwiadczyli, że czuli zapach prochu strzelniczego. Wœród nich był policjant Earle Brown: po usłyszeniu trzeciego strzału poczuł zapach prochu. To zdumiewajšce, ponieważ wiatr wiał z prędkoœciš 25 km/h, ale w kierunku od wiaduktu do składnicy, a nie na odwrót. Policjant nie mógł zatem poczuć zapachu prochu z broni Oswalda. Zapach prochu dotarł do niego chwilę po tym, jak kolumna samochodów ochrony przemknęła pod wiaduktem, pędzšc w kierunku szpitala. Oznaczało to, że zapach prochu doszedł do funkcjonariusza Browna z jednego z mijajšcych wiadukt samochodów ochrony. Tam też musiała się znajdować jeszcze dymišca broń, z której oddano ostatni strzał.

Jadšcy w pištym samochodzie burmistrz Dallas Earle Cabell i jego żona także zeznali, że w pewnym momencie poczuli zapach prochu, mimo że składnica ksišżek była za ich plecami, a wiatr wiał w jej kierunku. Dym wydobywajšcy się z lufy karabinu musiał nadlecieć do nich z przodu. Łšczšc ich zeznania z oœwiadczeniem funkcjonariusza Browna i zeznaniami innych œwiadków, Howard Donahue doszedł do jedynego logicznego wniosku: trzeci strzał musiał paœć z trzeciego samochodu jadšcego w prezydenckiej kolumnie. Ale jakim sposobem mogła tam się znajdować broń strzelajšca pociskami rozpryskowymi 5,56 mm, skoro agencja Secret Service oœwiadczyła mu w liœcie, że jej agenci byli uzbrojeni jedynie w rewolwery, których zresztš nie użyli?

Deklaracja agencji stała jednak w sprzecznoœci z jedynym zachowanym zdjęciem, na którym widać jadšcego w trzecim samochodzie prezydenckiej kolumny agenta George'a Hickeya trzymajšcego w ręku lekkš wersję karabinu maszynowego AR-15 strzelajšcego pociskami rozpryskowymi 5,56 mm. Œwiadkowie widzieli, jak po dwóch pierwszych strzałach siedzšcy na oparciu tylnej kanapy trzeciego samochodu agent George Hickey podniósł karabin i rozglšdał się dookoła. Howard Donahue doszedł do wniosku, że gwałtowne przyspieszenie samochodu œcišgnęło agenta lekko do tyłu. On sam utrzymał się na siedzeniu, ale jego palec bezwiednie nacisnšł spust karabinu. Przypadkowo wystrzelony pocisk przeleciał nad głowami agentów jadšcych w drugim samochodzie i roztrzaskał czaszkę prezydenta Johna F. Kennedy'ego.

Wstydliwa sprawa

Wszystkie dziwne wydarzenia, które dzisiaj sš paliwem dla różnej maœci teorii spiskowych, miały jedno główne Ÿródło: agenci Secret Service robili wszystko, żeby ukryć tragiczny błšd swojego kolegi. Nie musieli się kierować przyjaŸniš, ale zwykłš koniecznoœciš ratowania dobrego imienia agencji, w której pracowali. Wszystkie ich zabiegi utrudniajšce wykonanie natychmiastowej autopsji w szpitalu w Dallas, naciski na lekarzy w szpitalu Marynarki Wojennej w Bethesda czy zaginięcie mózgu prezydenta, które stały się paliwem dla teorii spiskowych, można wyjaœnić koniecznoœciš ukrycia wstydliwej prawdy.

Nikt z rzšdu Stanów Zjednoczonych nie był zainteresowany wyjaœnieniem sprawy, która eksponowała przerażajšcš niekompetencję agentów chronišcych prezydenta. Prawda była tak żenujšco wstydliwa, że wymagała szybkiego pozamiatania pod dywan, nawet kosztem podłożenia pożywki różnej maœci mistyfikatorom. Teoria przypadkowego strzału stworzona przez Howarda Donahue nie jest pocišgajšca dla miłoœników tajemnic i teorii spiskowych. Każdy jej element układa się jednak w logicznš całoœć. Nie wskazuje na udział w zamachu UFO, mafii, Fidela Castro czy wywiadu PRL, ale potwierdza szaleństwo jednego zamachowca i brak profesjonalizmu prezydenckiej ochrony.

Amerykanie odrzucajš tę teorię, ponieważ obnaża bałaganiarstwo ich służb, a przecież w społeczeństwie przekonanym o swojej absolutnej perfekcji jest to nie do pomyœlenia. Tymczasem prawda wydaje się banalna, a przez to szczególnie kompromitujšca.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL